Interakcje niekontrolowane

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Jechałam kiedyś pociągiem, na Podlasie, w rodzinne strony. Zdarza się to raz na jakiś czas. O dziwo udało mi się znaleźć przedział zupełnie pusty (a było to dosyć niespotykane, bowiem wydarzenie miało miejsce jeszcze przez zakażeniem całego świata, kiedy to ludzie chętniej się do ludzi dosiadali). Zapatrzona w kartki książki nie zauważyłam, kiedy stanęliśmy na drugiej stacji. Wtedy też skończył się mój spokój.

Drzwi się otworzyły i do środka zajrzało trzech panów w dresie. Takim samym dresie (nie, nie zaczęliśmy się bić o siedzenie). Grzecznie zapytali, czy mogą się dosiąść.

– A i owszem.

Próbowałam jeszcze przez chwilę uważnie czytać słowa, ale Panowie chętnie zagadywali, a przecież ignorować ich nie będę – bo to nieładnie, jak uczyli rodzice. W końcu dałam za wygraną i dołączyłam do dyskusji. Mężczyźni jechali na mecz – sędziować i właśnie świętowali jakieś zwycięstwo winem musującym. Zaczęliśmy sączyć bąbelki i rozmawiać. O życiu.

Tego rodzaju styczności z nieznajomymi zdarzają się coraz rzadziej lub są bardziej zdawkowe, ograniczające się do „przepraszam”, „ekhem” czy łokcia w biegu na pociąg/autobus. To trochę większe miasta połykają ludzi, a trochę połyka ich elektronika (i myśli, nie(zawsze)kontrolowane myśli). Pochłania nas często wszystko oprócz obecnego, niezależnie czy od podróży małych czy dużych. Zastanawiam się, dlaczego doszliśmy od rozmów w komunikacji do uznawania ludzi rozpoczynających interakcje za podejrzanych.

Nieznajomy to taka darmowa sesja u psychologa – łatwiej powiedzieć mu więcej, bo prawdopodobieństwo spotkania go w życiu prywatnym jest nikłe. Tylko nie zawsze wiadomo, w jaki sposób żartować, bo poprawność polity…ech, jaka?… bo nie zawsze wiadomo, czy nie urazimy rozmówcy. Jednakże każda nowa interakcja to nowa podróż w zakamarki umysłu ludzkiego, a jak lepiej zrozumieć nasz gatunek niż poprzez bezpośrednią wymianę zdań?

Wchodząc do autobusu w Białymstoku, aktualni pasażerowie zwracają swoje głowy w Twoją stronę. W Warszawie, praktycznie nikt (chyba że jest tłum i trzeba groźnie pokazać, jak mało jest w środku miejsca i najlepiej, żebyś już nie wchodził). To zdecydowanie dwie najdalsze od siebie opcje na osi interakcji. Rzecz w tym, że dzięki rozmowom z nowymi innymi ludźmi, poznajemy również bardziej siebie.

Dobrze, koniec tych ckliwości. Może zamiast tego rozpoczniemy Akcję Komunikację?

Reklama