• Współpraca
  • O nas
  • Polityka Prywatności
  • Reklama
    reklama Anywhere
    Wojciech Zawioła

    Obserwuje, a potem opisuje i komentuje. Autor dwóch powieści: „Jest takie miejsce...” i „Szukaj mnie”, a także czterech biografii: Mariusza Czerkawskiego, Roberta Lewandowskiego, Karola Jabłońskiego i Agnieszki Rylik. Dziennikarz Canal Plus Sport i prezenter wiadomości w TVN i TVN24. Wielbiciel twórczości z duszą. Autor i prowadzący audycji „Lewitacja” w Radiu RPL.FM.

    Joanna Jędrzejczyk: Jak po swoje

    2016-03-07

    Drobna kobieta, filigranowa. No tak, w końcu to waga słomkowa. Początkowo zdystansowana i ostrożna, ale z każdą minutą coraz bardziej otwarta i uśmiechnięta. Opowiada, dlaczego się bije. Mówi o tym, że lubi być „kobieca”, a kiedyś chce być mamą… Joanna Jędrzejczyk. Nie boisz się, że ktoś cię kiedyś trafi w niebezpieczny sposób?

    I złamie nos?

    JoannaJedrzejczyk2Złamanie nosa to chyba małe piwo w takich walkach. Raczej mam na myśli głowę, skroń...

    Jesteśmy bardzo dokładnie badani przed walkami i po nich. Rezonanse, tomografy, MRI głowy. Tutaj nie ma obaw. A jeśli ktoś mi powie, że od ciosów w głowę będę głupia, to nie, nie będę głupia. Wiem, że często sportowcy, również zawodnicy sztuk walki, są postrzegani jako osoby mniej inteligentne. A ja ciągnęłam w trakcie kariery studia, czasem nawet dwa kierunki.

    A te zmiany dyscyplin to po co? To kwestia twojego rozwoju?

    Muai Thai zawsze gdzieś ze mną było. Zdobyłam po sześć razy mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy. Ale był taki moment, że pomyślałam o Igrzyskach Olimpijskich w boksie. Pojechałam w 2011 roku na mistrzostwa Polski i oklepywałam swoje rywalki, aż doszłam do finału. Ale na Igrzyska nie pojechałam. Wtedy nie chciałam dać się namówić na MMA, bo to rzeczywiście sport mocno kontaktowy. Ale potem, kiedy mieszane sztuki walki zaczęły rosnąć w siłę i rosła ich popularność, zdecydowałam się w to wejść.

    A teraz już głośno o tobie, wszędzie cię pełno. Pasuje ci to?

    Tak, bo wiem, że to zaprocentuje. Pracuję na to całe życie. I być może teraz przede mną jeszcze ze dwa, trzy lata i cała ta bieganina się skończy. Choć z drugiej strony wątpię, bo należę do tych co cały czas biegają, nawet jak odpoczywają. Czasem potrzebuję trochę czasu na odświeżenie ciała, głowy. Nie czuję się znużona, ale za dużo ostatnio było walk i zamieszania. Muszę mieć też czas nie tylko na odpoczynek, ale też na wykorzystanie dobrego momentu na zabezpieczenie przyszłości.

    Czyli kasa?

    Kasa jest oczywiście ważna. W trakcie swojej kariery większość sportowców, o ile nie wszyscy, przechodzi bardzo ciężkie chwile, dlatego potrafimy docenić te dobre momenty. Wiemy, jak to docenić.

    W kobiecym MMA jest dobra kasa?

    Tak, jest dobra. Ale myślę, że prawdziwy szał dopiero przyjdzie. Ostatnio byłam na świątecznej imprezie UFC. Zostali na nią ściągnięci pracownicy z całego świata. Byłam tam jako mistrzyni świata, poza mną jeszcze Daniel Cormier. Pierwszy raz zaproszeni zostali zawodnicy. Miałam przyjemność oglądać prezentację, w której było jasno widać, jak UFC się rozwija, co osiągnęła ta organizacja i jakie ma plany.

    JoannaJedrzejczyk4

    Dlaczego Stany?

