• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Wojciech Zawioła

    Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce...” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.

    Moja naiwność

    2016-11-04

    Nie jestem młodzieniaszkiem. Jestem człowiekiem, który wiele już w życiu widział i nasłuchał się wielu słów i opowieści. A jednak co jakiś czas okazuje się, że nadal jestem młodzieńczo naiwny.

     

    Wierzę sportowcom, którzy mówią o swoim profesjonalizmie. Wierzę im, kiedy zapewniają, że za substancje zabronione znalezione w ich organizmach odpowiadają lekarze, a nie oni sami. Wierzę działaczom, którzy uważają się za świętych dobroczyńców, i sponsorom, którzy mówią o chęci rozwoju dyscypliny. Wierzę kibicom zapewniającym, że chcą dobra klubu. Wierzę też dziennikarzom, którzy nagle odkrywają prawdę i ogłaszają ją całemu światu. O ja naiwny!

    Ostatnie tygodnie dały mi w kość. Pomogło mi jedynie przekonanie, że sport to zaledwie rozrywka, a nie dziedzina, która decyduje o moich losach. Bo na szczęście nie zmieni mojego życia płacz norweskiej biegaczki Teresy Johaug, przyłapanej na zastosowaniu maści (sic!), przypadkiem zawierającej środek dopingujący. Użyłem słowa „płacz”? Hmm… ktoś zwrócił uwagę, że w tym płaczu nie było łez. Płacz bez łez to płacz wyreżyserowany i niewiarygodny.

    A czy wiarygodny jest działacz, któremu zamarzył się start na prezesa dużej organizacji sportowej, doszukujący się powodów, dla których jego rywal nie powinien z nim w ogóle konkurować? W moim „idealnym” świecie walczy się argumentami merytorycznymi, a nie „kwitowymi”. Tyle, że w naszym kraju umiejętność merytorycznej dyskusji jest bardzo rzadka.

    W naszym kraju występuje za to w dużym zagęszczeniu umiejętność zabawiania się i spożywania alkoholu przy byle okazji. Choć przecież zgrupowanie reprezentacji to akurat świetna okazja… „Przyjechali koledzy, jesteśmy w hotelu, sami… nikt się nie dowie”. I tu niespodzianka… kilka osób się dowiedziało. Dociekliwość? Nie bądźmy naiwni. Wsypał ktoś, komu zależało. Jak w polityce.

    Teraz otwarcie: Kto uwierzył, że Boruc grał w karty z Teodorczykiem, popijając „browca”? Jak często zdarza się, że profesor zadaje się z uczniakiem? Boruc to w tej drużynie instytucja. Jak mówią dobrze poinformowani dziennikarze: kiedy w szatni przemawia Boruc, nawet Lewy milknie. Ktoś taki miałby się spoufalać w cztery oczy z uczniakiem? I że niby tylko oni? Naiwność… Historia jak ze Lwowa (o ile Państwo dobrze pamiętają).

    Powtórzę: ostatnie tygodnie dały mi w kość, bo jakby tego było mało, nie zobaczę zaskoczonych żywiołowym dopingiem piłkarzy Realu Madryt. Tylko dlatego, że przez długie lata tolerowało się bandę kretynów na stadionach.

    Jezus Maria!

    Reklama
    reklama Anywhere
    Przeczytaj również
    Reklama
    reklama Anywhere