• Oferta
  • O nas
  • Partnerzy
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Jacek Tomczak

    W wieku dziewięciu lat zaczął tańczyć breakdance. W wieku siedemnastu uznał, że dusza też potrzebuje fikołków, więc zaczął pisać. Swoje laboratorium myśli rozwija na autorskim blogu "Jaco jest jak". Nie wie, czego jest fanem i nie deklaruje, o czym będzie pisał. Jedynym kryterium doboru tematu jest poruszenie.


    Jeden kolor, mnóstwo odcieni

    2017-01-20
    Nie słucham rocka. Czego zatem trzeba, abym zajrzał temu gatunkowi w oczy? Charyzmatycznego przewodnika. Jednym z nich okazał się Krzysztof Zalewski ze swoim albumem „Złoto”.

    Zalewski przedstawił mi się śpiewając refren w jednym z singli Grubsona. To było dawno temu, to był tylko refren. Usłyszałem tam imponujący wokal i charyzmę. Zobaczyłem charakter powykręcany w różne strony. Krzysztof zaledwie pojawił się w utworze jako gość, a już uznałem, że świetnie byłoby sprawdzić te, w których jest gospodarzem.

    Jego album rozpoczyna singiel "Miłość miłość", który nie tyle studzi entuzjazm, ile pokazuje muzykę Krzysztofa od zupełnie innej strony, niż można by oczekiwać. We wstępie oczekiwana rockowa pikanteria ustępuje prostej, choć nie prostackiej historii o miłości. Wrażliwy facet opowiada i gra ją z pasją dziecka, które właśnie zrozumiało, że czekolada świetnie smakuje. Atmosfera zmienia się diametralnie w "Chłopcu". Drugi utwór narzuca znaczne tempo, brzmieniowo intryguje, czai się. Obok szalonych gitar pojawiają się skrzypce, pogoń nabiera złożoności. Melodia i rytm wiążą się na supły. Plątanina, która zwykle sprawia kłopot, tutaj daje wielką przyjemność. 

    I tak przez cały album. „Złoto” Zalewskiego ma klimat festiwalu z mnóstwem atrakcji. Jest tam miejsce na stonowane, akustyczne zagrania („Podróżnik”), nieobliczalne szaleństwo („Głowa”, „Na drugi brzeg”, „Uchodźca”), ale też ukłony w stronę brzmień klasycznie rockowych, popowych czy przypominających country („Polsk”, „Otu”). Swoją muzyką „Zalef” zabiera słuchacza w miejsca zupełnie od siebie różne. Opowiada o nich tak, że nie sposób się nudzić.

    Jednym z powodów, dla których wycieczka tak porywa, są zabiegi wokalne gospodarza. Laureat drugiej edycji „Idola” swoje historie wyśpiewuje, mówi, krzyczy, cedzi przez zęby.
    „Złoto” jest miejscem, gdzie Zalewski nie zajmuje się śpiewaniem. On wykłada emocje na pierwszy plan i nie są to wrażenia po obejrzeniu gry w golfa. Wystarczy choćby skupić się na tekście w utworze "Polsko". Poprzez metaforę toksycznej relacji z kobietą Zalewski opowiada o niezadowoleniu z sytuacji politycznej w kraju. Jak przyznał w jednym z wywiadów, „Polsko” to utwór adresowany do Jarka. Mamy więc album z politycznym akcentem. Na płycie jest także miejsce na niepokoje społeczne - to o nich traktują „Uchodźcy”. Całe szczęście frustracja to nie jedyne odczucie, o jakim słuchaczowi chce opowiedzieć Krzysztof. 

    Są to również refleksje nad własną naturą. „Głowa” brzmieniowo i tekstowo przypomina wizytę w fantastycznym cyrku. „Otu”, wspomniana „Miłość miłość” i „Luka” ukazują miłość w kontekstach tęsknoty, bliskości czy poszukiwań. W „Chłopcu” autor próbuje porozmawiać sam ze sobą, tylko młodszym. Zalewski na „Złocie” opowiada o tym, jak widzi świat na wielu poziomach – wewnętrznym, w relacji z drugą osobą czy jako jednostka w większej społeczności. Jeśli połączymy to z rozpiętością brzmienia i klimatu, powstaje przed nami zróżnicowany, ciekawy i bogaty album. 

    Ten krążek imponuje na wielu frontach. Są to rozmach, wielobarwność, wokal głównego bohatera, opowiadane historie oraz teksty. Stoją za tym czołowi producenci polskiej sceny muzycznej. Nad albumem „Zalef” pracował wraz m.in. z Marcinem Borsem, Andrzejem Smolikiem, Bartkiem Królikiem, Markiem Piotrowskim i Michałem Wiraszko. Każdy z nich ma na koncie sukcesy muzyków i zespołów, którzy na dobre zmienili polską muzykę. Mowa tu o Pogodnie, Hey, Lao Che, Sistars, ale także o artystach solowych. To Mrozu, Monika Brodka, Gaba Kulka, Artur Rojek i wielu, wielu innych. Z tego miejsca ciężko sobie wyobrazić, aby przy pracach nad „Złotem” coś poszło nie tak. Z każdym odsłuchem obawy milkną, ustępując muzycznemu spełnieniu. Panie Krzysztofie, uszanowanie.

    Nie czuję, abym dzięki Zalewskiemu przeszedł z rockiem na "ty". Czuję jednak, że przeszedłem bardzo ciekawą podróż. Zamiast pokazywać wam z niej zdjęcia, napiszę tak: idźcie. Idźcie tam, gdzie „Złoto” gra głośno i wyraźnie.

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere