• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Rafał Rutkowski
    Aktor, dyrektor artystyczny „Teatru Montownia”. Specjalista od kultowych one-man show i stand-up Komedy. Zawsze uważał że jego fach jest niepoważny, dlatego z wielkim szacunkiem odnosi się do grabarzy i tych , którzy pilnujących gablot w muzeach. Sam uchodzi raczej za lekkoducha, o czym dobitnie przypominają mu wizyty w urzędzie skarbowym. Słowem pisanym para się rzadko, ale za to długodystansowo. Pierwszy felieton w życiu pisał siedem miesięcy.

    Kryzys wieku średniego

    2017-11-07
    Niedawno skończyłem 44 lata. Fizycznie nie czuję się staro. Mam coraz mniej włosów na głowie, to fakt. Ale za to dla równowagi mam coraz więcej włosów w nosie. Żona mówi na nie „morsy”. Pamiętam, jak w dzieciństwie podziwiałem wielkie morsy w nosie u mojego dziadka, takie krzaczory. Widocznie u mnie to rodzinne. Powinniśmy mieć to w herbie!

    Ale żona ma w dupie mój sentyment i kazała mi kupić taki trymer do nosa. Śmieszne urządzenie, bardzo podobne do wibratora. Można się tragicznie pomylić.

    Dziwne, ale jedyną widoczną oznaką starzenia się u mnie jest to, że coraz więcej włosów pojawia się na brwiach, w uszach, w nosie, na plecach. Na głowie wyliniała nutria, od czoła w dół - yeti! Tak, jakby włosy na głowie zachowywały się jak uchodźcy i uciekały w niższe rejony, jakby czuły, że tam na górze na starość może nie być za wesoło.

    Zwierzęta wyczuwają tsunami, może włosy na głowie wyczuwają Alzheimera?

    Przeczytałem, że przed Alzheimerem chroni codzienny trening mózgu. Chodzi o pobudzenie umysłu i wyrwanie go z rutyny. I podobno takim sposobem jest branie prysznica z zamkniętymi oczami! Kiedy się mydlisz nic nie widząc, inne połączenia nerwowe zaczynają się uaktywniać i pobudzają mózg do wysiłku. I powiem wam, że to działa. Pół dnia chodziłem pobudzony, jak pomyliłem krany i poparzyłem jaja wrzątkiem.

    Ale Alzheimera się nie boję. To już nie będzie mój problem, tylko moich dzieci, jak pewnego dnia zacznę się rozbierać przed młodą sprzedawczynią w Biedronce. Ja będę szczęśliwy.

    Odczuwam niepokój z innego powodu. Słyszało się, że po 40-ce wielu facetów ma kryzys wieku średniego. Znacie te historie: facet kończy cztery dychy, normalnie chodził do roboty, do kościoła, kosił trawnik , oglądał „Ranczo”… i nagle rzuca żonę i dzieci, kupuje harleya, bierze młodą sekretarkę, 1000 prezerwatyw, szampana, namiot i wyjeżdża do Toskanii… I na pierwszym skrzyżowaniu w Grójcu myśli: trochę bez sensu, przecież jest styczeń!

    No więc przez moment miałem lęki, że mi też odwali. Zastanawiałem się tylko, w jaki sposób.

    Generalnie faceci w kryzysie albo wracają do czasów młodości, albo realizują niespełnione marzenia. Albo chcą całkowicie zmienić swoje życie, bo czują że zaraz umrą, a jeszcze nikt nigdy nie zrobił im laski w kinie, bo żona jest katoliczką, którą poznał jeszcze w liceum, i z seksem skończyli zaraz po maturze.

    Harley mi nie grozi, bo nie lubię dużych motorów. Ewentualnie skuter, ale wyglądałbym na nim jak rencista rozwożący pizzę.

    Z tymi kochankami to też raczej nie dla mnie. Mieć żonę i pannę na boku to logistyczne wyzwanie i stres! Zacieranie śladów, kombinowanie, dwie karty sim, fałszywe konto na fejsie, ircha do ścierania śladów szminki z koszuli.

    Podwójnego życia bym nie ogarnął. Ja już się gubię, jak mam zamówić dla żony podwójne latte na mleku sojowym.

    Poza tym, nie chciałbym być znowu niezależnym singlem. Mam paru kumpli, koło 50-tki, którzy uciekli z chaty, wynajęli kawalerki, śpią w śpiworach na materacu, słuchają Led Zeppelin i zamawiają kubełki z KFC. Po 40-tce to raczej słaba opcja. Zresztą ja to już przerabiałem. W wieku 28 lat rzuciła mnie dziewczyna. Chciałem być niezależny, uważałem, że kobiety to suki, więc codziennie ok. 23:00 wracałem po spektaklu do wynajętej kawalerki i z browarem w ręku onanizowałem się do „Enjoy the Silence” Depeche Mode. „All I ever wanted, all I ever needed , is here in my arms”. Powiem wam, że na dłuższą metę ta metoda się nie sprawdziła…

    Ważne są w życiu priorytety. Jeżeli żyjesz w zgodzie ze sobą, to jest mniejsza szansa, że na starość będziesz zrzędzącym frustratem. Kiedyś jeden góral pracujący przy wyciągu powiedział mi, że najważniejsze w życiu są trzy rzeczy: narty, kobiety i piwo. A jak spytałem, gdyby miał wybrać tę jedną najważniejszą, to odpowiedział: piwo. I trzymał się tego konsekwentnie. Obsługiwał wyciąg i już o 7 rano wypijał trzeci browar. I nigdy nie miał żadnego kryzysu.

    Był szczęśliwy!

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere