Tam gdzie pija się czarno-białą krew

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Dracula, postać którą zna każdy. Nieważne, czy jesteś fanem horroru, a może jedynie kiedyś natknąłeś się na reklamę banku, napoju energetycznego, czy słodkiego batonika. Jak to bywa z fenomenami, rozrywka powszechnie lubiana potrafi się rozprzestrzeniać niczym groźna epidemia, towarzysząc kolejnym pokoleniom miłośników endorfiny produkowanej przez fantazję. Draculizacja popkultury zaprowadziła nas do punktu, w którym możemy rozważać o wyższości jednej interpretacji legendarnych losów wołowskiego władcy nad inną, analizując ponad setkę lat naszej kultury. Tym razem wydawnictwo KBOOM sprezentowało polskim czytelnikom komiksową wariacje na temat sławnego wampira, posiadającą niezwykle wysokie walory artystyczne.

Myśląc o największych hitach popkultury mamy zazwyczaj przed oczami szalone produkcje z ostatnich lat spod znaku superbohaterów, czy Gwiezdnych Wojen. Nie trudno więc zapomnieć o motywie towarzyszącym nam od kiedy pamiętamy, na przykład od 120 lat. W 1897 roku skromny sekretarz aktora Henrego Irvinga wydał gotycką powieść grozy Dracula. Bran Stoker za sprawą jednej książki na zawsze został wpisany do panteonu najwybitniejszych twórców horroru, a jego dzieło doczekało się setek nowych wersji. Po 95 latach od premiery, Francis Ford Coppola wziął na warsztat opowieść o niełatwym żywocie Vlada Palownika, prezentując widzom na całym świecie film o niezwykle oryginalnym tytule Dracula.

Największe hollywoodzkie produkcje zazwyczaj zatrudniają rzesze fachowców, pracujących w pocie czoła, by dopracować najmniejsze detale. Jednym z nich był Mike Mignola tworzący ilustracje dla planu filmowego. Ten kultowy twórca, na początku lat 90 walczył o swoją pozycję w środowisku, później ugruntowaną między innymi znakomitym Hellboyem. Ostatecznie jego praca zaowocowała albumem komiksowym będącym wierną adaptacją kinowego przeboju. Powieść graficzna, która pierwotnie była dystrybuowana przez małe wydawnictwo handlujące wszelaką tandetą nie jest jednak nieudolną próbą zarobienia kilku dolarów na sukcesie filmu. To wyjątkowo wysmakowana kompozycja obrazu i treści, będąca kultową pozycją dla miłośników powieści graficznych.

Roy Thomas rozpisując historię ze srebrnego ekranu na język komiksu pozostawił wystarczająco dużo swobody Mikowi Mignoli, by ten mógł zrobić coś wyjątkowego. Historia żądzy sławnego krwiopijcy do inkarnacji jego ukochanej została przeniesiona w nieoczywisty świat czarno-białego kontrastu. Każdy kadr stanowi odrębne, pieczołowicie wykonane dzieło sztuki bliskie drzeworytom. Dodatkowo, filmowa opowieść została opowiedziana z perspektywy rysownika, zyskując nowe, niewyemitowane sceny. Tym sposobem przenosimy się do świata sterylnej grozy, estetycznego strachu hipnotyzującego swoją urodą.

Choć śledzimy na pozór typową historię ze znanym wampirem w roli głównej, nie sposób nie zaangażować się w ten wir emocji i dylematów. Wbrew pozorom to nie kły i krew hipnotyzują czytelników, a losy Miny, wybranki lubianego krwiopijcy. W XXI wieku ta historia zyskuje nowy wydźwięk – patrzymy przecież na dramat młodej damy, która, stojąc u progu życiowej szansy w objęciach ponętnego potentata z Europy Wschodniej, mierzy się ze skostniałą tradycją i potencjalnym ślubem z najnudniejszym przedsiębiorcą na dorobku jakiego mogła sobie wymarzyć. Galopując przez kolejne strony, lokacje i wszechobecny horror, uświadamiamy sobie, że uszczęśliwianie kogoś na siłę może doprowadzić jedynie do pogryzienia przez giga nietoperzo-arystokrato-wampira.

Draculato przede wszystkim pozycja obowiązkowa dla wszelkiej maści koneserów estetyki i pięknych kadrów. Nic nie łączy się tak dobrze z grozą, jak czarno-białe obrazy ukazujące nie zawsze racjonalną, historyczną rzeczywistość. Jeśli nie boicie się ciemności, milionerów ze wschodu i wiecznego potępienia, komiks Mignoli będzie dla was niezwykle klimatyczną przygodą.

Reklama

Dyniak

– Jak można wywalać gnój w klapkach? – pytam tego wieśniaka. Nie