Kiełbaski, parówki, flaki i inne przysmaki

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W 1992 miałam 4 lata, nie za dużo wówczas wiedziałam. W 2018 wiem co nieco, ale w dalszym ciągu niezbyt wiele. Wiem, gdzie mieszkam, gdzie żyję, jak żyć powinnam, albo mi się tylko wydaje. W 92’ tysiące naukowców ze świata podpisało przesłanie „World Scientists’ Warningto Humanity”. Była to przestroga dla ludzkości dotycząca katastrofalnego niszczenia przez nas Ziemi. Ostrzeżeniem tym specjalnie nikt się nie przejął, bo 26 lat później, poza rozwiązaniem jednego problemu – ustabilizowaniem warstwy ozonowej w stratosferze – jest tylko gorzej.

Powtarza się, żeby nie śmiecić, nie marnować wody i jedzenia, parę jeszcze istotnych rzeczy, do których istotnie mało kto się przywiązuje. Codziennie rano idę przez piękny park, który około godziny szóstej, po nocy, jest zaśmiecony, pomimo tego, że przy każdej ławce, na której ludzkość siedzi, stoi kosz na śmieci.

Siedzą na tych ławkach, piją syf z plastiku i hamburgery żrą, resztki po swojej konsumpcji zostawiają na Ziemi. A o poranku płaczą, że upał, że temperatury rekordowe i takie będą. Ba, będą jeszcze wyższe, bo klimat się przez brak poszanowania diametralnie zmienia. W telewizji też trąbią o skutkach, ale nikt nie edukuje, jak tym skutkom zapobiegać.​

Zabijamy się swoimi przyjemnościami, zabijamy miejsce, które nas gości, a ci, co są nad nami, mając pieniędzy więcej, zarabiają na naszej głupocie, braku dociekań, poszukiwań, na ograniczeniach naszych.

Ponad 315 milionów ludzi na świecie ma cukrzycę. Lekami się leczy, które przepisane są przez lekarzy, którzy o żywieniu uczą się na studiach tylko chwil parę. O farmaceutykach za to wiele, które w większości problemów nie rozwiązują. Rozwiązują za to wszelkie finansowe problemy zarządzających.

 
Reklama
 
Reklama

Jedzenie z pożywieniem nie ma prawie nic wspólnego. Supermarkety są tak wielkie, że zgubić się w nich można, a prawie nic z tego, co się w nich sprzedaje, nie nadaje się do jedzenia. Nadaje się jednak do zabijania, chorowania, napędzania konsumpcji, ogłupiania i wyciągania kasy.

„Kiełbaski, parówki, flaki i inne przysmaki” głosił reklamowy billboard z czasów mojego dzieciństwa. Więc dawaj na stół wszystkie te przysmaki, a w święta to już całą pensję krajową na to wydać trzeba, by gości, rodzinę swą, dzieci uraczyć rakiem.

Światowa organizacja zdrowia dziesiątki lat temu zakwalifikowała przetworzone mięso razem z papierosami, azbestem czy plutonem do pierwszej grupy substancji rakotwórczych. Fajki doczekały się chorobowych opakowań, a na opakowaniach mięsnych ciągle skaczą uśmiechnięte kurczaki. W Ameryce co czwarty zgon spowodowany jest rakiem ponoć. A co druga reklama, strzelam, zachęca, by zachorować, ubierając pięknie produkty, co do trumny nas prowadzą.

— Węgli nie jedz — mówią do mnie trenerzy personalni z portali społecznościowych, tylko mięso i ryż. Mięso i ryż.

Pewności nie mam. Często mają duże mięśnie – fakt, ale twarze starcze po paru latach swojego ćwiczenia i żywienia. Cukier nasz wróg – czytam. Zbędny jest, to prawda, ale natychmiastowego stanu zapalnego nie powoduje. Cukier, cukier, wręcz modny ostatnio. A zupełnie zapomniano o mięsie i nabiale. Jacyś badacze z Harvardu twierdzą, że jedna porcja przetworzonego mięsa dziennie zwiększa ryzyko cukrzycy o ponad połowę, mięsa nie cukru.

Co trzecia osoba umiera na choroby układu krążenia. Kiedy masz arytmię, dostaniesz lek, na ból lek, przeciwstresowo lek, na cukrzycę lek, na wszystko lek, a kiedy pytam co jeść mam…

— Niech pani weźmie ten lek — w odpowiedzi słyszę.

A najlepiej jak to będzie lek, co go do końca życia masz brać. Tylko że to nic wspólnego z przyczynami nie ma. Towarzystwo onkologiczne poleca kurczaka, ale mało kto wie, że towarzystwo takowe, sponsorowane jest przez paru światowych potentatów, co się sprzedażą tego panierowanego króla stołu masowo zajmują. Jajka niedaleko w tyle tego rankingu do trumny. Masełko czy mleczko również.​

Reklama