• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Anywhere .


    Małe jest piękne: Szczytno

    2016-03-29
    Trójmiasto, Warszawa, Wrocław, Kraków... Wszyscy mówią o tym, że duże miasta mają wiele do zaoferowania turystom. Tylko dlaczego nikt nie pamięta o tym, że małe miejscowości wcale nie muszą być gorsze?

     

    szczytno2_NSzczytno. Małe miasteczko na styku pojezierza olsztyńskiego i mrągowskiego, na zachodnich Mazurach, jak przystało na ten region – nad dwoma jeziorami. To niezwykle urokliwe miejsce okazuje się bardzo atrakcyjne.

    „Miała baba pofajdoka...”

    Nieoficjalnym symbolem Szczytna jest Pofajdok. W gwarze mazurskiej słowo to oznacza niedojrzałego młodzieńca, roztrzepanego, ale zawsze skorego do pomocy. W mieście znajdziemy aż trzynastu takich lekkoduchów, w których (bardzo wesołym) towarzystwie odwiedzimy najważniejsze i najbardziej atrakcyjne punkty na mapie miejscowości. 

    I tak zaczynamy od parku nad jeziorem Domowym Małym, w którym niegdyś znajdował się targ koński. Dzisiaj jednak spotkamy tam nie konie, a... Rycerza, czyli Pofajdoka jadącego na świni. Niedaleko ratusza miejskiego, wybudowanego w miejscu dawnego zamku krzyżackiego, stoi Drwal. W jednym ze skrzydeł budynku znajduje się dziś oddział Muzeum Mazurskiego, na które z pewnością warto poświęcić chwilę. Dalej, pomiędzy zabytkowym budynkiem sądu oraz więzieniem, a jakże, Uciekinier w pasiastej koszuli. Ta droga poprowadzi nad jezioro Domowe Duże, gdzie przywita nas Amor, którego strzała podobno czyni cuda. Będąc tam, warto wsiąść na statek wycieczkowy, z którego będziemy mogli podziwiać panoramę miasta. Następnym przystankiem są ruiny wspomnianego już zamku z XIV wieku. Zwiedzających przywita Pofajdok Jurand, raczej niezbyt podobny do tego z sienkiewiczowskich „Krzyżaków”, aczkolwiek tak samo waleczny. Dlaczego akurat on? Właśnie z tego zamku bohater powieści chciał uwolnić Danusię, swoją córkę. Zmęczeni chodzeniem powinni udać się na Plac Juranda i dołączyć do Urwisów na ławeczce on-line, którą cały świat może obserwować przez 24 godziny na dobę. Na ulicy Odrodzenia, na murze budynku banku czeka na nas Rabuś, a kawałek dalej – Znachor i Strażak, którzy pokazują częściowo zabytkową, międzywojenną zabudowę. Idąc dalej mijamy XVIII-wieczny kościół i dawny gmach starostwa z 1885 roku. Tam stoi nieudolny Pofajdok Biznesmen, pokazujący nam puste kieszenie. Obieżyświata z kompasem w ręku spotkamy przy obelisku wskazującym 21 południk, prowadzący prosto do Warszawy. Zwiedzający Szczytno z dziećmi koniecznie powinni udać się do „Małej Bieli”, gdzie wkraczamy w świat przyrody i poznajemy florę i faunę regionu. W pewnym momencie trafimy tam na słup, na którym zobaczymy skrzata z lornetką w ręku – Ornitologa. Szczytno to stolica polskiej policji, nie mogło więc zabraknąć Policjanta! Ten salutujący Pofajdok stoi niedaleko Ornitologa, u bram szkoły policyjnej, salutując wchodzącym i żegnając wychodzących.

    szczytno1Szczycieński John Lennon

    Dla wszystkich fanów polskiego big beatu Szczytno jest przystankiem obowiązkowym. To właśnie tutaj swoją młodość spędził Krzysztof Klenczon – niepozorny wiejski nauczyciel, który kilka lat później rozkochał w sobie całą Polskę. W wieku 20 lat Klenczon porzucił nauczanie i wyjechał do Gdyni, gdzie rozpoczął karierę muzyczną jako gitarzysta niemenowskich Niebiesko-Czarnych. Trzy lata później w gdańskim Wrzeszczu narodziła się ikona polskiego rocka – zespół Czerwone Gitary.

    Krzysztof Klenczon nie zapomniał nigdy o Szczytnie, a Szczytno nie zapomniało o nim – na każdym kroku można zauważyć, że muzyk był z miastem bardzo związany. W centrum miasta znajdziemy aleję oraz przepiękny park nazwany jego imieniem, a w nim pomnik i fontannę postawione ku czci muzyka. Jeśli, podążając śladami lidera Czerwonych Gitar, poczujemy zmęczenie, możemy odpocząć w pubie „Gama”, który w całości poświęcony jest osobie Klenczona i jego twórczości. W lipcu każdego roku na Placu Juranda odbywa się także Klenczon Big Bit Festival.

    Podobno muzyk całe życie tęsknił za rodzinnymi stronami, co słychać z resztą w jego muzyce – z Sewerynem Krajewskim i spółką śpiewał: „Wróćmy nad jeziora, na wędrowny rejs. Znajdziesz tam cel swojej drogi, wśród szumiących drzew”. Klenczon zmarł w Chicago, ale ostatecznie wrócił na Mazury – na szczycieńskim cmentarzu znajduje się jego grób, pielgrzymkami wręcz odwiedzany przez fanów Czerwonych Gitar.

    Jak widać, małe miejscowości mogą kryć w sobie wiele dobrego, czego Szczytno jest najlepszym przykładem. Nic, tylko pakować walizki!

    tekst: Katarzyna Szewczyk

    źródło fot.: Urząd Miejski Szczytno

    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere