• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Na drugi koniec świata

    2016-06-08

    Czarek Stacewicz na co dzień jest tak zwanym Global Managerem. W duszy – podróżnikiem, który odważył się na to, aby po prostu, choć na chwilę, spakować się i wyjechać w podróż. Celem było Maroko. Po drodze – mnóstwo przygód i tabuny wspaniałych ludzi. Może właśnie to jest pomysł na wakacje, które są już za rogiem?

     

    Szalona podróż? Skąd decyzja, żeby tak po prostu zaprzeczyć konwenansom i ruszyć przed siebie?

    Od zawsze fascynowały mnie podróże z plecakiem. Zaczęło się to oczywiście od książek podróżniczych, z których można było wynieść uniwersalną lekcję. Chcesz poczuć prawdziwą wolność? Rusz w świat! Weź plecak i planuj jak najmniej. W pewnym momencie w życiu pojawia się pytanie: na co nam to wszystko? Za czym tak biegniemy? maroko2Czy w życiu nie chodzi o to, żeby oddychać pełną piersią i doświadczać jak najwięcej? Jakbym miał wymienić 3 rzeczy, które najbardziej zmieniły moje życie przez ostatnie lata, to byłyby to: książki, ludzie (głównie mój przyjaciel i mentor w jednej osobie) i właśnie podróże. To dzięki podróżom zaczynamy doceniać jak wiele mamy na co dzień i rozumieć, że w życiu nie chodzi o to, żeby mieć, tylko o to, żeby być. Teraz już, bazując na własnych doświadczeniach wiem, że podróżowanie zależy tylko od odwagi. Nigdy od pieniędzy. Bariery tworzymy sobie w naszych głowach, a przygody czekają na nas tuż za rogiem

    A Maroko to był cel od samego początku, czy to spontan?

    Pomysł wyjazdu do Maroka po raz pierwszy pojawił się parę lat temu. Miałem wyruszyć z koleżanką z Warszawy. Trzy dni przed planowanym wylotem, kiedy wszystko było spakowane i gotowe, poszedłem biegać. Wróciłem na czworaka. Rozerwana torebka stawowa i gips skutecznie uziemiły mnie na miesiąc i z planu wyszły nici. Tym razem na wszelki wypadek postanowiłem nie biegać przed wylotem. Zdecydowałem się właśnie na Maroko, ponieważ odkąd pamiętam fascynują mnie miejsca, które mają w sobie kontrast. Takie, które geograficznie nie pasują do otoczenia – jak ośnieżone góry Atlasu do otaczających je pustyń. Ale dlatego też, że całkiem prosto, praktycznie tylko lądem, można tam dotrzeć z Polski.

    Wiem, że inaczej pojmujesz słowa „podróżnik” i „turysta”…

    Na wakacje do 5-cio gwiazdkowego hotelu all inclusive potrafi polecieć każdy. Na miejscu ma nadal Europę w skondensowanej formie. Ktoś taki nie ma szans wczuć się w odwiedzany region, spojrzeć na świat z innej perspektywy, zrozumieć co go otacza, wyczuć ducha miejsca i przeżyć prawdziwe przygody. Turystyka to zaplanowane przez kogoś z góry i opłacone w biurze podróży zwiedzanie jak największej ilości katalogowych hitów i codzienne poruszanie się z punktu A do B. Podróżowanie natomiast to przemieszczanie się od punktu A do punktu „nie wiadomo gdzie”. To spanie w wieloosobowych hostelach, namiotach, w domach tubylców. To spotkania z niesamowitymi ludźmi i kulturą. To codzienne osiedlanie się w nowym miejscu i pakowanie w dalszą podróż. Jedyne zwierzęta, z którymi podróżnik robi sobie zdjęcia to te przypadkowo spotkane na drodze, na wolności, nie na smyczy. Turysta kolekcjonuje zdjęcia, kiedy podróżnik kolekcjonuje doświadczenia. Dla turysty ważne są wszystkie punkty, które odwiedza, jego kolejne cele. Dla podróżnika natomiast wszystko, co może spotkać pomiędzy tymi punktami. Podróżowanie dla samego podróżowania, które jest celem samym w sobie.

    A ty do Maroko pojechałeś jako podróżnik? Możesz się tak nazwać?

    Myślę, że zdecydowanie daleko mi do bycia podróżnikiem. Ja jedynie starałem się czerpać z podróży to, co najlepsze i nie zamykać się na żadne ewentualności. Na przykład raz, pod Marakeszem jeden z kierowców, z którym podróżowaliśmy stopem, zapytał mnie i moją towarzyszkę podróży czy chcemy zjeść z nim lunch. Zawahaliśmy się, ale stwierdziliśmy, że przecież o to właśnie chodzi! I tak spędziliśmy świetne popołudnie w domu milionera, rozmawiając i jedząc pyszne potrawy podane przez jego służbę. Innym razem trafiłem na dwójkę amerykańskich spadochroniarzy z bazy USA w Vincenzie, na północy Włoch. Podróż z nimi była „jedną wielką imprezą” i całą drogę wspólnie śpiewaliśmy amerykańskie hity.

    maroko1Uważasz, że wygody w podróży są pójściem na łatwiznę?

    Oczywiście, że tak! I właśnie takie pójście na łatwiznę odbiera sedno wypraw. Z próbowania odmienności życia poza swoim krajem i z sytuacji rozwiązywanych na własną rękę wynikają najlepsze historie! Na przykład łapiąc pierwszy stop z portu Tanger Med do Tanger City trafiłem na świetnego młodego chłopaka, który spędził ze mną wieczór i pokazał mi całe miasto. Innym razem jadąc pociągiem z Fezu do Marakeszu zaprzyjaźniłem się z jedną Marokanką z przedziału, która zaprosiła mnie w odwiedziny do siebie, do Casablanki. Poznałem tam jej rodzinę i spędziliśmy razem świetny czas. Korzystając z wygód w podróży jedziemy klimatyzowanymi autokarami, a łapiąc stopa mamy okazję prowadzić tira na autostradzie z Rabatu do Tangeru. Śpiąc w zamkniętych, wielkich hotelach, omija nas klimat hosteli, wypełnionych po brzegi backpackerami. Można tam posłuchać historii, których nie powstydziłby się sam Indiana Jones.

    A co w Maroko chwyciło cię za serce?

    Zdecydowanie zimowe zdobycie Jebel Toubkala (4167 m m.p.m.). Zaczynając od wioski Imlil (około 1700 m n.p.m.) z noclegiem w schronisku Refuge De Toubkal (3207 m n.p.m.). Najciekawsze w tych górach jest to, że same wyglądają bardzo alpejsko, ale w oddali zamiast łąk majaczy surowa, skalista pustynia. Zdecydowanie trzeba zobaczyć też Chefchouen, czyli Blue City, które znajduje się w górach na północy Maroka. Jakbym miał wybrać jedno, jedyne miejsce, które najbardziej mnie urzekło w Maroku, to zdecydowanie byłoby to Wietrzne Miasto Essaouira. Nazwę swą zawdzięcza częstym, bardzo porywistym wiatrom, które nawiedzają miasto nad oceanem. Historyczny port oraz Old Medina przypominają miejsca, które znamy z kadrów serialu „Gra o tron”. Przebywając w tym mieście możemy poczuć zarówno klimat w pewien sposób romantyczny, jak i ten mroczny, trudny do opisania, który pojawia się po zmroku we wszystkich bocznych uliczkach. Essaouira to również Marokańska stolica kultury.

    Gdzie teraz pędzisz?

    Mój kolejny cel podróży to zdecydowanie i bezapelacyjnie Azja południowo–wschodnia, której kulturą fascynuję się od dawna. Otwarci ludzie, wspaniałe, tanie jedzenie, wieczne lato, egzotyczna przyroda i niesamowita kultura. Mam nadzieję, że spotkamy się gdzieś na szlaku, tam, na drugim końcu świata!

     

    Tekst: GoForWorld

    Zdjęcia: Czarek Stacewicz

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere