• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Nie tylko kangury

    2016-07-21

    Krąży w mojej głowie i nie potrafi wyjść. Australia. Odkąd poznałam Julię Raczko, podróżniczkę, byłą dziennikarkę TVN i przewodniczkę Goforworld.com, śnię o Australii. Jaka jest? Dlaczego tak bardzo kusi?

     

    Julia potrafi w kilku słowach wyjaśnić, co sprawia, że to miejsce jest tak czarowne, choć równocześnie tak zróżnicowane, niejednorodne. Oddajmy jej głos: „Praktycznie każdego tygodnia od tych dwóch lat znajduję na mapie Australii nowy punkt, o którym marzę nocami, a potem pakuję się i jadę, żeby sprawdzić, czy on istnieje naprawdę. Bo Australia to nie tylko wschodnie, znane wszystkim wybrzeże, ciągnące się od Melbourne, przez Sydney aż po Wielką Rafę. australia1To nie tylko Great Ocean Road, surferzy, stada kangurów i wielki kamień na środku pustyni.

    Australia to setki małych wysp schowanych przy brzegu, które są po prostu bajkowe, a których prawie nikt nie bierze pod uwagę w swoich wakacyjnych planach. To np. piękna North Stradbroke Island (mniejsza siostra znanej wszystkim Fraser Island) – piaszczysta wyspa, gdzie na plaży wylegują się foki, a na drzewach przy drodze siedzą rozleniwione koale, oddalona zaledwie godzinę drogi od Brisbane. To Lord Howe Island – wyspa jak marzenie, rzucona na wodę gdzieś pomiędzy Australią a Nową Zelandią, na wysokości Sydney. To wyspy Tiwi położone wysoko na północy, na granicy morza Timorskiego i Arafura, gdzie można poznać prawdziwą aborygeńską kulturę. To malownicza Kangaroo Island zaraz obok Adelajdy, czy Rottnest Island, która znajduje się nieopodal Perth, gdzie żyją chyba najbardziej urocze zwierzęta świata – kuoki. 

    Australia to nie tylko kangury jak z obrazka – to też stada dzikich wielbłądów na pustyni. To nie tylko groźne rekiny, ale też coroczne, widowiskowe migracje wielorybów czy malutkie pingwiny mieszkające na południowych plażach albo kazuary na tych bardziej tropikalnych.

    Spośród plaż te najładniejsze niekoniecznie oznaczają te najbardziej znane, jak Bondi Beach w Sydney czy plaże na Gold Coast. Na poszukiwanie najpiękniejszych trzeba się udać do Zachodniej Australii. Tam powstrzymanie się od „ochów” i „achów” jest niemożliwe. Cable Beach w boskim Broome, Lucky Bay w Esperance, Cottesloe Beach zaraz przy Perth, Monkey Mia, Shell Beach i wiele, wiele więcej. Ale plaże jak z okładki są także w… zimnej Tasmanii – na mapie warto odnaleźć Wineglass Bay. 

    Za to w uwielbianym przez turystów Cairns, które jest punktem wypadowym na Wielką Rafę, nie ma w ogóle plaż, co często przynosi wielkie rozczarowanie. Nawet te w miasteczkach obok nie są zbyt spektakularne. A co do Wielkiej Rafy – tu nie można mieć wątpliwości, bo Great Barrier Reef zasługuje na swoją sławę, podobnie jak nieznana rafa Ningaloo przy zachodnim wybrzeżu. Godne podziwu są też miasteczka schowane w cieniu metropolii – wspomniane już Broome, Margaret River otoczone winiarniami, podziemne Coober Pedy, malutkie Seal Rocks, górskie Bright czy Jindabyne.

    australia2Australia to w końcu nie tylko plaże, ale też fantastyczne góry, latem cudowne na piesze wędrówki, zimą – świetne ośrodki narciarskie. Tak, w Australii pada śnieg, i to całkiem sporo, a w Alpach Australijskich naprawdę można się wyszaleć. 

    Natura to australijski numer jeden. Oczywiście miasta również są warte zobaczenia, ale powinny być one tylko punktami na mapie, a nie celami samymi w sobie. To właśnie lasy, pola i wąwozy między nimi stanowią australijską esencję. Parków Narodowych są tu setki. Te najbardziej znane, Kakadu National Park czy Uluru-Kata Tjuta, nikogo nie zawiodą, ale to te mniejsze, czy może mniej doceniane, zachwycą najbardziej. Purnululu National Park i niezwykłe formacje skalne Bungle Bungle powinny się znaleźć na każdej liście „do zobaczenia”, podobnie zresztą, jak Carnarvon National Park w centralnym Queensland, Wilsons Promotory National Park w Wiktorii, Nambung National Park na zachodzie, Flinders Rangers National Park w Południowej Australii, czy miejsce z polskim akcentem – Kosciuszko National Park w Górach Śnieżnych. A do tego jeszcze rzeki, jeziora i drogi przez pustkowia, Gibb Riber Road, Savannah Way, Nullarbor Plain… 

    Na mojej liście odkryć jest jeszcze dużo podpunktów i na pewno znajdzie się ich więcej, bo skromna Australia nie chce się od razu podzielić tym, co ma w zanadrzu. Ciągle dawkuje mi wrażenia. I dobrze – bo inaczej mogłabym zwariować z zachwytu.” 

     

    Tekst i zdjęcia: Julia Raczko, podróżniczka i autorka bloga Where is Juli? (www.whereisjuli.com)

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere