WRAŻENIA CZERPANE Z ZEWNĄTRZ

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Na rynku wydawniczym zadebiutowałem rok temu i przez szalejącą pandemię bardzo długo spotykałem się z czytelnikami tylko online. Jednak w ostatnich miesiącach mieliśmy sporo okazji, aby poznać się osobiście na spotkaniach autorskich, na plenerach literackich, w bibliotekach oraz na Targach Książki. Dla mnie, dla autora, który dopiero od niedawna ,,działa w literach” były to niezwykle energetyzujące wydarzenia, które dodały mi mocy do tworzenia kolejnych książkowych historii. Zobaczyłem ludzi, którzy ściskali w dłoniach moje książki i chętnie dzielili się ze mną swoimi pozytywnymi wrażeniami z lektury. To było przemiłe.

Moi czytelnicy zadają mi pytania m.in. o to ,,jak to jest czuć się pisarzem?’’. Udzielenie odpowiedzi sprawia mi kłopot, bo nie czuję się pisarzem. Przynajmniej teraz. Pisarz od zawsze w moich wyobrażeniach był kimś WOW, kimś wybitnym, a tutaj nagle pojawiam się ja, od razu zestawiany ze słowem pisarz. To serdeczne, ale na ten moment uważam, że najlepszym określeniem jest wyrażanie się o mnie jako o autorze. Na miano pisarza będę solidnie i w pocie czoła pracować.  

Kolejni czytelnicy pytają mnie ,,jak to jest odnieść sukces?”. I tutaj również pojawia się kłopot, ponieważ myślę, że jeszcze za wcześnie jest, aby opowiadać o sukcesie. Tak, wydanie książki jest dużym osiągnięciem i rozpiera mnie duma, jednak miarą sukcesu będzie to, jak długo utrzymam się na rynku wydawniczym, a zależy mi, aby istnieć i tworzyć kolejne powieści. Pracuję na ten sukces, a każda moja książka, to krok do przodu, aby umocnić swoją pozycję na rynku książkowym.

Czytelnicy są bardzo ciekawi moich rytuałów podczas pisania. Przy powstawaniu ostatnich dwóch powieści odkryłem, że nie potrafię pracować w ciszy. Zauważyłem, że potrzebuję wyjść z domu i popracować pod chmurką. Często również drukuję swoją powieść, biorę w rękę czarny flamaster i wybieram się do ulubionej kawiarni. Przy kawie, a jakiej to już zależy od stanu mojego niewyspania, sprawdzam co narobili moi bohaterowie. Muszę ich pilnować, bo czasem wywołają taaaaki raban, że naprawdę trudno to wszystko ogarnąć. 

Lubię pracować w kawiarniach. Lubię ich klimat. Lubię to, że nie brakuje tam kawy. Te miejsca są idealną przestrzenią, aby obserwować życie. Nie umiem pracować nad książką w ciszy. Jeśli piszę w swoich czterech ścianach, to zawsze w przeglądarce internetowej jedną zakładkę przeznaczam na audycję radiową, muzykę albo telewizję. I chociaż nie skupiam się na tym, co tam słyszę, to ważne jest dla mnie to, że coś się dzieje. Oszalałbym pracując w ciszy.
W kawiarniach widzę ludzi. Słyszę ich rozmowy i wybuchy śmiechu. Wsłuchuję się w muzykę. Pracuje ekspres do kawy. Stukają filiżanki. Wyglądam przez okno i widzę jeszcze więcej ludzi na rowerze, na spacerze, na bazarku. Jedni gonią, drudzy funkcjonują slow life. Widzę wycieczki przedszkolne i dzieci na placu zabaw. Widzę babcie i dziadków, których widok zawsze mnie rozczula. Widzę przystanki autobusowe i wymianę pasażerów. Widzę zadowolone zwierzaki. I obserwacja toczącego się życia, sprawia, że pracuje mi się przyjemniej i co najważniejsze – efektywnie.

Jesienią życzę Państwu jak najwięcej wrażeń dostarczanych z zewnątrz. Wrażeń czerpanych gdzieś pomiędzy wierszami. Chłońcie je. Ja te złapane będę przenosić do kolejnych literackich historii, aby nie zawieść czytelników, z którymi pragnę widywać się jak najczęściej.

Reklama