• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Mateusz Kusznierewicz

    Człowiek pracy, gdańszczanin z wyboru. Chodź większość zna go jako żeglarza i Mistrza Olimpijskiego, to ma w rękawie jeszcze kilka asów. Jest biznesmenem, społecznikiem, prezesem Fundacji Gdańskiej, prowadzi szkolenia, wykłady motywacyjne. Na dodatek gra w golfa i w dalszym ciągu pływa, pomimo choroby morskiej. Nie narzeka na nudę.


    Wielki Szlem

    2017-10-30

    W żeglarstwie, podobnie jak w golfie i w tenisie, również istnieje Wielki Szlem. Składa się z czterech wyjątkowych regat: Fastnet Race, Middle Sea Race, Sydney Hobart i Newport Bermuda. Długość każdego wyścigu mierzy mniej więcej 600 mil morskich. Żeglując na kolejnych olimpiadach, nie miałem czasu nawet pomyśleć o takim starcie. Teraz nie myślę o niczym innym, jak o zaliczeniu całego żeglarskiego Wielkiego Szlema!

    Rozpocząłem od wyścigu Fastnet. Na starcie stanęło ponad 400 jachtów – byłoby więcej, gdyby nie limit wprowadzony przez organizatora. Lista zgłoszeń do tegorocznej edycji tych słynnych regat wypełniła się w niecałe 5 minut, taką popularnością i zainteresowaniem cieszy się ten wyścig!

    Yacht Club Sopot wynajął bardzo szybki jacht i zebrał załogę. Stanąłem na jej czele. Przed startem zaplanowaliśmy dwa dni treningów – bardzo cenne dla załogi, która spotkała się po raz pierwszy.

    Startu do Fastnet Race nie da się porównać do niczego innego. Żeglowałem w Sydney, w Nowym Jorku, na Sardynii i w Sopocie. To, czego doświadczyłem i zobaczyłem w niedzielne popołudnie, było fantastyczne! Setki jachtów, wśród nich te największe i najszybsze, ściśnięte w cieśninie Solent pomiędzy Cowes a Southamton.

    600 mil przepłynęliśmy w trzy doby. Ciekawe było żeglowanie nocą. Dla mnie było to coś nowego, jak się okazało – nic trudnego. Strzałem w dziesiątkę był odpowiedni podział wacht oraz cztery godzinne zmiany w dzień i trzygodzinne w nocy. Ja byłem obecny przy wszystkich manewrach, służyłem też pomocą przy jak najlepszym trymie. Najwięcej czasu spędziłem jednak przy kole sterowym i stole nawigacyjnym.

    Taktycznie rozegraliśmy wyścig bardzo dobrze. 22. miejsce na mecie na 400 jachtów to niewątpliwie nasz wielki sukces! Nie spodziewałem się aż tak dobrej pozycji. Przed nami były tylko dużo szybsze jednostki z zawodowcami na pokładzie.

    To, co robimy wspólnie z Yacht Club Sopot, jest wspaniałą przygodą, olbrzymią przyjemnością, ale też częścią dużo większego planu. Mamy bardzo ambitny pomysł. Sam jestem ciekaw, co z tego wyniknie. Mam nadzieję, że coś dobrego. Dobrego dla polskiego żeglarstwa!

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere