• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Wskrzeszając poetę

    2016-06-04

     

    Poeta. Degenerat. Alkoholik. Czy naprawdę trzeba być artystą wyklętym, by zostać docenionym? Rafała Wojaczka odkrywa młode pokolenie czytelników i wykorzystuje jego twórczość na swój indywidualny sposób.

     

    Można by rzec, że fatalne życiorysy sprzyjają popularności. Młode pokolenia czytelników po raz pierwszy słyszą słowo „Wojaczek” w szkole średniej i – zafascynowane językiem zgoła odmiennym niż ten w wałkowanej na lekcjach poezji romantyzmu czy pozytywistycznej prozie – ulegają mu albo porzucają na zawsze. Bo Wojaczek życiorys ma tyleż katastrofalny, ileż inspirujący. I chociaż mogłoby się wydawać, że takie losy motywują tylko do obrania tej samej ścieżki alkoholowego ciągu, to Rafał Wojaczek inspiruje nie dość, że do zgłębiania poezji, to także do tworzenia nowej, własnej osobowości artysty na scenie.

    rafal_wojaczek2Urodził się w 1945 roku w śląskim Mikołowie i dorastał pod okiem ojca profesora oraz matki pracującej w wydawnictwie, co nie uczyniło go jednak grzecznym chłopcem z dobrego domu. Przez całe życie, począwszy od problemów w szkole podstawowej po porzucone po pierwszym semestrze studia na krakowskim uniwersytecie, kierował się buntem. Czy to prawdziwy Wojaczek, czy jego alter ego? Po pobycie w klinice psychiatrycznej z podejrzeniem schizofrenii zadebiutował na łamach „Poezji” i szybko został znanym poetą młodego pokolenia. W szpitalu poznał także swoją przyszłą żonę i choć już po roku doszło do rozwodu, temat kobiety i jej miejsca u boku piszącego poety stał się leitmotivem jego twórczości.

     

    Kim jest ten, co moim długopisem

    Wypisuje moje wiersze

    I w moim łóżku moją żonę bierze?

    Kim jest ten, co przed chwilą wyszedł?”

    (R. Wojaczek, „Kim jest ten, co się jawi w lustrze”)

     

    W 1969 roku Wojaczek wydał swój pierwszy tomik „Sezon”, a rok później – drugi, zatytułowany Inna bajka”. Stopniowo pogłębiał się jego problem z alkoholem, a niewielkie honoraria za wiersze nie wystarczały już na nocne życie wśród bohemy. Wszyty esperal nie powstrzymywał go od dalszego pijaństwa, aż w nocy z 10 na 11 maja 1971 roku przyjął śmiertelną dawkę lekarstw. Po jego śmierci wydane zostały kolejne dwa tomy poezji: „Nieskończona krucjata” oraz „Którego nie było”. Kreowany jeszcze za życia mit poety wyklętego, schizofrenia, a może wyrażana często wprost i bez przenośni raczej mało romantyczna erotyka – w Wojaczku jest to coś, co inspiruje.

    Głośno o poecie wyklętym stało się znowu w 2011 roku, kiedy zespół Fonetyka wydał album, na którym znalazły się wiersze artysty. Z okładki patrzy młody Wojaczek w białej koszuli i krawacie – i tak na koncertach wyglądało trio muzyków interpretujących wyklętą poezję. Jednak reakcje na krążek nie były jednolite. Lider grupy, Przemysław Wałczuk, tak wspomina przyjęcie albumu w środowisku: – Od krytyki do miłości. I to dobre dla sztuki, gorzej gdyby publiczność była totalnie obojętna. Ponieważ w Fonetyce chodzi bardziej o sztukę niż o popularność, ostra wymiana zdań na jej temat to woda na młyn tego, co robię. I dodaje: – Poezja nie jest czymś popularnym. I raczej w świecie muzyki, gdzie liczy się świeżość, a często też moda, nie ma dla tej dziedziny sztuki wiele miejsca. Jednak publiczność to inna para kaloszy. W tej materii mamy szczęście – to, co robimy na scenie, zwykle podoba się ludziom.

    Wałczuk podkreśla, że na scenie – mimo mówienia do ludzi słowami Wojaczka – wciąż był sobą. Michał Karczewski, aktor młodego pokolenia, „żyje Wojaczkiem” już od wielu lat. Rozpoczęło się od typowej fascynacji poezją, a obecnie na deskach warszawskiego teatru Dzika Strona Wisły wystawia monodram „Wo(JA)czek” zainspirowany życiem artysty. Tam wciela się w poetę zranionego, przeklinającego recenzentów w oparach alkoholu i dymu z papierosów. Skazanego na swoją intymność w pustym „pokoju, gdzie z sufitu patrzy strach”. – Myślę, że albo Wojaczka się kocha, albo nienawidzi. To też zależy od okresu jego twórczości. Wystarczy poświęcić chwilę, by poznać katastrofizm myśli, brzydotę obrazów, ciepło i piękno kilku zestawionych ze sobą w nietypowy sposób słów. Jest postacią owianą dziwnym mitem, którego był autorem. Ludzi interesuje sensacja, czyjeś problemy, które można porównać ze swoimi. Rafał_WojaczekWojaczek umarł młodo, jako legenda. Legendami się żyje, tworzy nowe, jeszcze bardziej intrygujące – efektem tego jest głuchy telefon, dzięki któremu Wojaczka poznają kolejne pokolenia – mówi Karczewski. A czy on sam jest Wojaczkiem? – Przygotowując monodram, inspirowałem się głównie życiem i twórczością poety, często odnajdując wspólne mianowniki, ale nigdy nie starałem się przepuszczać ich przez siebie, tylko przez postać – w innym wypadku mogłoby to być niebezpieczne – tłumaczy.

    "Moja nieśmiertelność jest krótka ale pewna”

    (R. Wojaczek, „Byłem, jestem”)

    Karczewski i Wałczuk podkreślają, że temat Wojaczka jest tak nośny, jak mało opłacalny. I obaj, zaczynając pracę nad swoimi projektami, nie zakładali sukcesu komercyjnego. – Wojaczek nie sprzeda się dobrze, bo gdyby się sprzedawał, rynek byłby nim zalany. Kilka książek, jakaś płyta, jakiś jeden film, jakiś spektakl... Gdyby Wojaczkowi choć trochę by na tym zależało, pewnie by zazdrościł Herbertowi albo innemu Słowackiemu. Można powiedzieć, że to temat dla wybranych – pasjonatów postaci polskiego Rimbauda – wyjaśnia Michał Karczewski.

     

    Już w zgodzie ze snem nie napiszę ciebie,

    Wierszu, moja męko, nędzo i wielkości,

    Nudo, rozpaczy, głodzie i szaleństwie.

    Nie policzę cię na palcach żadnej zorzy.”

    (R. Wojaczek, „Próba ostatniego wiersza”)

     

    W dobie szalejącej mody na eko oraz wszechobecnych przepisów na długie życie dekadentyzm Wojaczka szczególnie się wyróżnia. Na ile jednak była to kreacja, a na ile realna skłonność do autodestrukcji? A może silna charyzma i talent literacki? Krążące wokół Wojaczka mity oraz pozostawiona poezja sprawiły, że wciąż inspiruje nie tylko artystów. – Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że to ważny poeta w polskiej kulturze. Ale dla mnie i dla zespołu jest kimś więcej – to nasza debiutancka, kilkuletnia praca, wymarzona płyta, której bez niego pewnie by nie było – przyznaje Przemysław Wałczuk. A Karczewski wtóruje: – Gdyby nie było Wojaczka, nie mielibyśmy tak wyjątkowego kaskadera w naszej literaturze, Fonetyka nie nagrałaby takiej płyty, a ja nie grałbym monodramu. Świat by się nie zawalił, ale też nie mógłby tak smutno wybrzmiewać w jego słowach.

    Wydaje się, że Wojaczek jest tylko początkiem. Silnym impulsem do odkrycia w sobie artysty i indywidualnego sposobu na wyrażanie siebie. Nawet jeśli nie twórców – Wojaczek po śmierci kształtuje kolejne pokolenia czytelników jego niestarzejącej poezji. Bo czy temat śmierci i miłości może się kiedyś zestarzeć?

     

    tekst: Aleksandra Budka

    źródło fot.: mat. prasowe

     

     

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere