• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Wojciech Zawioła

    Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce...” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.

    Łaska kibicowska, czyli w górę i w dół

    2017-10-02
    „Polskaaaaa, biało-czerwoni, Polskaaaa, biało-czerwoni!” albo „biało-czerwone, to barwy niezwyciężone!”. I jeszcze „Polska to jest potęga, Polska najlepsza jest…”. A to wszystko po meczu z Kazachstanem, wygranym 3:0. Powtórzę: z KAZACHSTANEM!

    Kilka dni wcześniej piłkarze reprezentacji mieli okazję usłyszeć słowa powszechnie uważane za obelżywe i – tradycyjnie - kpiny oraz zarzuty lenistwa. Do tego dochodziło oburzenie wysokimi pensjami. Tego nie da się już określić starym polskim, sparafrazowanym powiedzeniem: „łaska kibicowska na pstrym koniu jeździ”. To już raczej brak umiejętności dokonania wyważonej oceny. I to nie tylko przez kibiców pod stadionem. Także przez tych siedzących w – zdawałoby się - mniej emocjonalnej atmosferze, przed telewizorem. Nie wspominając o mediach, które często dostają małpiego rozumu od perspektywy nabicia oglądalności i „klikalności”. 

    Przegrywamy pierwszy mecz w eliminacjach. Eliminacjach, w których wyprzedzamy rywali o dwie długości. Fakt, grając słabo, ale jednak to PIERWSZA porażka. Jakie są reakcje? Nie mamy drużyny, nie mamy piłkarzy, a jeśli mamy, to bez ambicji. I do tego za dużo zarabiających. No i Nawałka powołał złych piłkarzy. No i oczywiście wszyscy w tym kraju znamy się na piłce. A wystarczyło słuchać uwielbianego przecież nad Wisłą Lewandowskiego: „To, że zajmujemy 5. miejsce w rankingu FIFA nie znaczy, że jesteśmy piątą drużyną świata”. I wystarczyło spojrzeć za koniec własnego nosa i przyjrzeć się Duńczykom. Dzień przed meczem w Kopenhadze mówiłem kolegom z drużyny TVN na treningu: „Tego meczu Polacy nie wygrają”. Wprawdzie nie przepowiedziałem klęski, ale sens mojej wypowiedzi był jasny.

    Trzy dni później Polska grała z Kazachstanem. Niby tegoroczne doświadczenie z europejskich pucharów kazało nam się obawiać, ale to jednak reprezentacja. Wygrana z Kazachami to formalność, obowiązek, coś zwyczajnego. Bo może i nie ma już słabych drużyn, jak mówią usprawiedliwiający porażki trenerzy, ale na pewno są słabsze i mocniejsze. I tego trzeba się trzymać. Wygrane ze słabszymi powinny cieszyć, ale nie doprowadzać do ekstazy (czyli kibicowskiego śpiewania hymnu na trybunach bądź tworzenia programów specjalnych w TV).

    O rozsądek proszę.

    P.S. Na koniec jeszcze spostrzeżenie. Piłkarze mają jednak w naszym kraju pod górkę. Mniej im wolno. Wystarczy jedna przegrana i… Siatkarzom, na przykład, więcej się wybacza.

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere