• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Po linie na pomoc

    2016-07-28
    Raz w miesiącu, w ciągu jednego weekendu spędzają 72 h pod gołym niebem, bez względu na pogodę czy porę roku. Śpią średnio godzinę na dobę, o czasie na jedzenie mogą zapomnieć. Godzinami wiszą w uprzężach w jaskiniach. Nie, jesteś w błędzie – to nie jest żadna wyrafinowana odmiana masochizmu.

     

    Zaczęło się od zwykłej chęci rozwijania umiejętności. Niefortunnie, bo od rozczarowania, Kuba – założyciel grupy – natrafił na kurs taternictwa jaskiniowego. Na początku wszystko wydawało się świetne – doświadczeni instruktorzy, wyjazdy, kurs trwający aż 1,5 roku. Szybko okazało się jednak, że przez te 18 miesięcy nie przekazywano tyle wiedzy, ile zaspokajałoby ambicję Kuby. SARTo właśnie wtedy pojawił się pomysł założenia własnej grupy, która zajmowałaby się ratownictwem specjalistycznym, przede wszystkim z wykorzystaniem technik alpinistycznych. – Zaproponowałem ten pomysł koledze, który był ze mną na kursie i wspólnymi siłami postawiliśmy pierwsze kroki i podwaliny pod SAR. Celem było stworzenie ekipy, która wzajemnie szkoliłaby umiejętności a docelowo – byłaby włączona do krajowego systemu ratowniczo-gaśniczego jako jednostka wsparcia.

    Dotychczas podczas rekrutacji zgłosiło się ok. 150 osób, z których zostało kilkanaście (część z nich wciąż czeka na ostateczne egzaminy). Obok dowódcy, najlepsi z nich przekazują później swoją wiedzę jako instruktorzy. Fotograf, ratownik medyczny, dyplomowany zootechnik – to tylko kilka spośród zawodów, jakie na co dzień wykonują członkowie grupy. W szeregach nie brakuje również pań, które w sprawności fizycznej i chęciach do działania nie odstają od panów. Ratownik idealny? Osoba przede wszystkim karna, posłuszna, dostosowująca się do silnej hierarchizacji. Paradoksalnie mimo tego podporządkowania musi umieć podejmować decyzje samodzielnie pod presją czasu. Kardynalnymi cechami są także umiejętność pracy w zespole i zdolność analitycznego myślenia. W ułamku sekundy ratownik wysokościowy musi znać się na matematyce, fizyce i dostosować to do sytuacji, gdyż w ratownictwie nie ma miejsca na utarte schematy, które można bezkrytycznie powielać. – Podczas rekrutacji nie wymagamy żadnych umiejętności specjalistycznych; łatwiej jest wyszkolić osobę, która nie ma żadnego doświadczenia w zakresie technik linowych niż tę, która wcześniej pracowała na wysokości od x lat bez zachowania podstawowych zasad bezpieczeństwa. Usuwanie wcześniej nabytych odruchów i pamięci mięśniowych jest niezwykle trudne.

    Choć ratownictwem górskim w Polsce zajmują się jednostki typu GOPR, TOPR czy straż pożarna, to różnie wygląda stopień profesjonalizacji tych działań. Żadna z tych grup nie zajmuje się natomiast ratownictwem wysokościowym na obiektach przemysłowych i to jest ta luka, którą w tej chwili wypełnia Search And Rescue. Jest to grupa, która stara się łączyć różne techniki, pracę w odmiennych systemach linowych, w zależności od terenu, jakim dysponują w danym czasie.

    Ambicją było utworzenie zespołu do swego rodzaju „zadań specjalnych”, który mógłby uczestniczyć na przykład w akcjach ratownictwa jaskiniowego, pomagać przy klęskach żywiołowych. Pierwotne założenia, gdzie podstawą są techniki linowe, pozostały. Spektrum szkoleń i działań zostało rozszerzone jednak o ratownictwo na wodach szybkopłynących i sekcję poszukiwawczą z udziałem samolotów bezzałogowych i psów poszukujących. Szerokie umiejętności ratowników SAR zostały szybko dostrzeżone, gdy grupa została zaproszona na szkolenie wysokościowe służb mundurowych w Kłodzku, choć nie wszyscy traktowali ich poważnie. – Na początku byliśmy traktowani jak kursanci drugiej kategorii, którzy nie wiedzą jak wygląda lina czy karabinek. Jednak po ośmiu godzinach do Kuby, dowódcy SAR, zgłosiło się pięć jednostek z prośbą o szkolenia indywidualne, a organizatorzy zaproponowali prowadzenie ćwiczeń z ratownictwa wysokościowego przez trzy dni w kolejnej edycji imprezy.

    SAR2Choć wszystko brzmi pięknie i szlachetnie, to żyjemy w świecie, w którym rządzi pieniądz i pewnie większość z Was zadaje sobie pytanie: z czego utrzymuje się SAR? Odpowiedź jest prosta: z chęci nauki, pomocy i poświęcenia. Wpływy pochodzą głównie ze składek członków ekipy i wpisowego przy rekrutacji. Wszystkie zdobyte środki finansowe przechodzą na grupę i za nie kupowany jest sprzęt, gdyż ze względu na częste treningi siłą rzeczy niszczy się bardzo szybko. Zasada jest jasna: nikt na grupie nie zarabia ani grosza. Motto GRS SAR „jesteśmy dla Ciebie, Ty bądź dla innych” jest rzeczywistością.

    Mimo ambicji i chęci szkolenia się, by pomagać ludziom, przyszedł taki dzień, gdy Kuba zaczął mieć wątpliwości co do zasadności prowadzenia grupy i czy kiedykolwiek uda im się dołączyć do jednostek w systemie. Wtedy przeprowadzili pierwszą akcję. Grupa potrzebowała impulsu, działania „tu i teraz”, które da im satysfakcję, energię do działania w przyszłości, a jednocześnie przyniesie coś pozytywnego dla innych. Wtedy pojawił się pomysł z akcją mikołajkową. – Po odmowie w jednej z placówek porozumieliśmy się ze Szpitalem św. Łukasza w Tarnowie, gdzie przebrani w stroje Świętego Mikołaja zjechaliśmy do dzieci z dachu i rozdawaliśmy słodycze. Uśmiech na twarzach dzieci i ich niedowierzanie w oczach dały grupie siłę do kolejnych działań i konsekwentnego dążenia do celu.

    Grupę można wesprzeć darowizną finansową w postaci sprzętu alpinistycznego lub medycznego (szczegółowe informacje znajdują się na stronie www.sar-poland.pl w zakładce „jak wspierać”).

     

    tekst: Kalina Ciszewska

    fot.: Kalina Ciszewska, Marta Stoga

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere