• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Aleksandra Budka

    Wymarzyła sobie, że zawodowo będzie słuchać muzyki. Dziś nie tylko muzyki słucha, ale też o niej opowiada i pisze. Pasjonatka radia i klimatu retro, kolekcjonerka płyt, okularów i torebek. Od wielu lat związana z radiową Trójką. Fanka Grzegorza Ciechowskiego, przez co jej serce jest z pewnością biało-czarne. Kawę zaś pije zawsze białą.


    Adam Fidusiewicz: Poradzę sobie z jutrem

    2017-05-22
    Czy można nauczyć się improwizacji? Nawet jeśli tak, to czy jest ona w życiu niezbędna? Na pewno w życiu aktora, co udowadnia Adam Fidusiewicz. Szkoli się z improwizacji na scenie i w codzienności. Obserwuje, spogląda, słucha i wyciąga wnioski. Czeka na aktorskie wyzwania, choć główną rolę odgrywa u niego radość. Satysfakcję przynoszą mu duże projekty i małe przyjemności. Dzięki temu na pewno poradzi sobie z tym, co przyniesie przyszłość. Po prostu się nią zachwyci.

    Warning: pg_query(): Query failed: ERROR: invalid input syntax for integer: "<li data-title="Reklama" data-type="m4v" data-url="tv/add/porsche.mp4" data-poster="tv/items/interview/fidusiewicz/fidusiewicz_2k.jpg" data-free="false"></li> <li data-title=“Fidusiewicz I" data-type="m4v" data-url="tv/items/interview/fidusiewicz/fidusiewicz_01_2k.mp4" data-poster="tv/items/interview/fidusiewicz/fidusiewicz_2k.jpg" data-free="false"></li> <li data-title="Reklama" data-type="m4v" data-url="tv/add/omega.mp4" data-poster="tv/items/interview/fidusiewicz/fidusiewicz_2k.jpg" data-free="false"></li> <li data-title=“Fidusiewicz II" data-type="m4v" data-url="tv/items/interview/fidusiewicz/fidusiewicz_02_2k.mp4" data-poster="tv/items/interview/borek/borek_2k.jpg" data-free="false"></li> & in /home/anywherepl/ftp/article.php on line 92

    Warning: pg_fetch_assoc() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/anywherepl/ftp/article.php on line 92

    Warning: pg_query(): Query failed: ERROR: invalid input syntax for integer: "" LINE 1: SELECT hash FROM tv_kategoria WHERE id='' ^ in /home/anywherepl/ftp/article.php on line 93

    Warning: pg_fetch_assoc() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/anywherepl/ftp/article.php on line 93

    Warning: pg_query(): Query failed: ERROR: invalid input syntax for integer: "" LINE 1: SELECT hash, parts FROM tv_item WHERE id='' AND aktywnosc='t... ^ in /home/anywherepl/ftp/class/movie.php on line 30

    Warning: pg_num_rows() expects parameter 1 to be resource, boolean given in /home/anywherepl/ftp/class/movie.php on line 31

    Czy moment, w którym zostałeś aktorem i moment, w którym zapragnąłeś zostać aktorem, to ta sama chwila?

    Zależy, jak zdefiniujemy określenie „zostać aktorem”. Niektórzy twierdzą, że aktorem zostaje się w momencie, kiedy skończy się szkołę teatralną i ma się magistra sztuki – wtedy jest się pełnokrwistym aktorem. Natomiast moje pierwsze doświadczenie z aktorstwem miało miejsce, gdy miałem jakieś dziesięć lat. Pewnego dnia moi rodzice nie mogli się mną zajmować, więc podrzucili mnie znajomym, a ci akurat szli z córką na casting. Poszedłem z nimi i dostałem rolę w spektaklu Teatru Telewizji, gdzie razem z Matyldą Damięcką zagraliśmy bliźniaków. To było moje pierwsze liźnięcie aktorstwa, które bardzo mi się podobało. A później dostałem się do musicalu „Piotruś Pan” i jako trzynastolatek przeszedłem taką pierwszą szkołę aktorską, bo przez cały rok organizowano nam zajęcia ze śpiewu, tańca, gimnastyki i szermierki, więc to było jak szkoła teatralna.

    fidusiewicz_2

    Wkrótce pojawiła się także rola Stasia.

