Czekam na więcej!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

 

Całe lato poświęciłem na pisanie mojej trzeciej powieści, która ukaże się na początku stycznia. Czytelnicy często dziwią się, że autor kończy książkę w połowie roku, a ona na księgarskim rynku ukazuje się dopiero po sześciu miesiącach. Proces wydawniczy niestety (dla czytelników) tak wygląda, że po skończeniu całej historii, ona nie idzie od razu do druku, ale należy jeszcze nad nią popracować, dopieścić całość, zredagować i poprawić błędy stylistyczne, których autor nie widzi, pracując nad tekstem 24h/24h. Redakcja pozwala dostrzec, że coś nie pasuje do całości, daje możliwość zauważenia powtarzających się słów, stwierdzeń czy opisów. Moja redaktor podczas pracy nad ostatnią powieścią mojego autorstwa, uratowała głównego bohatera przed śmiercią z powodu… spożycia zbyt wysokiej ilości procentów. Okazało się, że upiłem go tak mocno, że powinien w połowie książki już nie żyć.

W redakcji udało się go odratować. Przeżył.

Zaznaczę jeszcze, że nie był to bohater kryminału, ale komedii romantycznej.

Następnie należy wykonać korektę powieści. W międzyczasie wspólnie z grafikiem przygotować okładkę, dopracować całość, wybrać czcionkę, poprosić blogerów o Patronat Medialny, złożyć tekst, zaplanować działania promocyjne, aby książka, czyli efekt pracy mojej i całego zespołu wydawniczego dotarła do czytelników. Aby usłyszeli o niej.

Moment, w którym książka jest namacalnie dostępna, jest dla mnie trudy do nazwania. Często otrzymuję pytania, co wtedy czuję. Za chwilę ukaże się moje kolejne literackie dziecko i jeszcze nie zdarzyło mi się skakać z radość, rzucać po ścianach, piszczeć. Zawsze widok po raz pierwszy mojej nowej książki powoduje, że się uspokajam. Wiem, że powieść rusza w świat, a ja już nie mogę nic w niej zmienić.

Najważniejsi dla autora są czytelnicy. Kiedy dostaję od nich pierwsze recenzje, natychmiast odrywam się od bieżących i pilnych działań. Zasiadam wygodnie, czytam ich wrażenia, rozmyślam, przeżywam, aby następnie porozmawiać w wiadomościach lub wymienić się serduszkami w komentarzach.

Czytelnicy pilnują mnie. Zawsze, kiedy jestem mocno aktywny w mediach społecznościowych, to dostaję wiadomości o treści: „Nie Instagram, ale niech pan czym prędzej siada i pisze!”. To miłe, bo w ciągu jednej setnej sekundy zostaję zmobilizowany do twórczej pracy.

Dla mnie, dla autora, bardzo potrzebny jest feedback od czytelników. Świadomość tego, że czekają na kolejne historie jest cenna. Ważna jest także ich obecność na spotkaniach autorskich. Miałem ich już kilka i na całe szczęście nie mówiłem do pustej sali.

Rok temu o tej porze jeszcze nie miałem nic. Mój debiut literacki dopiero szykował się do druku. Dzisiaj mam już rzeszę osób, które kibicują mi, wspierają i czekają na więcej.

„Czekam na więcej!” – często taką wiadomość dostaję od czytelników, kiedy przeczytają moją książkę. I zawsze obiecuję, że będzie więcej.

Jeśli coś obiecuję, to tego się trzymam.

Więcej już w styczniu!

 

Reklama

#SHEkNEWs

AUTORSKIE KOSMETKI MACIEJA ZIENIA Marka Maciej Zień wprowadziła na rynek