• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Jacek Tomczak

    W wieku dziewięciu lat zaczął tańczyć breakdance. W wieku siedemnastu uznał, że dusza też potrzebuje fikołków, więc zaczął pisać. Swoje laboratorium myśli rozwija na autorskim blogu "Jaco jest jak". Nie wie, czego jest fanem i nie deklaruje, o czym będzie pisał. Jedynym kryterium doboru tematu jest poruszenie.


    Bitamina: Daleko od miasta, blisko do człowieka

    2017-04-23
    Spotkali się aktor, serowar i gospodarz upraw. Nagrali album i jest on wyjątkowy.

    Muszkieterów jest trzech. Za instrumenty i produkcję odpowiada Amar Ziembiński, wokalem bawi się Mateusz „Vito” Dopieralski, a słowem mówiono-rapowanym wspiera Piotr Sibiński. Podobno cała trójka pochodzi z Secymina Nowego pod Warszawą. Na co dzień Vito spełnia się jako aktor na deskach niemieckich teatrów. Amar prowadzi gospodarstwo ojca - uprawia warzywa, produkuje twaróg i ekologiczne przetwory. Odkąd podzielił się pracą z Piotrem, ten drugi zdążył nauczyć się robienia serów. Dali się poznać szerszemu gronu, gdy Astigmatic Records wydało wersję winylową „Placu Zabaw” w 2014 roku. Od tamtej pory dziennikarze i entuzjaści offowych, ambitnych brzmień nadstawiali uszu.

    Czemu to ważne przy recenzji? Bo nie sposób inaczej scharakteryzować zespół, który robi muzykę z dala od cienia metropolii, w słońcu małej miejscowości. Według Wikipedii w Secyminie mieszka 129 osób (słownie: sto dwadzieścia dziewięć). Być może to dlatego „Kawalerka” koi, gdy jest słuchana w mieście.

    Próby zaszufladkowania Bitaminy są totalnie bez sensu. Tu trzeba projektować nowy mebel. Najlepiej taki, który pomieści eksperymenty z funkiem, jazzem, hip-hopem i poezją. Album Bitaminy pełni wiele funkcji, których jednoczesnej obecności próżno szukać osobno u wyżej wymienionych. Panowie bujają jak hip-hopowcy, ale nie drażnią wulgarnością. Balladowo kołyszą w piosenkach o miłości, lecz nie usypiają zainteresowania. Balans wrażeń jest w „Kawalerce” wyrównany, a ich poziom – wysoki.

    Powodów, przez które czuję się u nich tak dobrze, dostrzegłem kilka. To brzmienie, które się nie narzuca i ma wiele warstw. W pierwszym odsłuchu okryciem wierzchnim jest gitara. Po drugim dostrzegam nieostre sample z takim charakterem, że dociskam słuchawki, aby słyszeć je lepiej. W „Znajomej nieznajomej” między dźwiękami słyszalny jest śpiew ptaków. W wybornym singlu „Dom” ktoś chyba gra na źdźble trawy. W „Sam na sam” wibruje w tle didgeridoo, dęty instrument aborygenów. Dobór środków zaskakuje, ale w tej krainie słuchacz ma godnego przewodnika.

    Don Vito nie jest pierwszy wśród łączących rap ze śpiewem. Nie szkodzi. Z matową barwą głosu odpuszcza sobie efekciarstwo, choć bawi się wokalem z niespotykanym luzem.

    Tekstowo „Kawalerka” mieści zjawiska proste, lecz ważne. To ciekawość i obawy wobec nadchodzącego dnia, jak w „Pobudce” czy „Przebudzeniu”. Sceptycyzm wobec wszechobecnej technologii w „Tata ma telefon”. Wizyty w barach – takie, gdy euforia gra pierwsze skrzypce („Pornosy”) lub te, w których bohater czuje się zagubiony („Elephnat”). Są tam jeszcze: wyobrażanie sobie zdrowych, szczęśliwych rodziców, rozbrajające refleksje o miłości, pragnienie drugiego człowieka, aż w końcu nostalgia za nastoletnią beztroską. Echa tej ostatniej są na płycie wyraźne. Młodzieńczy entuzjazm miesza się tu z tęsknotą, palące pragnienia z dotkliwymi wątpliwościami. Mimo to album bardzo uspokaja. Jest głosem dwudziestoparolatków, którzy o niejasnościach wchodzenia w dorosłość mówią z radosną bezczelnością dzieci i pokorą starców. 

    Nie umiem powiedzieć o „Kawalerce” nic złego. Jest jedyna w swoim rodzaju. Uważna w tekstach i czarująca brzmieniowo. Klimatyczna jak przytulne lokum kogoś, kto porzucił masowe skłonności dla wyższego dobra. Nie wiem, czy wchodząc do kawalerki wypada zdjąć buty, ale czuję, że czapki z głów już tak.

    Jeśli mogę w tej recenzji polecić coś bardziej niż sam jej przedmiot, będzie to występ chłopaków na żywo. Każdy z ich utworów w wersji koncertowej zyskuje żywotność i świeżość. Nie sposób zamknąć je na albumie lub utrzymać w mieście. Zachęcam - wejdźcie i poczujcie się jak u siebie.

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere