Niechcemisizm, czyli dostrzegam, marudząc

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Stoję w rozkroku między nie chce mi się, a nie chce mi się bardzo. Rozkrok niewielki, bo niechcemisizm ogromny. Tak więc zerkam to tu, to tam i docierają do mnie doniesienia medialne wszelakie i dociera do mnie, że warto byłoby sobie na te doniesienia pomarudzić.

Po pierwsze, jeśli którykolwiek z panów uwierzył, że mamy kryzys męskości, a któraś z pań uwierzyła, że dopiero dziś dziewczyny mają moc i jeśli mają poprawiać komuś koronę, to jedynie drugiej dziewczynie, to polecam rozebrać cały ten proces na czynniki pierwsze.

W naszych głowach zaczynają pojawiać się niebezpieczne myśli, które z jednej strony sprawiają, że mężczyzna staje się niemalże planktonem, który przeszkadza silnym kobietom w życiu, że silne kobiety poradzą sobie w każdej sytuacji same, a ręka wyciągnięta przez mężczyznę w ich stronę to na pewno ręka chcąca uderzyć, ręka zła, molestująca, nie ta pomocna. A z drugiej strony przecież wszyscy powinniśmy, jako ludzie, być traktowani tak samo.

Dziś nie mamy kryzysu męskości per se, dziś mamy kryzys medialnego świata.

Uśmiechamy się do reklamy: „Dziewczyny rządzą!”. To przyjemna reklama, mówi koleżanka. Tak, wiem, ale wyobraźmy sobie tę reklamę w drugą stroną: „Chłopaki rządzą!”, jak dziś byłaby odebrana? Zastanawiam się, czy za 10 lat nie będą nam potrzebne reklamy, gdzie donośnym głosem będzie trzeba mówić „Chłopaki rządzą!”, bo obecny przekaz medialny mówi ciągle i wciąż o sile dziewczyn. Nie pogubić się w przekazie jest ciężko, mając lat dzieścia, a co mają powiedzieć Ci, co mają lat naście, do których ten cały medialny szum jest kierowany? A przecież przekaz trafia nie tylko do dziewcząt, ale też do chłopców te naście lat mających.

Po drugie, pozwalamy ludziom ze znaną twarzą stawać się ekspertami od wszystkiego. Liga znanych twarzy z tego, że są znane… Jaka liga – co ty mówisz? Stara się jakoś powstrzymać potok mych niezłotych myśli koleżanka. Nic, tak tylko wspominam o wyścigu do sławy, do tego pociągu z hajsem, czy tam z kredytem lepszym, większym, nie wiadomo jakim. Eksperckość na najwyższym poziomie: „Pani lubi oliwki i jada dwa razy w tygodniu. Świetnie jest, więc pani naszym ekspertem od diety śródziemnomorskiej”. Ludzie biegną, wyprzedzają się o zrobione piersi, nosy, przeszczepione włosy, udzielone wywiady, bycie wszędzie. Oczywiście tu generalizacja nie jest wskazana. Nie wszyscy tak biegną. Są twarze, nazwiska znane z tego, co robią. One akurat nie biegną w peletonie, one nie muszą, one robią swoje. Poznały jedną z największych życiowych prawd, nie trzeba znać się na wszystkim, można nie wiedzieć, można chcieć być lepszym w tym, w czym człowiek jest dobry. W sumie Ci, co biegną po pierwsze miejsce, też robią swoje. Ich życie, ich bajka. Ale przecież oni nie tylko się tak rozpychają łokciami, nie zawsze szukają atencji, przesadzasz. Wiem, wiem, świat nie jest czarno-biały, ale to między innymi dzięki nim (przez nich?) mamy ten kryzys medialny. Coraz więcej ludzi myśli, że ważniejsze jest to, jak wyglądają, niż to, co mają w głowie. Istotniejsze jest to, czy potrafią dobrze zaprezentować jędrną pupę na zdjęciu, niż to, czy udało im się np. spotkać z rodzicami. Ach, rzekła koleżanka, rodzina to prywatna sprawa, nie każdy musi od razu wstawiać wszędzie zdjęcia z rodzinnych spotkań. No tak – kiwam głową, a czyjaś dupa to sprawa publiczna.

Po trzecie, Ty mówisz „mój syn chodzi na zajęcia z tańca, bo ja jestem taka wiesz, że on mógłby nawet chcieć chodzić w sukienkach, jak chce to może, ja się tam nie wstydzę i nie ma u nas żadnych granic”. Ja słyszę i krew mnie zalewa. Wybacz „otwarta, tolerancyjna matko”, granice dziecku trzeba stawiać, a mówienie, że jesteś taka super, bo nie czepiasz się dziecka, bo chce na balet, a jest chłopcem, to powielanie stereotypu. I co, że go na te zajęcia puszczasz, kiedy co chwila słyszy, że to jakieś najbardziej wyjątkowe na świecie, bo chłopcy to zazwyczaj są inni, wolą piłkę nożną. W ten sposób on bardziej niż o tym, że lubi tańczyć myśli o tym, że jest niby inny, bo ten taniec lubi.

Dobra, zostawiam dzieci, bo matką nie jestem, może ja nie rozumiem, zresztą, żadne tam „może”, ja po prostu niewiele rozumiem, może ktoś mnie oświeci.

Zastanawiam się, gdzie zgubiliśmy najważniejszą kwestię, tę związaną z gatunkiem ludzkim. Dziś jest tak, jakbyśmy patrzyli na świat tylko przez pryzmat tego, jak ktoś wygląda i jakiej jest płci, wyznania itd. Mówimy głośno, że nie chcemy stereotypów, a tymczasem większość powtarzanych treści, to jeden wielki stereotyp. Niby powtarzany po to, by mu się przeciwstawić pokazać, że my ten stereotyp depczemy, wyrzucamy do kosza, a do ludzi i tak dociera tylko to, co już znają, co już słyszeli.

Szala niechcemisizmu przeważyła dziś u mnie, na korzyść nic nie robienia, okrzyki z Internetu, gdzie słyszę jedynie BĄDŹ SUPER, DZIAŁAJ, PRĘŻ MUSKUŁY – nic nie pomogły, będę leżeć i muzyką się raczyć, także żegnam się z Wami pytaniem:

Czy przypadkiem sami za bardzo nie wierzymy w to, co nam wmawiano od lat i teraz zbyt usilnie nie staramy się dopisywać nowej teorii do życia, zamiast po prostu lepiej, bardziej świadomie to życie przeżywać?

A i jeszcze jedno, najistotniejsze, kto wg Was ma najlepszy tyłek szołbizu*?

*Jeżeli takowa nagroda za najlepsze tyły jeszcze przyznawana nie jest, a nagle będzie, to ja poproszę, z tytułu wymyślenia kategorii trochę złotych monet 😉

Autor

Dagmara Małgorzata – Pisze, więc jest. Dużo czyta i wyciąga wnioski. Kocha góry, filmy Tarantino i potyczki słowne. W nadawaniu codzienności odpowiedniego kolorytu pomaga jej fascynacja psychologicznymi zagadnieniami i obserwowanie ludzi. Na stronie Współcześni samym sobie raczy ludzi słowem.

Przeczytaj również

Reklama