    Ta była najważniejsza, bo dotychczas miałem wyobrażenie, że machamy mieczem, wygłupiamy się, robimy fikołki i to jest aktorstwo. Trafiłem do „W pustyni i w puszczy”, reżyserem był Gavin Hood, który później zdobył Oscara, więc miał hollywoodzkie podejście do kina. Pokazał mi, że aktorstwo to nie jest zbiór min, tylko proces myślowy. Potrafił wytworzyć bardzo bezpieczną atmosferę, sączył do ucha historie, co uruchamiało moją wyobraźnię, a przez to także moje emocje. I wtedy po raz pierwszy zapragnąłem być aktorem. Pomyślałem – chcę się tym zajmować, chcę mieć władzę nad swoimi emocjami, umieć się zmieniać i kontrolować samego siebie. I chyba tak zaczęła się moja przygoda, bo od tamtej pory aż do dzisiaj siedzę w tym, próbuję poznawać siebie i swoje funkcjonowanie. To jest proces, więc pracować trzeba cały czas.

    Czy praca na planie z Gavinem Hoodem była świadomym przygotowaniem do zawodu? 

    Wtedy było tak, że ktoś z zewnątrz nam pomagał, reżyser czuwał nad nami i naszymi emocjami. Pomyślałem, że Gavin Hood przecież nie zawsze będzie przy mnie, że chciałbym się też nauczyć pracować sam ze sobą. W ten sposób docierałem do różnych książek – Stanisławskiego czy Bolesławskiego – i czytałem, studiowałem, interesowałem się tym. Do dzisiaj mam tak, może to takie zboczenie, że cały czas patrzę na ludzi, przyglądam się ekspresji twarzy i chłonę. To mnie naprawdę bardzo fascynuje. Dlatego najpierw poszedłem na psychologię, a później do szkoły teatralnej. Byłem wiecznym studentem.

    Czy myślisz, że dziś ludzie żyją świadomie?

    Mam nadzieję i życzę tego wszystkim, ale sobie również, bo to nie jest tak, że jestem „panem ekspertem od świadomości”. Czasami wydaje mi się, że rozumiem i panuję nad mechanizmami międzyludzkimi, a potem ktoś przestaje mi odpisywać na SMS-y i zaczynam wariować. (śmiech) Mimo wszystko warto znać zasady działania mózgu. 

    Czego brakuje ci w rozmowach z nowo poznanymi ludźmi?

    Lubię w rozmowie bawić się konwencjami. Gry słowne to moje hobby, bo to jest trochę taka zabawa…

    Ale też przekraczanie granic.

    Czasami też przekraczanie granic i nie każdy może czuć się w tym bezpiecznie. Ostatnio bardzo podoba mi się improwizacja. Istnieje w Warszawie takie miejsce jak Klub Komediowy – ono zrzesza ludzi zajmujących się improwizacją sceniczną. To taka grupa ludzi, którzy wychodzą na scenę, dostają z widowni jakąś sugestię i na jej podstawie tworzą cały spektakl. Ci sami ludzie prowadzą też zajęcia w Szkole Impro.

    Czy to są zajęcia tylko dla aktorów?

    Właśnie nie. Przychodzą tam ludzie bardzo różni, z przeróżnych miejsc. Są osoby po kulturoznawstwie, po polonistyce, matematycy albo ci, którzy jeszcze nie zaczęli studiować. To szerokie grono i dobrze się w nim czuję.

    fidusiewicz_3

    Co daje takie szkolenie improwizacji? 

    Przede wszystkim to, że potrafisz wyjść przed ludzi i nie wstydzisz się mówić o tym, co myślisz, co czujesz, dzielisz się śmiało myślami, które przychodzą ci do głowy, łapiesz flow w mówieniu. Daje to też poczucie wsparcia od całej drużyny, oducza nawyku krytykowania siebie, wyrzuca z głowy dręczące myśli, że „to, co robię jest strasznie żenujące”. Właśnie nie! Wychodzę ze swoją propozycją, wierzę w swój pomysł, a koledzy mnie podbiją. Takie myślenie przydaje się też w aktorstwie. Ostatnio byłem na castingu i musiałem opowiedzieć „historyjkę z życia”. Historyjka z życia? Bardzo proszę, ciach, leci. Potrafię odnaleźć się w każdej sytuacji, nie boję się nowego, nie obawiam się wskoczyć w nieznane, bo wiem, że jakoś sobie poradzę.

    Improwizacja to to samo, co spontaniczność? 

    Spontaniczność to chyba wrodzona otwartość i szybkie działanie zgodnie z własnymi impulsami. Taka postawa przydaje się w improwizacji scenicznej. Myślę, że spontaniczność jest bardzo ważna w życiu – daje kopa i rozjaśnia świat.

    Dlaczego trzeba być spontanicznym?

    Nie mówię, że trzeba… Niektórzy tego nie lubią, wolą być poukładani, a ja to rozumiem i szanuję. Każdy lubi co innego. Mnie się podoba to, że wychodzę z ram, do których jestem przyzwyczajony, bo często się nudzę. Jak już któryś raz idę tą samą drogą, to wiem, że spotka mnie to samo. Ale jeśli troszeczkę wyjdziemy z tych kolein, mamy nową przestrzeń. O, wydarza się coś nowego, następuje przepływ energii, niech się dzieje!

    Czyli nie lubisz bylejakości? 

    Nie! Jestem perfekcjonistą. Wszystko musi być ładnie wykończone. Jak zaczynam coś robić, to muszę zrobić do końca. Ostatnio intensywnie maluję figurki do Warhammera. Zbiera się takie małe ludziki, maluje, a potem nimi gra. Gdy zaczynam malować, tracę rachubę czasu. Często kończę pracę o czwartej nad ranem… bo przecież muszę precyzyjnie zaznaczyć głębię na tarczy rycerza. Przy okazji malowania włączam audiobook i dzięki temu nadrabiam zaległości książkowe. Ostatnio skończyłem słuchać „Ojca chrzestnego”. Malowanie to moja wielka pasja, do której wróciłem po dwudziestu latach.

    Czy jest jeszcze coś, czego w życiu nie dokończyłeś, a chciałbyś?

    Taniec, którym kiedyś zacząłem się zajmować. Jest to taniec popping – powszechnie określa się go jako taniec robota, chociaż tancerze nie lubią tego określenia. To tak, jakby tenisistę stołowego nazwać pingpongistą. Pingpongiści nie lubią być nazywani pingpongistami, tak jak tancerze robota nie lubią być określani tancerzami robota. Tańcem zajmowałem się dziesięć lat temu, ale zawsze wypadało mi coś ważniejszego. Raz na jakiś czas wracałem do niego w aktorstwie i na studiach, gdy na pantomimie trzeba było przygotować etiudy ruchowe. Chcę jednak wrócić do regularnych ćwiczeń. Ten taniec też polega na improwizowaniu. Nie masz gotowej choreografii, tylko parę schematów, na bazie których improwizujesz cały układ. W głowie tylko myślisz: „szybciej, wolniej, mocniej, lżej”. Tu działają te same zasady, co w impro – nie wstydź się tego, co robisz, po prostu płyń. Idź na pewniaka. Niestety często myślę – wychodzi tu mój perfekcjonizm – że coś nie jest jeszcze dobre. I tu jest pies pogrzebany.

    Ale perfekcjonizm to jedno, a wiara w siebie to drugie. I tej wiary chyba nie brakowało ci nigdy. Jesteś raczej z tych, o których mówi się „hop, do przodu”.

    Może i sprawiam takie wrażenie, ale jest wiele sytuacji, w których czuję się niepewny czy wycofany. Czasami jest to chwilowy stan, mam rozładowane akumulatory, wtedy wiem, że muszę się zdrzemnąć, zregenerować albo dostarczyć głowie jakąś inspirację. Zaś w niektórych sytuacjach zawsze będę onieśmielony. Bez względu na wszystko – lubię mieć dużo energii, bo lubię mieć poczucie, że mam coś światu do zaoferowania.

    fidusiewicz_4

    Czy stąd wzięło się określenie „mam zaszczyt zaprezentować", którym podpisujesz zdjęcia na portalach społecznościowych?

    Nie, „mam zaszczyt zaprezentować” narodziło się wraz z początkiem boomu na Instagram, którego ideą jest robienie sobie zdjęć. Wymyśliłem, że zamiast wysyłać komunikat – „Patrzcie! Oto ja”, będę wysyłał „Patrzcie! Oto ktoś/coś o czym mówię”.

    Każdego dnia odczuwasz zaszczyt przeżywania czegoś?

    Oczywiście! Zawsze można poczuć zaszczyt z życia. Czasami dzieje się to naturalnie, a czasami trzeba się trochę zmusić – „O! Już siedemnasta! Trzeba wrzucić zdjęcie na Instagram, bo tak działa rynek”. To trzyma mnie w ryzach – muszę coś wymyślić, muszę coś stworzyć, coś zaprezentować. To też moja baza danych do opowieści ad hoc.

    Utrzymuje cię też w roli, bo nie wierzę, że to nie jest trochę gra aktorska.

    To jest konwencja. Z konwencji składa się aktorstwo. Nakładamy na siebie jakieś ramy, a potem nadajemy im naturalność. Więc wszystko, co jest konwencją, może być aktorstwem, ale to już filozoficzne rozkminy. Wiem tylko, że kiedyś najważniejsze dla mnie było przeprowadzić w głowie proces emocjonalny i wzbudzić w sobie „czyste uczucia”, a teraz najważniejsze jest dla mnie zbudować dziwaczną konwencję zachowania ludzkiego i uwiarygodnić ją „czystymi uczuciami”.

    Kolejną konwencją jest to, że jesteś poważnym panem nauczycielem.

    To prawda. W weekendy prowadzę zajęcia z dziećmi i młodzieżą w Teatrze Buffo, więc przestałem chodzić na imprezy. Czasami znajomi chcą mnie wyciągnąć na miasto, a ja mówię: „Nie, przepraszam, mam dzieci”. (śmiech) A zajęcia z dziećmi to świetne doświadczenie. Patrzę na tych młodych ludzi, którzy mają niespożyte pokłady energii i uczę się tego. Artyści muszą umieć podtrzymać w sobie takie dziecko, żeby nie wejść w świat rutyny, tylko cały czas potrafić się zachwycać. Tak właśnie w szkole teatralnej mówili nam profesorowie. Obserwowanie dzieci jest bardzo pouczające.

    Miałeś problemy z dotarciem do nich? To przecież pokolenie, które zasypia i budzi się z tabletem przy poduszce.

    To prawda, to jest inne pokolenie. Dzieci są też trudnymi widzami, bo są bezlitosne. Jeśli coś jest nudne, to po prostu odwracają się i zaczynają dłubać w nosie. Muszę być bardzo energetyczny i robić wszystko, żeby podtrzymać ich uwagę. To jest taka intelektualna siłownia. Dlatego z jednej strony te weekendy mnie nakręcają, a z drugiej wycieńczają.

    Aktorstwo to także czekanie, między innymi na telefon. Czy na jakiś czekasz szczególnie?

    Kolega aktor powiedział kiedyś, że w aktorstwie najwspanialsze jest to, że nie wiadomo, co będzie jutro, a najgorsze jest to... że nie wiadomo, co będzie jutro. I tak rzeczywiście jest. Odpowiem na pytanie – tak, cały czas czekam na telefon. Jestem freelancerem, taki mam zawód, więc jak ktoś ma ochotę mnie zatrudnić – proszę, nie jest trudno mnie znaleźć.

    Sztukę autopromocji opanowałeś perfekcyjnie.

    Takie mamy czasy. Przyglądałem się młodzieży. (śmiech)

    Chciałbyś po latach wrócić na wielkie ekrany?

    Jestem aktorem i pragnę grać. To jest to, czym się zajmuję. Po prostu lubię pracować. Sprawia mi przyjemność proces tworzenia, więc jeśli to byłby wielki ekran – świetnie. Jeśli to byłyby deski – świetnie. Przygotowujemy teraz projekt dla W’arte Romy Gąsiorowskiej, który nazywa się „W’arte Impro Show”. Jest to show oparte na improwizacji, w którym będę gościem. Tak więc w poniedziałki mam próby z Teatrem Ab Ovo, we wtorki spotkania z własną grupą impro, a środy zajęcia w Szkole Impro. Jestem wielkim fanem improwizacji i lubię robić różne rzeczy. Obecnie pomagam też mojej przyjaciółce, Weronice Kosińskiej, zorganizować drugą część jej wystawy „Nowo obsadzeni”. Z Weroniką się przyjaźnię już od jakiegoś czasu i pomagałem jej przy pierwszej części. Byłaś tam zresztą, prawda? 

    Byłam, widziałam.

    No i jak ci się podobały zdjęcia?

    Bardzo podobało mi się ujęcie modowe. Twoje zdjęcia z tego projektu będą na okładce właśnie przy okazji naszego wywiadu, więc czytelnicy również je zobaczą. Czy drugi projekt będzie też stricte modowy?

    Tak, pierwszy projekt nazywa się „Nowo obsadzeni” i polega na tym, że Weronika przedstawiła poszczególnych aktorów w odsłonie modowej w taki sposób, w jaki jeszcze nie byli postrzegani. Jest na przykład Marta Żmuda-Trzebiatowska w turbanie czy Filip Bobek skaczący w kolorowych ciuchach. Pomagałem Weronice przy organizacji pierwszej wystawy i miałem zaszczyt ją otworzyć, a teraz szykujemy się do drugiej części. Będą nowi aktorzy i wokaliści, więc nie mogę się doczekać.

    Zdjęcia: Weronika Kosińska

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere