• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Andrzej Saramonowicz

    Andrzej Saramonowicz – reżyser, scenarzysta, pisarz, dramaturg i dziennikarz. Autor największych polskich hitów komediowych w XXI w. (m.in. "Ciało", "Testosteron" i "Lejdis"). Jest jednym z najchętniej czytanych i najwyrazistszych niezależnych publicystów w kraju. Jego teatralny "Testosteron" – od wielu lat grany nieustannie w kilkunastu krajach - jest dziś jedną z najpopularniejszych polskich sztuk na świecie. Wydał dwie powieści („Chłopcy” w 2015 i „Pokraj” w 2018), które z miejsca stały się rozchwytywanymi bestsellerami. Członek zarządu Gildii Reżyserów Polskich.


    Czytanie według Saramonowicza: Studium tyranii

    2016-05-10

    Cezary Łazarewicz, „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka”, wyd. Czarne, Wołowiec 2016

    Zdawaliśmy maturę w szkołach nieodległych od siebie. Też upiłem się z kolegami po maturze i też łaziliśmy wstawieni po Starym Mieście. Dzień czy dwa dni wcześniej. Mogło więc paść na mnie albo na Łepasa, Bronka, Baczyńskiego, Łukasza czy Barona. Lub na kogokolwiek innego z nas – warszawskich maturzystów z 1983 roku.

    Bo Grzegorz Przemyk – początkujący poeta i uczeń liceum im. Frycza Modrzewskiego – nie został zakatowany przez milicjantów dlatego, że był synem działaczki opozycyjnej. Oni go bili, bo po prostu bić mogli. Bezkarnie, o czym wiedzieli. Żeby pokazać, kto ważniejszy. I kto może wszystko.

    W Polsce 1983 roku wszystko mógł generał Kiszczak, drugi po Jaruzelskim w ważności członek komunistycznej junty wojskowej. Nie ulega wątpliwości, że to on jest odpowiedzialny za śmierć Przemyka, mimo iż sam nie bił – ba, o biciu dowiedział się dopiero, kiedy młody chłopak zmarł w szpitalu. Ale to właśnie on stworzył warunki do brutalnych działań podległych sobie ludzi. W stoczniach, kopalniach, wobec demonstrantów czy – jak to miało miejsce z Przemykiem – wobec przypadkowych ludzi, na których reżim demonstrował swoją siłę.

    Cezary Łazarewicz napisał doskonałą książkę, w której przeraża nie tylko bestialstwo sadystycznych milicjantów wobec niewinnego nastolatka, ale przede wszystkim opis potężnej machiny terroru i manipulacji, jaką dysponowali „architekci stanu wojennego”. Widać z tej książki, jak kłamliwe są wszelkie późniejsze opowieści, że lata 1981-89 to był w Polsce czas miękkiej, by nie rzec, sympatycznej tyranii. Nie, nie był. Casus Przemyka pokazuje, że chcąc ratować oprawców, Kiszczak, Urban i im podobni gotowi byli niszczyć życie wielu ludzi. Nie metaforycznie. Dosłownie.

    Niech „Żeby nie było śladów” stanie się obowiązkową lekturą dla każdego, kto pragnie zrozumieć mechanizmy tyranii.

    zeby_nie_bylo_sladow

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere