• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Parvum Olstin

    2016-07-07
    Tytuł brzmi obco. Do tego stopnia obco, że łacińskojęzyczny laik może się nie połapać, o co chodzi. Otóż słowo „parvum” oznacza tyle, co „mały”. „Olstin” to z łaciny po prostu Olsztyn. Już wiecie, o jakie miasto chodzi?

     

    W tym momencie pomyślicie, że obudził się we mnie uśpiony od wieku nastoletniego nerd. Olsztynek, bo o nim mowa, przywodzi mi bowiem na myśl powieści o Harrym Potterze. Nawet jego stara nazwa brzmi jak czar, który mógłby być rzucony na nieprzyjaciela. Rzecz jasna to dopiero początek.

    Witamy w polskim Hogwarcie... 

    Po pierwsze, znajdziemy tam zamek. Nie strzelistą budowlę gdzieś w angielskich górach, jaką mogliśmy zobaczyć w filmach o nastoletnim czarodzieju, a krzyżacką fortecę w środku miasta. olsztynekW twierdzy tej nie znajdziemy jednak – jak w większości tego typu miejsc – muzeum, a... szkołę! Tak, Drodzy Czytelnicy, młodzi olsztynczanie mają przyjemność uczyć się w najprawdziwszym zamku. Mogą przyswajać biologię i historię prawie w takich warunkach, w jakich uczniowie Hogwartu przyswajali obronę przed czarną magią czy inne starożytne runy. 

    Zamek w Olsztynku był jedną z najmłodszych i najmniejszych krzyżackich budowli w Prusach Wschodnich. Od początku swojej historii miał inne przeznaczenie niż pozostałe fortece Krzyżaków. Komtur nie miał tam swojej siedziby, nie mieszkali tam też bracia zakonni. Ci zostali w pobliskiej Ostródzie, a w zamku, wokół którego powstała nieduża osada, zamieszkał zakonny komornik, zajmujący się nadzorowaniem okolicznych szlaków handlowych. Jak na prawdziwy średniowieczny zamek przystało, i ten był przejmowany, odbijany, burzony, palony i odbudowywany przynajmniej kilka razy, głównie w wyniku walk pomiędzy wojskami polsko-litewskimi i krzyżackimi, a później pruskimi. W międzyczasie służył za budowlę obronną, administracyjną, był arsenałem, seminarium, a w XVII wieku – budynkiem mieszkalnym. Może urzędnikom wcale nie podobało się życie w zamku, bo w latach 40. przekształcono go w siedzibę gimnazjum, w którym uczył się Emil Behring – pierwszy laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny. Od połowy lat 50. XX wieku, po odbudowaniu fortecy ze zniszczeń wojennych, znów płonie tam kaganek oświaty. 

    Nie wiadomo, jak wyglądał olsztynecki zamek za czasów Krzyżaków. Jego wygląd zmieniał się tak samo często, jak jego właściciele, a więc – ilu badaczy, tyle teorii. Ze względu na to, że w budynku odbywają się zajęcia szkolne, zwiedzanie zamku nie jest możliwe (i znów – zupełnie jak w Hogwarcie!). Mimo wszystko warto zobaczyć go nawet tylko z zewnątrz, tym bardziej, że w promieniu 40 kilometrów od miasta miłośnicy krzyżackiej zabudowy znajdą aż sześć kilkusetletnich warowni – wycieczkę do Olsztynka można więc przekształcić w wyprawę szlakiem warmińskich zamków.

    ...i polskim Hogsmeade

    Zamek krzyżacki można znaleźć w co drugim warmińskim mieście, miasteczku, a nawet na wsiach. Inaczej jest ze skansenami – na taki z prawdziwego zdarzenia natkniemy się raz na jakiś czas, czy to planowo, czy przypadkiem. Jeden z nich znajduje się całkiem niedaleko zamku-szkoły w Olsztynku (kolejny zbieg okoliczności!).

    olsztynek2Muzeum Budownictwa Ludowego – Park Etnograficzny przywędrował na Warmię prosto z Królewca na przełomie lat 30. i 40. XX wieku. Z dzisiejszego Kaliningradu do Olsztynka przetransportowano ponad połowę znajdujących się w muzeum obiektów (czytaj: budowli), a jakiś czas później zaczęto dodawać nowe eksponaty i kolekcja powiększyła się do prawie siedemdziesięciu zabytków architektury, skupionych na 100 hektarach powierzchni.

    Sam skansen ma trochę ponad sto lat – powstał w 1909 roku, ale niektóre z oryginalnych budynków, które tam stoją, mają nawet po lat trzysta. I tak znajdziemy tam niemal wszystko, co w porządnej starodawnej polskiej wsi być musiało, od wychodka po kościół. Ale, ale, są rzeczy ważne i ważniejsze, tak więc jedno z najważniejszych miejsc w całym muzeum zajmuje karczma ze Skandawy – kopia lokalu funkcjonującego w Królewcu w II połowie XVIII wieku. W knajpce nie dostaniemy może korzennego piwa, które pijano w potterowskim Hogsmeade, ale można rozkoszować się prawdziwymi smakami Warmii i Mazur i jeszcze bardziej poczuć i docenić to, czego dzisiaj już nie znajdziemy. 

    Za dużo zdradzać nie warto, ale ci, którzy przyzwyczajeni są do „normalnych” muzeów, w których nie wypada nawet kichnąć, w tym przypadku z pewnością będą mile zaskoczeni. Jest magicznie!

     

    tekst: Katarzyna Szewczyk

    źródło fot.: Informacja Turystyczna w Olsztynku

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere