• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Mrozu: To jest właśnie ten zew

    2017-09-25
    Znowu to zrobił – napisał przebój, który śpiewa pół kraju. Ale to już inne pół niż z czasów jego debiutu. To ta alternatywna część, fani radiowej Trójki i Breakoutu, dojrzali słuchacze, którzy docenili nieoczywiste teksty i bluesowy zew. W nowym przeboju dla nowych odbiorców śpiewa o szerokich wodach, na które wypłynął nagrywając najlepszy album w swojej karierze. O nieśmiertelności uczuć, prawdzie wydobywanej z instrumentów i o tym, że już nie musi tworzyć muzyki dla wszystkich opowiedział nam Mrozu.

    Zacznijmy od życzeń, bo rozmawiamy tuż przed twoimi 31. urodzinami. Wszystkiego najlepszego! Co to dla ciebie oznacza?

    Dziękuję za życzenia, a chciałbym, żeby nie zmieniało się to, co dzieje się u mnie prywatnie i zawodowo. Nie musi być lepiej, wszystko idzie w dobrą stronę i niech dalej tak będzie.

    Podobno życie zaczyna się po trzydziestce.

    Każda dekada życia ma swój urok. Zobaczymy, co przyniesie ta, ale fajnie, że z trójką z przodu wchodzę w nowy rozdział, a mam tu na myśli moją twórczość. Właśnie ukazała się moja nowa płyta „Zew”.

    Hipisi głosili hasło „Nie wierz nikomu po trzydziestce”.

    Ale niektórzy hipisi nie dotrwali do tej trzydziestki, wiemy przecież o nieszczęsnej licznie 27. Tę tezę można interpretować różnie, ja cały czas staram się dążyć do prawdy i szczerości w muzyce, i to na pewno determinant tej płyty.

    mrozu_1

    Jakie są najgorsze strony bycia dwudziestolatkiem?

    Ten wiek ma fajne cechy, ale im jest się młodszym, tym więcej ma się w sobie naiwności i nieświadomości, co czasami jest zgubne, ale i momentami dobre. Z wiekiem nabieramy wiedzy i popełniając błędy, uczymy się życia. Na tym wyrabia się nasz kręgosłup moralny. Gdy myślę o moich początkach w kontekście muzyki, to ta naiwność i niezastanawianie się, co z tym dalej będzie, jak to ktoś zinterpretuje i jak to odbierze – były dobre. Pozwala to tworzyć, robić coś niekonwencjonalnie. Do tej idei wróciłem na płycie – płynąć z tym, co podpowiada serce.

    Byłeś idealistą?

    Jako dwudziestolatek żyłem beztrosko, miałem dobre wyjście z progu. Byłem na etapie poznawania ludzi, którzy robią muzykę, zarażania się ich energią i pasją do tworzenia. To był ten czas, kiedy krystalizował mi się pomysł na siebie. Dwa lata później udało mi się podpisać kontrakt płytowy, a więc był to kolejny przełom. Po dwudziestce udało mi się znaleźć swoją drogę, a ta konsekwencja i praca opłaciły się. Niedługo minie dziesięć lat od debiutu i ciągle stoję na scenie, śpiewam, gram i sprawia mi to przyjemność.

    Czy ta dwudziestka to moment, w którym najmocniej doświadcza się poczucia nieśmiertelności? Bo o tej nieśmiertelności także na nowym albumie śpiewasz.

    Akurat śpiewam tu o nieśmiertelności w kontekście uczuć – niektóre z nich są niezbywalne, szczególnie uczucie miłości. Co by się nie działo, wierzę, że jesteśmy w stanie przeskoczyć wszystkie kłody rzucane nam pod nogi. Siła emocji jest niezniszczalna.

    Dziś jesteś dojrzałym facetem. Czy jako trzydziestolatek możesz spojrzeć krytycznym okiem na facetów i realnie określić, co to znaczy mieć klasę?

    Czy jestem dojrzałym gościem? W kontekście piosenek to na pewno dojrzalsza płyta. Ale w życiu codziennym jestem osobą pogodną, a śmiech to coś, co leczy wszystko, nakręca mnie poczucie humoru. Faceci? Każdy jest indywidualną jednostką. Trzeba być przyzwoitym człowiekiem i to świadczy o klasie. A ostatnio słowa „klasa” używałem w kontekście muzyki. Jeśli coś brzmi szlachetnie, nawiązuje do korzeni i tradycji muzyki, to dla mnie klasa. Tworzenie od serca i brak kalkulacji na zysk, pasja i zajawka – lubię to słowo – to jest klasa. Świadczy o niej też przyzwoitość, odwaga przyznania się do błędu i umiejętność powiedzenia przepraszam.

    Czy klasyka, a więc i retro, są dziś modne? Wraca moda chociażby na winyle.

    Nawiązywanie do starych brzmień istnieje na rynku muzycznym już długo. Pokazała to najlepiej Amy Winehouse. Może to już trochę przemija, ale ja przestałem się nad tym zastanawiać. Dziś granica modnego i niemodnego bardzo się zatarła. Na pewno w mainstreamie cały czas funkcjonuje muzyka elektroniczna. A to, co robię ja, to ukłon w stronę geniuszy z lat 50., 60., czy 70., kiedy to goście potrafili wejść do studia i nagrać na setkę cały utwór. I to była prawda – tak jak to nagrali, tak zostało na winylu i było świetne. Warto krzewić tę tradycję i dążyć do prawdy, a więc dźwięków wydobywanych z instrumentów. Lubię to i zrozumiałem, że mogę rozwijać się w tę stronę. Dlatego na nowej płycie jest dużo organicznych brzmień, mało syntezatorów i dźwięków z komputera. Nie jest to płyta nagrana na setkę, ale podczas produkcji zadbaliśmy o to, żeby brzmiała brudno i organicznie, miała charakter i rasę.

    mrozu_2

    Ta dojrzałość, o której mówiłam, krzyczy wręcz w tekstach. To nie jest płyta o miłości, to płyta o wypominaniu błędów.

    Dobrze słyszeć to ze strony odbiorcy. Gdy tworzysz, masz swój pomysł, a i tak każdy słuchacz interpretuje to potem po swojemu. Kiedy kończę nagrywanie płyty, kończy się robota, którą ja wykonuję. Pisałem słowa, które można przetworzyć na swój grunt i swoje pole emocji, bo muzyka to nic innego jak przekazywanie właśnie emocji. Im szerzej udaje się je przekazać, to znaczy, że tym lepiej zostało to wykonane. Muzyka jest nośnikiem, a interpretacja ma jeszcze to podkręcać i nasycać.

    Jak powstawały teksty?

    Piosenka „Duch” powstała razem z Mesem. Miałem pomysł, żeby zrobić storytelling, a wiadomo, że Ten Typ Mes jest w tym bezbłędny. Wiedziałem, że wchodzi w takie kolaboracje, ostatnio przecież współpracował z Kortezem i świetnie im to wyszło. Spotkaliśmy się w studiu, puściłem mu kawałek i poczuł to, złapał bakcyla.

    „Duch” otwiera płytę, a kolejne utwory to „Sierść”, „Mgła” i „Przelot”. Trochę jak u Hitchcocka.

    „Duch” otwiera płytę dlatego, że jest najbardziej wyrazisty, inny od wszystkiego, co robiłem wcześniej. Wyeksponowaliśmy te numery, które są najdziwniejsze. Istnieje filozofia, w której utwory bardziej przystępne umieszcza się na początku, a te trudniejsze pod koniec płyty. Razem z Marcinem Borsem (producentem płyty – przyp. red.) przekornie zrobiliśmy na odwrót. A tytuły rzeczywiście są mocne.

    Choć dziś singiel „Szerokie wody” jest najbardziej znany, to pierwszy singiel, utwór „Sierść”, był znakomitym wyborem, otworzył tę nową drogę. Teledysk jest animowany, w kolejnych klipach twoja twarz konsekwentnie nie była pokazywana. To też nowość i kwintesencja tej dojrzałości, która w tobie nastąpiła.

    Zależało mi na tym, żeby wyeksponować muzykę, a nie samego siebie. Warstwa instrumentalna kawałka „Sierść” rodziła w mojej głowie obrazy i wizje, i stąd też klip animowany. Udało mi się znaleźć świetną ekipę, z którą dogadaliśmy się co do koncepcji. Ta „Sierść” nadała ton okładce i tytułowi – to był główny kawałek, jeden z pierwszych, nad którym zaczęliśmy pracować. Potem były kolejne, ale gdy do niego wracaliśmy, to zawsze nas „kopał”, był inny i charakterystyczny.

    mrozu_3

    Poczułeś, że nie musisz już pokazywać swojej twarzy, żeby sprzedać muzykę?

    Poczułem, że nic nie muszę. To jedyny moment, żeby zrobić to, na co mam ochotę. Realizuję swoją wizję, bo robienie muzyki to chodzenie po świecie wyobraźni, abstrakcyjnych rejonach, odklejanie się od rzeczywistości. To coś, co najbardziej lubię – moment grania czy tworzenia, który porównałbym do uniesienia, jak w medytacji. Muzyka jest materią, dzięki której zbliżasz się do siły wyższej. Możemy nazwać to bogiem czy energią – jakkolwiek – ale jest w tym coś mistycznego. Moment kreatywności jest tym, co dodaje mi drive’u. Dlatego to czwarta płyta, bo ciągle chcę wracać do stanu kreacji.

    W jednym z wywiadów zadano ci pytanie o to, dlaczego dopiero teraz stworzyłeś taką płytę, a ja powiem – świetnie, że właśnie teraz stworzyłeś taką płytę.

    Też wydaje mi się, że to dobry moment. Wystrzelanie się na starcie nie dałoby mi takiej motywacji, jaką miałem teraz. Dobrze jest mieć poprzeczki do przeskoczenia. Ta płyta jest dobra – mówię nieskromnie – ale to naprawdę spoko album. Kolejny cel przede mną – chciałbym zrobić następną płytę, też z pierwiastkiem szczerości i prawdy, dobrze brzmiącą.

    W ostatnim czasie w polskiej muzyce ma miejsce nowe zjawisko. Artyści od lat obecni na scenie dokonują wolty – wydają płytę w zupełnie innej od dotychczasowej stylistyce. Zapoczątkowała to prawdopodobnie Brodka, do tego można dodać także ostatnią płytę grupy LemON. I ty takim artystą także jesteś.

    To, co jest w tym wszystkim dobre, to fakt, że poziom artystyczny po takim ruchu zawsze wzrasta. Tego rodzaju manewr powoduje, że jest więcej muzyki w muzyce, więcej emocji, więcej dobrych tekstów. Ludzie tego potrzebują i mają radar na to, co szczere, a chcemy trafiać do słuchaczy, których to obchodzi. Fajnie byłoby, gdyby odbiorca czuł podobnie do mnie lub czuł moje intencje. Nie chcę, żeby moja muzyka była muzyką tła odbieraną powierzchownie. Dobrze dać zagadkę, coś nieoczywistego, zrobić zwrot. Jeśli słuchacz wykona trud, ma większą satysfakcję z odbioru.

    Jednak z drugiej strony tą zagadką zawężasz pole odbiorców, bo nie każdy, kto był dotychczas twoim fanem, przyswoi nowy materiał.

    Jasne, ale nie chcę robić muzyki dla każdego. Jestem na etapie, kiedy nie potrzebuję, żeby wszyscy lubili moje płyty. Jeżeli komuś się to spodoba, będę szczęśliwy. Czy to będzie dziesięć, sto, czy parę tysięcy osób. Nie muszę się na to obrażać. Dobrze, jeżeli słuchacz kupi płytę – to bardzo ważne dla niezależnych artystów. Sam jestem fanem muzyki, więc kupuję ją online, ale kupuję też płyty i winyle. A propos, płyta „Zew” jest też w edycji winylowej. Trzymam ją, mogę ją puścić na gramofonie, to coś zupełnie abstrakcyjnego w kontekście tego, ile tych płyt winylowych było w moim domu rodzinnym. Lubiłem siadać po turecku przed nimi, przeglądać, patrzeć na okładki, prosić ojca o to, żeby coś zagrał. A tu nagle okazuje się, że można mieć własną płytę na winylu! Po raz pierwszy miałem okazję nagrać także live session, powstają z tego klipy, które można znaleźć w sieci. To jest prawda, to jest ten żywioł i to jest ten zew!

    Dziś „Szerokie wody” znajdują się na legendarnej „Liście przebojów” w Trójce. Czy ma to dla ciebie znaczenie, że taka stacja jak Program III zauważyła płytę?

    Jasne, że tak. Nie mam za złe, że to radio nie grało wcześniej moich utworów, bo te po prostu tam nie pasowały. Można zatem wyjść poza stereotypowe myślenie o kimś. Ta płyta była po to – debiut zaskakująco mocno nałożył mi pewną maskę, która nie do końca świadczy o tym, co ja reprezentuję muzycznie. Ale jeżeli Trójka zaczyna grać moją muzykę, świadczy to, że coś rzeczywiście się zmieniło, jestem za to bardzo wdzięczny. Tak więc opłaca się robić coś według własnego przekonania i z serca – prędzej czy później musi to zaprocentować. I mówię to do wszystkich, którzy są na początku swojej muzycznej drogi – kiedyś musi się udać, po prostu róbcie swoje.

    Ostatnia płyta jest zawsze najważniejsza. W kontekście tego, o czym mówiliśmy, to zdanie nabiera szczególnego znaczenia.

    To nie ostatnia, ale najnowsza płyta! I jeszcze wiele płyt przede mną. A wracając do twojego pierwszego pytania – życzyłbym sobie tego, żebym mógł nagrywać co najmniej jak Stonesi, do siedemdziesiątki.

     

    Mrozu – debiutował w 2009 roku albumem „Miliony monet”, który przyniósł mu ogólnopolską karierę i rozgłos. Wraz z czwartym albumem „Zew”, wydanym w 2017 roku, zmienia stylistykę i przenosi słuchaczy w bluesowo-rockowe rejony, czerpie z klasyki lat. 60 i prezentuje utwory, które doceniają najważniejsi dziennikarze muzyczni w kraju. Singiel „Szerokie wody” znalazł się na „Liście Przebojów” Programu III, a album prezentowany był w stacji jako płyta dnia.

     

    Dziękujemy Małej Warszawie (Warszawa, Otwocka 14) za pomoc w realizacji sesji zdjęciowej.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere