• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Szlakiem krośnieńskich legend

    2016-06-14
    Podkarpacie skrywa wiele skarbów. Nie chodzi tu o złoto zakopane gdzieś pod drzewem, butelki z wiadomością wrzucone do rzeki kilkaset lat temu czy wielkie, przepięknie zdobione pałace. Chodzi o legendy, nie do końca udowodnione historie, w które czasami ciężko jest uwierzyć.

     

    Kruszwica ma Popiela, którego zjadły myszy, Kraków – smoka wawelskiego, którego zabił dzielny Krak. Początek Warszawie dała podobno tajemnicza syrenka, a w bursztynowym pałacu na dnie Bałtyku mieszkała królowa Jurata. Swoją legendę, będącą zazwyczaj próbą wyjaśnienia tego, jak powstało dane miejsce, ma niemal każde miasto, a przekazywane z pokolenia na pokolenie historie ewoluują i stają się coraz bardziej niesamowite. Poznajmy kolejny zakątek Podkarpacia, tym razem od innej strony. Zajrzyjmy do „legendarnego” Krosna.

    krosno_1O Oświęcimach

    Rodzina Oświęcimów była przez krośnian powszechnie szanowana. Nic w tym dziwnego, kiedy weźmie się pod uwagę fakt, że została tam osiedlona przez samego króla Władysława IV, który docenił zasługi rodu dla kraju. Jednym z braci, którym polski władca przydzielił ziemie, był Florian – ojciec Stanisława, doradcy królewskiego, i Anny, przepięknej i rezolutnej dziewczyny. Jednego roku król rozkazał Stanisławowi odwiedzić rodzinny dom, w którym bywał bardzo rzadko – swoją siostrę zapamiętał jako małą dziewczynkę. Traf chciał, że właśnie wtedy przypadało Boże Ciało, więc mężczyzna wraz z rodziną udał się na obchody do Krosna. Kiedy w kościele ujrzał dziewczynę w śnieżnobiałej sukni, jego serce od razu zabiło mocniej. Była to Anna, jego siostra, która – jak się okazało – odwzajemniła jego uczucie. Kazirodcza miłość sprawiła, że zakochani, jednocześnie bezgranicznie szczęśliwi i smutni, postanowili poprosić o pomoc samego Boga. Anna modliła się dniami i nocami, podczas gdy Stanisław wyruszył w podróż do Rzymu, żeby spotkać się z papieżem i poprosić go o błogosławieństwo dla niedozwolonego związku. Mężczyzna jechał długo, a dziewczyna każdego dnia stawała się coraz słabsza. W końcu nadszedł dzień, w którym Stanisław ze wspaniałą nowiną powrócił do Krosna. Okazało się jednak, że nie zdążył – Anna zmarła z żalu i tęsknoty za ukochanym. Szlachcic, obejmując ciało siostry, nie mógł przestać płakać. Łzy nie leciały jednak z jego oczu. Napełniały one jego serce, które wkrótce pękło z rozpaczy.

    Kochankowie są ze sobą do tej pory, a ich groby – niczym mogiłę szekspirowskiej Julii w Weronie – można odwiedzać w podziemiach kościoła ojców Franciszkanów w Krośnie. Łaciński napis na kaplicy grobowej głosi: „Kaplicę wzniósł ku pamięci Anny z Kunowy Oświęcim – najsmutniejszy brat Stanisław”. Rodzeństwu Oświęcimów poświęcona jest też tzw. kaplica miłości, znajdująca się w tymże kościele. Dziś miejsca te, upamiętniające ogromne, lecz zakazane uczucie łączące tych dwojga, są jednymi z najczęściej odwiedzanych przez turystów zabytkami Krosna.

    O krośnieńskich dzwonach

    Były czasy, kiedy po karpackich puszczach biegał zbój, którego bali się szczególnie okoliczni bogacze – im w szczególności lubił składać niezapowiedziane wizyty, nie marnował czasu na biedaków, a nawet od czasu do czasu im pomagał niczym słynny Robin Hood. Młodzieniec ten był niegdyś dobrym człowiekiem. Pewnego dnia, gdy był jeszcze dzieckiem, na jego dom napadła zbójecka wataha i wymordowała całą rodzinę. Chłopiec obiecał sobie, że pomści najbliższych i sam został rabusiem, a o pomoc poprosił samego diabła. Chciał być zawsze bezpieczny, nigdy nie doznać porażki i żyć tak długo, aby móc godnie zemścić się za śmierć rodziny. Czort przystał na jego prośbę, ale ofiarował mu beczkę wypełnioną złotem i powiedział: „Gdy dukaty się skończą, twoja dusza będzie moja”. Pakt z diabłem został zawarty, ale złodziej był sprytny – złoto kazał zamknąć w podziemiach, a klucz zawsze nosił przy sobie i nigdy do skarbu nie zaglądał. Od tej pory wiodło mu się dobrze, ale nigdy nie doznał szczęścia, ponieważ to oznaczałoby przebaczenie. Pewnego dnia w lesie pod Duklą młodzieniec zobaczył walczącego z niedźwiedziem chłopca. Ten powiedział rabusiowi, że w głębi serca jest dobrym człowiekiem i nie powinien sprzedawać duszy diabłu, że bez tego żyłoby mu się lepiej. Słowa te podziałały i wkrótce złodziej opuścił zbójecką watahę, do której należał, a kwestię swojej śmierci pozostawił Bogu. Dukaty ukrył pomiędzy beczkami z winem i odjechał. Złoto znalazł kupiec, co bardzo ucieszyło czorta, który pomyślał, że szybko roztrwoni on przeklęte pieniądze. Stało się jednak inaczej – uczciwy znalazca odesłał je do Krosna i nakazał odlać z niego dzwony do nowego kościoła. Z chwilą, z którą poświęcone dzwony zawisły na kościelnej wieży, nad miastem rozpętała się ogromna burza – tak zły był diabeł na to, że jego złoto zostało poświęcone Bogu. Jakiś czas później, w lesie pod Duklą znaleziono ciało zmarłego młodzieńca, a na jego twarzy widniało szczęście. Podobno po dziś dzień, a najwyraźniej o poranku, w biciu dzwonów słychać wołanie, mówiące: strzeżcie się nienawiści.

    Świątynia, o której mówi legenda to XVII-wieczna bazylika Świętej Trójcy. W jego wieży znajdują się trzy równie stare dzwony – „Urban”, „Jan” i „Marian” odlane po pożarze Krosna w 1639 roku. „Urban”, nazwany tak na cześć panującego wówczas papieża, jest jednym z najpotężniejszych dzwonów w Polsce, a sam kościół, ze swoimi kaplicami i niedawno odkrytymi sarkofagami, należy do najciekawszych w regionie.

    krosno_2O zamku w Odrzykoniu

    Wielu zbójów grasowało niegdyś w krośnieńskich lasach! Jeden z nich, wyjątkowo okrutny, na kamiennym wzgórzu nieopodal miasta rozkazał wybudować okazały zamek, a sam z drużyną swoich „rycerzy” rabował okoliczne wsie. Bywało, że biedacy czaili się na bandę rabusiów. Jej przywódca zawsze uchodził z zasadzek cało, po czym na niewidzialnym koniu zjawiał się we wsi cicho, niczym duch i bestialsko się mścił – kradł, męczył, a nawet zabijał. To, że nigdy nie dał się złapać, było zasługą jego szalonego rumaka, równie okrutnego, jak jego pan (podobno parskał tak, że jego ślina wypalała biedakom oczy). Pewne było jedno: albo zbój, albo jego koń miał układ z diabłem, nikt jednak nie wiedział, który z nich zaprzedał duszę, trzeba więc było pokonać obu. Taka sytuacja trwała latami, do momentu, kiedy rabuś postanowił wyruszyć ze swoją drużyną na samo Krosno. Jego plan poznał pomocnik murarza, jeden z ludzi wznoszących warownię na wzgórzu. Postanowiono wtedy zgładzić tego, który zastraszał całą okolicę. Uzbrojeni wieśniacy zaczaili się po obu stronach Wisłoka. Nagle w świetle księżyca ujrzeli postać sunącą ponad ziemią. Zmęczonych ciągłym strachem biedaków nie mogło powstrzymać już nic, nawet sam diabeł drzemiący w rabusiu i jego rumaku. W końcu rozbili bandę, a dla jej herszta nie mieli litości – spętali go i utopili w rzece. Litości nie było także dla tajemniczego konia, którego wieśniacy przegnali w okolice zamku i nie bez trudu odarli żywcem ze skóry. Końska krew wypalała im rany, a jeden z nich, któremu ślina rumaka wypaliła oko, skonał z bólu kilka dni później. To jednak były ostatnie ofiary zbója i jego szalonego zwierzęcia.

    Od tamtej pory wieś, nad którą wznosił się zamek, na cześć wyzwolenia spod diabelskiego jarzma zaczęto nazywać Odrzykoniem. Zamek, zwany Kamieńcem, zna dzisiaj każdy polski uczeń – to właśnie jego historia natchnęła Aleksandra Fredrę do napisania „Zemsty” i właśnie tutaj Andrzej Wajda nagrał ekranizację lektury. Pierwsze wzmianki o warowni pochodzą z połowy XIV wieku i od tamtej pory zamek wielokrotnie zmieniał właścicieli, gościł wielu możnych i władców i spełniał ważne funkcje w wielu konfliktach. Dzisiaj podziwiać możemy jego ruiny, w których Andrzej Kołder, pasjonat zamczyska, założył niewielkie muzeum.

    Legendy są i zawsze będą przynajmniej niewielką częścią historii miejsc, które opisują. Mogą być atrakcją, mogą być tajemnicą, poniekąd mogą być też wyjaśnieniem dziejów. Jedno jest pewne: ich wartość jest nieoceniona.

     

    tekst: Katarzyna Szewczyk

    źródło fot.: UM Krosno

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere