Miał tylu znajomych na Facebooku, a na pogrzeb przyszło tylko kilku

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Nie mogę już słuchać tych bzdur o zniewoleniu człowieka przez Internet. Dla mnie Internet i Facebook to wolność, jakiej przedtem nigdy nie doświadczyłem. Swobodny przepływ myśli, wymiana poglądów, możliwość dotarcia do ludzi, z którymi bez sieci nie miałbym żadnego kontaktu. Według kontestatorów Facebooka, ludzie przed erą Internetu nic innego nie robili, tylko czytali książki, chodzili do teatru i filharmonii oraz od rana do wieczora odwiedzali swoich znajomych, by na żywo, patrząc im w oczy, opowiedzieć o swoich przemyśleniach nabytych podczas spacerów po parku, bo przecież wtedy nic innego nie robili, tylko popierdalali po lesie w poszukiwaniu natchnienia i kontaktu z przyrodą.

Ja uwielbiam Facebooka między innymi za to, że mam bieżący kontakt z moimi dawnymi znajomymi i przyjaciółmi. Wiem, co się u nich dzieje, czy coś ich trapi, czy są szczęśliwi, co ich bawi, albo czy może zwyczajnie nie potrzebują pomocy. I również za to, że dane mi było poznać mnóstwo wartościowych, mądrych i ciekawych ludzi, którzy często wydawali mi się nieosiągalni, zawodowo lub towarzysko zbyt odlegli, by móc na przykład zapytać ich o opinie na temat nowego filmu pana X. I szybko przekonałem się, że ludzie ci są przemiłymi, normalnymi osobami, które bez nadęcia rozmawiają z jakimś tam Kowalskim z Katowic.

Więc jeśli ktoś obraża się za to, że dostaje życzenia urodzinowe jedynie na Facebooku, i tylko dlatego, że to „fejs” przypomniał reszcie datę jego urodzin (bo oczywiście wszyscy powinni ją pamiętać), to niech się po prostu wypisze z XXI wieku i nie marudzi. Niech czeka pod drzwiami na listonosza, który przyniesie mu kartkę pocztową od matki chrzestnej, która mieszka od dwudziestu lat w Anglii. Ja nie zamierzam i oświadczam: cenię i uwielbiam wszystkich moich znajomych z Facebooka, kocham „lajki”, serduszka i filmy ze śmiesznymi kotkami oraz felietony i dowcipy ludzi, których może nigdy w realu nie spotkam. A jeśli ktoś napisze, że ma katar i właśnie kichnął, ja napiszę mu „na zdrowie” i dołączę uśmiechniętą buźkę dla poprawy humoru. Bo na tym polega przyjaźń i człowieczeństwo, a nie na ucieczce w Bieszczady. Bo mnie Facebook nie przeszkadza w obsadzeniu krzeseł przy moim stole wiernymi przyjaciółmi i rodziną. Mam z kim pogadać i napić się wódki, o czym z przyjemnością informuję przy każdej okazji całą resztę znajomych na Facebooka dla wspólnej, cybernetycznej zabawy. Tak więc.

emoji

Przeczytaj również

Nasze magazyny

Reklama

[instagram-feed]

Reklama