• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Tomasz Sobierajski

    Socjolog z zawodu i z pasji. Wytrawny badacz społecznych zjawisk i kulturowych trendów. Naukowiec 3.0 nie bojący się trudnych wyzwań, międzynarodowej współpracy i interdyscyplinaroności. Wykładowca akademicki i akademik z ambicjami. Znakomity słuchacz oraz wnikliwy obserwator. Kustosz dobrych manier i trener poprawnej komunikacji. Apostoł dobrej nowiny i przeciwnik złych emocji. Z zamiłowania sportowiec i podróżnik. Wegetarianin, cyklista i optymista. Nowojorczyk z duszy, berlińczyk z wyboru i warszawianin z miłości. Dla nas pisze o tym, co jest ważne w ludziach i dla ludzi.


    FAO Faro

    2017-11-03
    Lotnisko w Faro niezmiennie przywołuje wspomnienia pięknych przyjaźni. Tak pięknych, jakie się ma, kiedy jest się nastolatkiem…

    Julka złamała nogę i w ogóle nie potrafiła wyjaśnić, jak to się stało. Na pewno nie była pijana. Wtedy jeszcze nie piła. W ogóle. Potem bywało z tym różnie. To że się upiła można było poznać po tym, jak zaczynała śpiewać tę upiorną oazową piosenkę, która leciała mniej więcej tak: „Czwarta nad raneeeem, może seeeen przyjdzieeeee, może mnie odwiedziiiiiisz…”. Zawodziła okrutnie, choć głos miała ładny. Ale tylko kiedy śpiewała cicho. Po pijaku uważała, zresztą jak większość ludzi, że im głośniej, tym ładniej. Więc darła się niemożliwie tak, że wszystkie okoliczne ptaki popełniały samobójstwa z rozpaczy. Kiedyś przez Jej śpiewanie wyrzucili nas z kwatery w górach, przez co całą noc spędziliśmy na przystanku. Niepocieszona nuciła do rana żałobną Lacrimosę.

    Ale tymczasem złamała nogę i polegiwała na tapczanie w swoim pokoju wielkości pudełka na buty, oczekując zainteresowania i rozrywek wszelakich. Przychodziliśmy do Niej zaraz po szkole, całą, zwartą Grupą Muchomorki przez blisko miesiąc. Gips na jej nodze z dnia na dzień zapełniał się napisami i rysunkami. Mi nie pozwalała nic pisać, bo jak mi raz pozwoliła, to wyszedł tylko zbereźny rysunek, który później przerobiła na aniołka. Miała pewne zdolności. 

    Po miesiącu gips został zdjęty. Niektórzy ludzie zatrzymują sobie gips na pamiątkę. Z jakiego powodu? Może chcą sobie przypominać chwile, kiedy bezkarnie mogli wylegiwać się tygodniami na kanapie, oglądać telewizję i czekać aż przyniesie się im posiłek do łóżka? Julka też zostawiła swój gips i powiesiła go w rogu pokoju. Uznaliśmy, że musimy z niego zrobić pożytek. Był to czas, kiedy modne stawały się postanowienia noworoczne. Wcześniej nie robiono w Polsce postanowień, bo wiadomo było, że i tak się nic nie zmieni. Ale w latach 90-ych można już było sobie postanawiać do woli. Tak też zrobiliśmy. Pojawiliśmy się u Julki, wyposażeni w kartki i koperty. Napisaliśmy, każdy z osobna, o czym marzymy i czego chcemy. Wkładaliśmy kartki do kopert, zaklejaliśmy na ślinę, na kopercie zaznaczaliśmy, czy można je otwierać w przypadku naszej śmierci, po czym wrzucaliśmy do gipsu. Po roku wyjmowaliśmy koperty, po czym pisaliśmy nowe. Zabawa trwała przez trzy lata do momentu, kiedy z pokoju zniknął gips, a wraz z nim koperty. Julka jak zwykle nie była w stanie wyjaśnić jak to się stało. A ja zaczynałem się do tego powoli przyzwyczajać.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere