• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Bycie podróżnikiem to bycie ciekawym

    2016-05-25
    Ma w sobie mnóstwo radości z podróżowania. Zakochała się kiedyś w Borneo i Japonii, ale tak się złożyło, że wiele opowiada o… Birmie. O sobie jako podróżniczce mówi: „W moim słowniku podróżnik to ciekawość, otwartość, odejście od schematów, wietrzenie głowy, aby nie było w niej stereotypów, stawianie pytań i szukanie na nie odpowiedzi”. Poznajcie Dagmarę Bałusz i złapcie od niej tyle pasji, ile tylko się da.

     

    Słyszałaś o hasztagu  #viajosola? Samotnie podróżujące kobiety tak się tagują, podkreślając swoją niezależność. Ty podróżowałaś sama?

    Dla mnie wyjazd nie był manifestacją niezależności czy próbą, czy poradzę sobie sama w trudnych sytuacjach. Po prostu, jak wielu ludzi zawsze chciałam „kiedyś to zrobić” i przyszedł moment w życiu, kiedy poczułam, że teraz albo nigdy. W sumie byłam w drodze, w podróży prawie 2,5 roku. Wyjechałam z Polski sama, bo wiedziałam, że namawianie kogokolwiek do przeorganizowania życia tak, aby wyjechać w podróż, jest mało sensowne. birma2Ta potrzeba albo w tobie jest, albo jej nie ma. Ja sama mentalnie przygotowywałam się do wyjazdu dwa miesiące. Prawdę mówiąc, kiedy już podjęłam decyzję i kupiłam bilet, który jeszcze przed wyjazdem okazał się biletem w jedną stronę, mogłam próbować szukać kogoś do współdzielenia wrażeń, ale byłam gotowa wyjechać sama i nie chciałam też uzależniać już podjętej decyzji o wyjeździe od decyzji innych osób. Z perspektywy czasu uważam, że był to znakomity wybór i jestem z siebie dumna, że podjęłam decyzję o wyjeździe.

    Birma to twoja wielka miłość? Dlaczego akurat to miejsce?

    Moją miłością jest też Sarawak w malezyjskiej części Borneo czy Japonia – zresztą do obu tych miejsc wracałam, bo po jednym razie czułam niedosyt. Birma to trochę inna historia. Pokochałam ją jako podróżnik. Po półrocznej podróży po Azji południowo-wschodniej chciałam gdzieś osiąść, odreagować bodźce, jakimi się karmiłam przez parę miesięcy i, pracując, podreperować budżet. To była druga połowa 2012 roku, czas, kiedy Unia Europejska i Stany Zjednoczone zniosły embargo na inwestowanie i robienie interesów z Birmą (Republiką Związku Mjanmy, bo taka jest oficjalna nazwa tego kraju w Polsce). W kraju zamkniętym i odseparowanym od świata zewnętrznego przez kilkadziesiąt lat brakowało specjalistów. To był świetny moment na zahaczenie się gdzieś i sprzedaż swoich kompetencji. Dowodem, że pracodawcom naprawdę brakowało na rynku kwalifikacji, była liczba spotkań, jaką odbyłam z przedstawicielami firm. Wspominam ten czas z rozrzewnieniem – to była fantastyczna przygoda. Wiem, że mam ogromne szczęście, że mogłam żyć i podróżować po Birmie przez rok, a był to dla tego kraju bardzo ważny rok. Czas przemian i możliwości dogonienia świata zachodniego. Przyjechałam do złotego kraju, kiedy nie było w nim żadnych globalnych marek, bankomatów akceptujących zachodnie karty, roamingu i możliwości zarezerwowania czegokolwiek, np. hotelu czy biletu lotniczego przez internet, bo internet był rzadkością. Jestem w trakcie pisania książki, w której opisuję ten czas, realia i sytuacje, z jakimi się zetknęłam. Chcę podzielić się z innymi tym, jak birmańska rzeczywistość wyglądała w 2012 roku i jak różna jest od niej w tym momencie, kiedy Mjanma jest jednym z bardziej atrakcyjnych kierunków turystycznych. Chwilę po powrocie do Polski uruchomiłam też stronę internetową poświęconą Birmie: www.into-myanmar.com. Pokazuję na niej wycinki z życia i moich podróży. Wciąż też śledzę aktualności z Birmy, czytam w internecie birmańską prasę, a ostatnio przygotowuję wyjazd do złotego kraju dla kilkorga znajomych.

    Napisałaś do redakcji: „Przekraczając kiedyś granicę ze stanem Czin, dostałam od urzędnika imigracyjnego mapę zdjętą ze ściany, na której odręcznie i od ręki zaznaczył mi miejsca, do których mogę udać się bez oficjalnej zgody. Usłyszałam, że ostatniego podróżnika widział tak dawno temu, że spokojnie może mi przekazać mapę, a ja mu ją oddam w drodze powrotnej”. I jak to się skończyło?

    Oddałam mapę wracając z wyprawy, tak jak się umówiliśmy (śmiech). Wypad do stanu Czin w ogóle był zwariowany. Chciałam sprawdzić, czy mogę wjechać do tego stanu, ponieważ w Rangun, biznesowej stolicy, w biurze turystycznym rzadko wiedzieli, dokąd można jechać, a które tereny są zamknięte dla turystów. Najlepiej było sprawdzać już na miejscu i ewentualnie negocjować wjazd. Wzięłam motocyklową taksówkę z postoju, żeby podwiozła mnie na rogatki miasta, do biura imigracyjnego. Okazało się, że mogę wjechać, jednak był to piątek, popołudnie. Najbliższy autobus odjeżdżał w poniedziałek o świcie, a mi się nie uśmiechało czekać kilkadziesiąt godzin. Taksówkarz okazał się być bardzo przedsiębiorczy i powiedział, że mnie zawiezie. birma1Z Mawlaik do Tedim, około 80 km, po szutrowej drodze na górzystym terenie, jechaliśmy motorem ponad 6 godzin. Z 3 początkowo uzgodnionych kilometrów kierowca zrobił w sumie ponad 160 (razem z drogą powrotną). Takich historii z Birmy, trochę niespotykanych w naszych realiach, mam wiele.

    Mówisz o sobie: podróżniczka. Co to właściwie dla ciebie znaczy?

    Będąc w nowych lub obcych dla naszej kultury miejscach, uwielbiam zatopić się w lokalny tłum i dać mu się ponieść. Zdecydowanie wolę usiąść w lokalnej knajpce i poobserwować ludzi, porozmawiać z nimi, spędzić z nimi czas, robiąc rzeczy typowe dla nich, niż zwiedzając turystyczne atrakcje. Lubię sama odkrywać, szukać analogii, wyciągać wnioski i znajdować sposoby na poradzenie sobie z kulturowymi faux pas. Zwykle uciekam poza miejsca turystyczne i szukam swoich ulubionych punktów poza mapą znaną turystom. W moim słowniku „podróżnik” to ciekawość, otwartość, odejście od schematów, wietrzenie głowy, aby nie było w niej stereotypów, stawianie pytań i szukanie na nie odpowiedzi.

    Gdzie marzenia niosą ciebie teraz?

    Jesienią wybieram się do Birmy. Jestem w trakcie kompletowania grupy na tę wyprawę. Chciałabym pokazać bliskim i znajomym jedno z moich ukochanych miejsc. Będziemy mieli dwa miejsca dla osób spoza naszej grupy. Będąc w Japonii, wymyśliłam celebrowanie moich okrągłych urodzin na morzu, jedząc świeżutkie sashimi – to dalsza perspektywa, ale cały czas żyje w mojej głowie. Niektóre weekendy przeznaczam na city breaki, inne – na poznawanie Polski. Raczej jestem w drodze niż w spoczynku (śmiech).

     

    tekst: goforworld.com

    fot.: Dagmara Bałusz, www.into-myanmar.com

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere