Czy Gaspar stracił swoje „Noé”? O Lux Æternie słów kilka

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Tak, Gaspar Noe zasłużył sobie na miano reżysera szokującego, zarówno w warstwie wizualnej, jak i znaczeniowej. Powiedzieć, że argentyński reżyser porusza, to jak powiedzieć, że Dario Argento bawi. Noé wciska w fotel. Upodobał sobie tematy moralnie dyskusyjne i opowiadał o nich z dużą dozą szaleństwa. Czy dobre szaleństwo może się przeterminować?

Nadszedł w końcu ten moment, w którym udało mi się wybrać na “Lux Æternę”. Nauczona „Climaxem”, „Wkraczając w pustkę” czy „Carne” moje oczekiwania były cóż…uplasowane na pewnym poziomie, do którego przygotował mnie sam reżyser. Poczynając od pierwszego filmu z listy – o „Szczytowaniu” zrobiło się dosyć głośno – Noe za swoją produkcję został nagrodzony na festiwalu w Cannes. O tym, że szokuje słychać było już z Francji. Usiadłam więc wygodnie w fotelu i rozpoczęłam w swoim czasie seans. Największym zaskoczeniem była moja własna reakcja. Tak, potrzebowałam sobie od czasu do czasu przypomnieć, że trzeba oddychać, bowiem pan Gaspar w pewnym momencie (SPOILER) zafundował nam jazdę niczym na najbardziej stromym rollercosterze, człowiek już wiedział, że od teraz nie zdarzy się nic, dokładnie nic lepszego, a machina, którą uruchomił genialny umysł przyciągała tornado coraz bliżej.

W „Into the void” hipnotyzował widza i sprawiał, że miał on narkotykowe jazdy podobne do głównego bohatera, a w „Carne” pokazał, cóż…dużo noży, cięcia zwierzęcia i wątek zemsty. Cóż zrobił w Lux Æternie?

Z dedykacją dla tych, którzy nie mają zbyt wiele pojęcia o produkcji z 2019 roku – rzecz dzieje się pierwotnie na kanapie. Z rozmowy przyjaciółek wysuwa się jedno, najbardziej śmiałe (według niektórych recenzji) pytanie – czy paliłaś się już na stosie? Znamy historię domniemanych czarownic, śmierci wielu niewinnych kobiet i dominację Kościoła w sprawie orzekaniu o tejże winie, w tym filmie dyskusja tyczy się planu filmowego. Mamy produkcję oraz uwielbiany przez Noégo narastający chaos. Można byłoby rzec, że artysta sprawdza granice odbiorcy. Jak wiele jest on w stanie wytrzymać? Ile bałaganu, ile dźwięku, ile obrazu? Widać tutaj bliską korelację do planu wydarzeń w “Climaxie”.  Szaleństwo jest intensyfikowane z każdą minutą filmu. Narasta spór pomiędzy twórcami, pojawiają się niedoinformowane aktorki, a ich granice są testowanie podobnie jak każdej osoby siedzącej właśnie na fotelu.

Sposób prowadzenia akcji? Bardzo gasparowski, bez większego zarzutu. Dlaczego więc z kina wyszłam rozczarowana i znudzona pomimo usilnych prób twórcy? Scenariusz “Climaxu” był zapisany na dwóch stronach. Reszta to czysta fantazja reżysersko-aktorska. Być może w przypadku “Lux Æterny” metraż za bardzo ograniczył wielki umysł (czas trwania filmu – 51 minut). Być może to fakt, że zaczęło się od reklamy dla wielkiego domu mody, a być może dlatego, że szaleństwa Noego już mnie nie szokują. Do stworzenia fenomenalnego filmu potrzeba bowiem o wiele więcej niż zalanie widza stroboskopowymi światłami, chaos i temat, który może wywołać kontrowersje, choć kontrowersje wokół tego tematu były poruszane już wielokrotnie.

Czy Gaspar się zagubił? Być może to szaleństwo właśnie się przeterminowało, a być może to czas na nową odsłonę artysty. “Vortex”, czas start.

Reklama