Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nieważne czy żyjemy wolno, a naszą codzienność wyznaczają rytuały i tradycje, czy może pędzimy przed siebie niczym chomik w klatce i zupełnie zapominamy o świecie, łącznie z urodzinami najbliższych. Ba, niektórzy nawet nie potrafią odnaleźć się w czasoprzestrzeni, no bo kto wymyślił poniedziałki i całe te październiki? Zarówno ludzie należący do pierwszego sortu, jak i pędzący w kołowrotku codzienności, mają czasem okazję posmakować prawdziwego błogostanu. Nie, nie trzeba wcale wyjeżdżać do Indii czy lecieć na Bali, choć podobno to pomaga i nawet Charlie Chaplin leczył tam swój kryzys twórczy. Nie trzeba praktykować jogi, zapisywać się na zajęcia z garncarstwa ani ukończyć kursu mindfulness. Można, ale przecież zwykle wystarczy moment, westchnienie, szczęście, beztroska chwila, przeczytana książka, obejrzany film, pochwała ze strony szefa, odrobina szaleństwa albo zanurzenie się w codzienności i bach – mamy to!

Czy zdarza Wam się czasem poczuć naprawdę wolnymi, nieuwikłanymi w codzienność ludźmi? Zazwyczaj takich momentów nie planujemy, a błogość dopada nas nagle, zupełnie nieważne czy siedzimy nad brzegiem morza, czy też pracujemy nad projektem, ślęcząc przed monitorem od samego rana. Czasem totalny chillpojawia się podczas jazdy samochodem, gdy pędzimy przed siebie. Czasem towarzyszy na ławce w parku. Nierzadko pojawia się bez wyraźnego powodu, zwykle jednak uderza w najmniej oczekiwanym momencie. Może to splot różnych zdarzeń, może pełne miłości i akceptacji spojrzenie o poranku, ulubiona piosenka zasłyszana w radio albo korzystne ustawienie planet danego dnia. Rzeczywistość przestaje wówczas na chwilę istnieć. Wtedy właśnie można poczuć się naprawdę wolnym i spełnionym człowiekiem. Czas płynie swobodnie, a my jesteśmy tu i teraz – sekundę, minutę, dwie. Po prostu. Zupełnie nie obchodzi nas to, co dzieje się dookoła. Chyba najfajniejszy w tej całej wolności jest fakt, że takie momenty zapomnienia nawiedzają nas rzadko, dzięki czemu są wyjątkowe.

Reklama