• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Zuzanna Szamocka: Z szarości w awangardę

    2016-08-30

    Na spotkanie z Zuzanną Szamocką umówiliśmy się w samym sercu Warszawy, w jej showroomie na Koszykowej. Od progu powitał nas radosny szczek Simona, białego pudla, który prawie codziennie towarzyszy swojej właścicielce. Zuzanna mimo młodego wieku ma na swoim koncie wiele sukcesów. W 2012 roku dyplomowa kolekcja zapewniła jej zwycięstwo w prestiżowym konkursie Fashion Design Awards. Zaprojektowane przez nią ubrania noszą czołowe polskie gwiazdy, takie jak Ewa Chodakowska czy Kasia Sokołowska. A już na starcie Małgorzata Socha nazwała ją nadzieją polskiej mody.

    zuzanna_szamocka3Jak się zaczęła twoja przygoda z modą?

    Już w podstawówce wiedziałam, że swoją przyszłość zwiążę ze sztuką. Odkąd pamiętam lubiłam się wyróżniać, zaznaczać swój indywidualizm strojem. Odziedziczyłam to chyba po mojej babci, która była niezwykle elegancką kobietą. Nawet w czasach najgłębszej komuny potrafiła zaskakiwać strojem. Z każdej zagranicznej podróży dziadek przywoził jej materiały, które były praktycznie nie do zdobycia w Polsce. Babcia sama projektowała swoje kreacje, a gdy pojawiłam się ja, zajęła się również moją garderobą. Realizowała każdy mój szalony pomysł, przez co często wyglądałam naprawdę niecodziennie. Sama również dość wcześnie zajęłam się tworzeniem ubrań. Początkowo szyłam głównie ubranka dla moich Barbie, które były najlepiej ubranymi lalkami w mieście. Gdy analizuję to z perspektywy czasu, to dochodzę do wniosku, że od zawsze chciałam być projektantką.

    Jednak nie od razu podjęłaś decyzję, że chcesz iść na projektowanie ubioru.

    To fakt, początkowo myślałam o wzornictwie przemysłowym. Mój tata jest grafikiem, mama historykiem sztuki, więc doskonale wiem jak to jest być w Polsce artystą. Wzornictwo wydawało mi się dużo stabilniejsze niż projektowanie, a przy tym cały czas w jakiś sposób związane ze sztuką. Jednak w ostateczności pomyślałam sobie, że co mi szkodzi, trzeba próbować, podążać za swoimi marzeniami, najwyżej nie wyjdzie. No i zdecydowałam się pójść do Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru.

    Zatrzymajmy się na chwilę przy twojej rodzinie. Dorastałaś w bardzo nietypowych warunkach, w swoistym kolektywie artystycznym. To pomaga czy przeszkadza?

    To zależy jak na to spojrzeć. Wiadomo, że jak dorastasz próbujesz nieco uciec od rodziny, tak po prostu dla zasady. Również przechodziłam w moim życiu przez takie chwile, np. bardzo bolała mnie krytyka moich prac ze strony taty. Nawet jak była konstruktywna, to odbierałam to bardzo osobiście. A nie jestem jakaś wyjątkowo wrażliwa, od dziecka chodziłam na lekcje rysunku i przyzwyczaiłam się do uwag. Jednak co innego obca osoba, a co innego rodzic. Teraz myślę, że gdyby nie wsparcie rodziców, to nie byłoby mnie w tym miejscu. I to dosłownie, bo nawet showroom, w którym się znajdujemy, to nasza wspólna praca.

    zuzannna_szamockaPosiadanie swojej własnej pracowni czy butiku to luksus, o którym marzy niejeden młody projektant. Jednak nie każdy zdecydowałby się na prowadzenie multibrandu. Skąd taki pomysł?

    Każde przedsięwzięcie ma na ogół dość prozaiczne początki. Tak było i w tym wypadku. Po prostu z czasem przestałam się mieścić w wynajmowanej wspólnie z moim chłopakiem kawalerce. Całe nasze mieszkanie było zdominowane przez moje projekty, więc zaczęłam szukać przestrzeni na pracownie i tak natrafiłam na tę suterenę. Wcześniej przez lata był tu magiel, jednak od dłuższego czasu miasto nie mogło znaleźć chętnych na wynajem tego lokalu. Dopiero my dostrzegliśmy jego potencjał. Samej, młodej, świeżo upieczonej projektantce ciężko byłoby zarobić na czynsz, więc pomyślałam: „czemu by nie podzielić się tą przestrzenią z innymi?”.

    Jak ci się udało stworzyć tak niesamowite miejsce?

    Kosztowało nas to masę pracy. Generalny remont trwał ponad 2 miesiące, a przez ograniczony budżet wszystko musieliśmy zrobić sami, łącznie z hydrauliką i kuciem tynków. Wspólnie z tatą i moim partnerem przyjeżdżaliśmy tu prawie codziennie po pracy i działaliśmy. Lokal był w kompletnej ruinie, na ścianach i podłodze znajdowały się zniszczone różowe płytki, prawdopodobnie spadek po maglu. Najdziwniejszą rzeczą, jaką tu zastaliśmy, była umywalka wbudowana w podłogę, do tej pory nie rozszyfrowaliśmy do czego mogła służyć. Jednak trud się opłacił, bo dziś mam własne miejsce i nie dręczę już sąsiadów odgłosami mojej pracy.

    zuzannna_szamocka2Tata jest chyba ważną osobą w twoim życiu?

    Tak, to prawda, od samego początku mojej kariery bardzo mocno mnie wspiera, ale również bierze czynny udział w procesie tworzenia moich kolekcji. Swoje projekty opieram na unikatowych printach i wiedza mojego taty jako grafika jest tu nieoceniona.

    Skąd, w dobie minimalizmu i wszechobecnej szarości, wziął się pomysł na tworzenie tak niezwykle odważnych i bogatych w kolory printów?

    Wydaje mi się, że mój styl ukształtowało otoczenie, w którym dorastałam. Wychowałam się pod Warszawą, w Zalesiu Górnym, dzięki czemu mam inne spojrzenie na przyrodę. W mieście budzisz się, patrzysz przez okno i widzisz drugi blok. Ja na co dzień byłam otoczona naturą i to z niej do dziś czerpię największą inspirację. Pierwszy raz na użycie printu zdecydowałam się przy mojej pracy dyplomowej, której motywem przewodnim były kurze pióra. I to właśnie po tej kolekcji doszłam do wniosku, że bardziej interesuje mnie zabawa tkaniną, wzorami niż krojem.

    Skąd czerpiesz inspiracje?

    Ze sztuki i natury. Szukam tematów, które na pierwszy rzut oka są nieciekawe. Przykładem tego może być moja kolekcja dyplomowa, gdzie za inspiracje posłużyły mi kury domowe. Mają one piękne upierzenie, jednak mało kto się nimi zachwyca, a już na pewno nie w snobistycznym świecie mody.

    A jeśli nie moda, to co?

    Myślę, że projektowanie wnętrz. Przy urządzaniu showroomu odkryłam, jak ogromną frajdę sprawia mi dekorowanie. Niewykluczone, że w przyszłości zajmę się tym. Poza tym pasjonuje mnie wspomniane już wcześniej wzornictwo przemysłowe, czyli mówiąc prościej tworzenie opakowań do rzeczy użytkowych.

    Masz już własną markę, showroom i wierne grono odbiorców. Gdzie widzisz się za kilka lat?

    Na pewno planuję ekspansję. Chcę spróbować swoich sił na rynku zagranicznym. Czasem mam wrażenie, że moje projekty są zbyt odważne na rynek polski. Moja marka jest awangardowa, a polska ulica jest ciągle szara i smutna. Ludzie na zachodzie mają dużo więcej swobody w dobieraniu garderoby, nie boją się eksperymentować. Myślę też o twórczej współpracy, połączeniu sił z innymi twórcami i projektantami. Mam już w planach kilka projektów. Jeden z nich ujrzy światło dzienne już na jesieni.

    tekst: Paulina Bolko

    fot.: Edyta Bartkiewicz

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere