Charles Pollock. Twórca niebanalnych murali

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wygląda niewinnie. Z jasną koszulą i kręconymi włosami nie przypomina brata słynnego o malarza, o którym Amerykanie mówią, że jest najsłynniejszym twórcą XX wieku. Choć stworzył kilkanaście intrygujących prac, na zawsze pozostał w jego cieniu. A przecież to on zaproponował Jacksonowi zajęcie się „na poważnie” sztuką. Kim jest Charles Cecil Pollock?

Nowojorczyk

Niewiele łączy go z konstruktorem wygodnych foteli, może tylko to, że obaj zajmują się tworzeniem niebanalnych rzeczy. Charles Cecil Pollock urodził się 25 grudnia 1902 roku w Denver w stanie Kolorado. Bardziej od spędzania na ulicy czasu woli rysować. W rodzinie Pollocków to nic nadzwyczajnego, podobne zdolności wykażą bracia Charlesa Frank i Jackson. Ale po kolei.  Chłopak ma 24 lata gdy po raz pierwszy wyjeżdża z domu. Jedzie do Nowego Jorku. W mieście, w którym ilość galerii, muzeów i teatrów na jeden metr kwadratowy jest przytłaczająca, Charlesowi wszystko się podoba. Czuje, że trafił pod właściwy adres. Pytany o to kim jest z dumą odpowiada, że Nowojorczykiem. W 1926 roku zdaje do Art Students League. Zauroczony muralami Diego Rivery i José Clemente Orozco wie, że w przyszłości stworzy podobne dzieła. Obok abstrakcji coraz bardziej pociąga go socrealizm. Z zapartym tchem słucha rad Thomasa Harta Bentona, z którym widuje się w pracowni. Uświadamia sobie, że studia malarskie to coś dla Jacksona. Cztery lata później Pollock przekonuje młodszego brata do przyjazdu do Wielkiego Jabłka.

Wielki Kryzys

To nie jest najlepszy czas. W Stanach z dnia na dzień ludzie tracą pracę, na ulicach wybuchają zamieszki. Zamykane są wystawy w galeriach i muzeach, a zawód artysty odchodzi do lamusa. Charlesowi jakimś cudem udaje się dostać posadę w waszyngtońskiej Administracji Przesiedleń, gdzie nadzoruje prace nad muralami. Któregoś dnia poznaje Bena Shaha, zagorzałego socrealistę. Mężczyźni godzinami dyskutują o nowej sztuce, nurcie, który ma łączyć nie dzielić. Jacksonowi coraz mniej podobają się poglądy brata, nie ukrywa ich. Spokojny i zorganizowany Charles nigdy nie należał do przebojowych osób. Bardziej od udziału w kolejnych wystawach woli zamykać się w pracowni i tworzyć rysunki. W 1937 roku wysyła kilka do magazynu United Automobile Workers w Detroit. Praca może nie jest prestiżowa, ale odpowiada nieśmiałemu Pollockowi. Charles jeszcze nie wie, że ze stanem Michigan zwiąże się na stałe. W Michigan State University wykłada sztukę, nie przestaje tworzyć. Trzy lata później kompletnie zmienia styl.

Ekspresja nade wszystko

W latach 40. Charlesa przestaje interesować socrealizm. Zamiast ponurych, przypominających wykutych z żelaza kompozycji, woli abstrakcje ekspresyjne. W przeciwieństwie do Jacksona, który chętnie eksperymentuje jeżdżąc na rolkach po płótnach, Charles woli spokojniejsze prace, w których pełne dynamizmu postacie wiją się wokół własnej osi. Jednak najważniejszy jest dla niego kolor. Pollock z dumą mówi o nim, że jest jego najsłynniejszym znakiem rozpoznawczym. Młodszy brat nie podziela pasji Charlesa. Wypomina: „Nie dbam o abstrakcjonizm eksperymentalny”. Dodaje: „Obraz żyje własnym życiem. Ja tylko pomagam mu się ujawnić”.

Chociaż Charles Pollock nigdy nie zrobi gigantycznej kariery, trzy murale kupuje Fairchild Theatre i jedna z paryskich galerii. Gdy 8 maja 1988 roku świat obiega wiadomość o śmierci brata Jacksona niewielu wie o kogo chodzi. Artysta niewiele mówi o rodzinie, a gdy niespodziewanie ginie w wypadku samochodowym jego obrazy natychmiast zyskują nabywców. Miłośnicy współczesnej sztuki zapominają, że gdyby nie Charles, Jackson nigdy nie zostałby jednym z najsłynniejszych amerykańskich twórców. Chichot historii? Być może.

Reklama