    Przede wszystkim dlatego, że UFC jest ze Stanów. To największa organizacja na świecie, prawdziwa korporacja, organizująca ponad 45 gal w roku, czyli praktycznie co tydzień. Przez wiele lat walczyłam w Muai Thai, miałam propozycję przejścia do zawodowego boksu, byłam w kadrze Polski, może nawet była szansa wystartować w Igrzyskach. I wszędzie jest swego rodzaju dyskryminacja. Jesteś kobietą, płcią słabszą, więc zarabiasz mniej. A w UFC jest inaczej. Wszyscy jesteśmy traktowani tak samo. Co więcej, jeżeli dajesz z siebie 100%, to otrzymujesz w zamian 200%.

    W Europie byłabyś w innym miejscu.

    Na pewno. Jakieś pół roku przed przejściem do UFC chciałam zrezygnować ze sportu. To była dla mnie ciężka próba. Ale skończyło się dobrze bo wytrwałam.

    Jak wejść do UFC? Chyba nie jest łatwo?

    Wiesz jaki jest problem z polskimi zawodnikami? Wybierają sobie do walk przeciwników-kelnerów po to tylko, by poprawić sobie ranking. A ja zrobiłam inaczej. Brałam walki, w których skazywano mnie na pożarcie. Mówiono: „Nie wygrasz tej walki, ta dziewczyna jest za dobra”. A ja mówiłam, że nie dość, że wezmę tę walkę, to jeszcze ją wygram. I dlatego jestem tu, gdzie jestem. Rozstrzygający był przypadek walki z byłą zawodniczką MMA. Nawet moi trenerzy mówili: „Asia, to jeszcze nie ten czas”. A ja odpowiedziałam tylko: „Naprawdę? Powiedzcie im, że jak dadzą konkretne pieniądze, to stanę do walki i ją nawet wygram”. Znokautowałam ją w drugiej rundzie. Dwa dni później był telefon z UFC.

    Co ci daje pierwsze miejsce w rankingu?

    Nie myślę o tym. Miło, że ktoś docenia moje wyniki, że ktoś mnie dostrzegł jako sportowca. Jestem w gronie 20 najbardziej cenionych zawodników w MMA. Tam się liczy charakter i serce do walki. Możesz nawet przegrać, ale oni cię zatrzymają, bo robisz show. Chcą wyławiać osobowości.

    JoannaJedrzejczyk6W świecie kobiecego MMA jest duża konkurencja? To przecież początek.

    W mojej dywizji jest 30 zawodniczek. A UFC zrzesza najlepszych, trudno więc powiedzieć, że jestem papierowym mistrzem czy że nie mam rywalek. Ale ludzie tak myślą. A ja mam inne zdanie. Jak zaczynałam przygodę z Muai Thai dwanaście, trzynaście lat temu, w Polsce MMA dopiero się rodziło. A teraz jest po kilka klubów w mieście, tysiące zawodników. Gale są co tydzień. Ludzie tego nie widzą, bo wierzą tylko w to, co jest w otwartej telewizji.

    Jak wygląda twoje życie? Ciągle treningi i dieta?

    Dieta to ciężkie słowo, każdy się tego boi. Ja to nazywam racjonalnym żywieniem. Czuwa nade mną Jakub Mauricz, który jest profesjonalistą w każdym calu. Ale mam oczywiście takie okresy, kiedy diety się nie trzymam. Zaliczam kolejne sesje zdjęciowe i cieszę się ze swoich krągłości, bo…

    …krągłości? Powiedziałaś krągłości? Przecież jesteś drobną dziewczyną…

    Jestem, ale czasem ważę nawet 10 kg mniej, wtedy jestem na totalnej „żyle”. I tęsknię w takich chwilach na przykład za kanapką z serem, za błahymi sprawami. Fajnie jest mieć fajny tyłek, większy cycek (śmiech). To jest fajne, a ludzie myślą, że dobrze jest być wyrzeźbionym i wysuszonym jak kabanos.

    Biłaś się kiedyś z facetem?

    Tak, ale nie lubię o tym mówić. To była sytuacja podbramkowa. Ale to wstyd. Kobieta nie powinna tego robić. Ten facet jednak przesadził.

    Wygrałaś?

    Oczywiście, to był mój pierwszy nokaut (śmiech). Ale tydzień miałam kaca moralnego.

    Jak wygląda twój trening przygotowujący do walki?

    Zaczynam od siły, czyli trzy razy w tygodniu siłownia. Przeplatam to elementami technicznymi, bo mięsień się spina i nie można go porwać. Potem wytrzymałość i znowu przełamywanie barier bólu fizycznego i psychicznego, czyli duża liczba powtórzeń. Na przykład machanie sztangą, które ma być imitacją ciosów. To jest fajny okres, bo wiem, że jeżeli go dobrze przepracuję, to przyjdą efekty i walka będzie łatwiejsza. W taki sposób trzeba pracować kilkanaście tygodni, a ludzie myślą, że wystarczy wejść do oktagonu, powalczyć i to wszystko. A to nie tak. To ciężka praca. Wykorzystujemy w treningu elementy lekkiej atletyki, crossfitu, siłowe z naprawdę różnych dziedzin sportu i w to wplatamy oczywiście boks, kickboxing, Muai Thai. Łączymy to wszystko w całość. Pamiętam, że kiedy przechodziłam z Muai Thai do MMA, byłam bardzo dobra w stójce, ale uczyłam się zapasów i parteru. Nie było łatwo się tego nauczyć, ale to na pewno łatwiejsze niż połączenie tego w całość. Stoisz, ktoś ci wjeżdża w nogi i musisz się szybko obronić, zareagować.

    Ale teraz jesteś tak szybka, że bijesz rekordy zadanych ciosów podczas walki. 220?

    Jakoś tak, nie pamiętam dokładnie. Ludzie myślą, że jestem bestią z oktagonu, ale jak ktoś poznaje mnie bliżej, to mówi, że jestem fajną babką. Nie lubię siebie z oktagonu, mam zawsze warkoczyki… Nie lubię ich. Ale one są konieczne, żeby włosy nie wpadały na twarz. Nie lubię siebie z oktagonu. Jestem wprawdzie mocna, charakterna i energiczna, ale nie jestem taka do bitki. Ja to traktuję jak sport.

    JoannaJedrzejczyk5

    W Polsce pewnie już nie masz rywalek…

    Raczej nie.

    A w Stanach jesteś gwiazdą?

    Ludzie tak myślą, bo są przekonani, że tam mieszkam. Nawet Kuba Wojewódzki w swoim programie zapytał mnie jak się żyje w Stanach. A ja mieszkam w Olsztynie! Jestem nawet członkiem olsztyńskiego klubu. Trenuję z Mamedem Chalidowem i Asłambekiem Saidowem, wspaniały team. W Stanach zupełnie inaczej odbiera się zawodników MMA, bo UFC to potężna organizacja. Nie organizuje się gal na 2 tysiące widzów, tylko średnio na 15 – 16 tysięcy. Ostatnia moja gala to 56 tysięcy ludzi. W Australii. Ronda Rousey była tam walką wieczoru, a ja przed nią. Byli tacy, którzy mówili, że to szaleństwo. A bilety rozeszły się jak świeże bułeczki. Etihad Stadium w Melbourne nigdy wcześniej nie miał takiej frekwencji.

    Nie przytłacza cię to?

    Nakręca mnie. Żyję tym. Czuję taką siłę, że muszę jak najszybciej wejść do oktagonu. Dzień walki to dzień chwały. Wchodzę jak do domu, jak po swoje. Dodatkowo mam świadomość, że kończą się katusze treningowe.

    Czyli walka, a potem totalne rozluźnienie?

    Wreszcie jem coś z glutenem (śmiech). Generalnie coś trzeba zjeść, pobyć z bliskimi. Narzeczony przygotowuje mi pyszne jajeczka, mój tata piecze mi boczek co tydzień...

    Tata… Zawsze myślałem, że jeśli będę miał córkę, to nie pozwolę, by ktoś ją skrzywdził.

    Kiedy skończyłam 18 lat postanowiłam, że wyjadę trenować do Tajlandii. Miałam na to jakieś oszczędności. Tata mówił wtedy, że dołoży mi kasę, ale lepiej, żebym sobie samochód kupiła. Mówił wtedy, żebym może odpuściła ten sport, że skończę na wózku. Odpowiadałam: „Tato, coś może ci się stać nawet kiedy idziesz chodnikiem”. Myślał, że ten sport będzie moją pasją tylko na chwilę, bo liczył na to, że będę fotografem. Kupiłam nawet bardzo dobry aparat, bardzo mnie interesowała fotografia. Ale teraz tata jest moim wielkim fanem. Naprawdę tym żyje i nauczył się ze mną o tym rozmawiać. A do Tajlandii i tak pojechałam na trzy miesiące. Chciałam się tam nawet przeprowadzić, ale ostatecznie spędziłam dwa lata w Holandii, gdzie trenowałam z najlepszym trenerem na świecie – Ernesto Hoostem.

    Dom rodzinny i rodzice mieli wpływ na to, jaka jesteś teraz?

    Moi rodzice mieli mały sklep osiedlowy. Jak miałam kilka lat biegałam tam pomagać, mimo że rodzice gonili mnie do domu, do nauki. Ale zawsze tam gdzieś byłam, przebierałam się za świętego Mikołaja i rozdawałam cukierki klientom. Zawsze miałam świetny kontakt z ludźmi. W wieku 13 lat stanęłam za ladą, nawet jeszcze niedawno czasem to robiłam. Teraz już nie, bo moją pracą jest sport i walka. Wiem jedynie, że gdybym nie była fighterką, zostałabym bizneswoman. Od dziecięcych lat zarabiałam. Rodzice wpoili nam podstawowe wartości: rodzina, miłość, religia. Nie byliśmy ani biedną, ani bogatą rodziną, ale znaliśmy wartość pieniądza. I dzięki temu wszystkiemu teraz szanuję to, co mam.

    JoannaJedrzejczyk1

    A nie czujesz lekceważenia kobiecej odmiany MMA? Walczą sobie baby…

    Wiele osób tak mówi. Jak kobiety mogą walczyć… Pewnie ciągną za włosy, drapią się po twarzy. Ale dostaję też wiadomości w stylu: „Zobaczyłem twoją walkę i widziałem, że walczysz jak facet”. To dla mnie komplement, bo my, kobiety, nie mamy w sobie testosteronu, a jeśli już, to jakąś znikomą ilość. My mamy estrogen. Musimy się tego wszystkiego uczyć. A u facetów pójście na wojnę jest wręcz naturalne. Niewiele mówi się o tym, że to kobiety są większymi fighterami, to one muszą znosić megabóle życia.

    Co z tą fotografią? To coś na serio? Twoja przyszłość?

    Aparat leży w szafie. Ten sam, który kupiłam sobie parę lat temu. Nigdy go nie sprzedam i może kiedyś wrócę do fotografowania. Na razie działam smartfonem (śmiech).

    A inne dyscypliny sportu? Gdzieś w wywiadach przewinął się piłkarski Juventus Turyn.

    Mój narzeczony jest wielkim fanem Juventusu, więc mimo woli również oglądam. Lubiłam kiedyś piłkę nożną, nawet w nią grałam.

    Chwaliłaś się ostatnio w telewizji śniadaniowej pierścionkiem zaręczynowym.

    Wymusili to na mnie (śmiech).

    Ale jest to fakt, a to oznacza, że zapewne myślisz o ślubie i byciu matką…

    Oczywiście, choć oczywiście ciężko powiedzieć sobie „stop” w trakcie kariery, która się tak rozwija. Ale myślę, że będę superfajną mamą. Będę miała piłkarza i fighterkę… Albo na odwrót – piłkarkę i fightera (śmiech).

     

    fot.: Monika Szałek

    Galeria
    Reklama
    reklama Anywhere
    Reklama
    reklama Anywhere