Arne Jacobsen. Król duńskiej sztuki

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W jego projektach nic nie jest przypadkowe. Tak samo jak w życiu. Gdy pracuje nienawidzi gdy mu się przeszkadza. Godzinami przesiaduje w pracowni, w której tworzy szkice nowych budynków i mebli. Funkcjonalnych, innowacyjnych i do bólu doskonałych. Arne Jacobsen zwykł mawiać, że dławi go estetyka, ale nikt nie zwraca na to uwagi.

Chłopiec z wyobraźnią

Urodził się 11 lutego 1902 roku w Kopenhadze. Miasto, w którym nie brakuje rozrywek zna od podszewki. Na podwórzu willi, w której mieszka udaje klauna, kocha rysować. Ku zgorszeniu rodziców i sąsiadów przemalowuje swój pokój na… biało! Wierzy, że będzie malarzem, jednak za sprawą ojca, rządzącego w domu twardą ręka biznesmena, zmienia zdanie. Często słyszy od niego, że tylko dzięki ciężkiej pracy można wiele osiągnąć. Ma 11 lat gdy trafia do internatu w Narum. Sześć lat później zdaje do kopenhaskiej Szkoły Technicznej, później próbuje swoich sił w Akademii Sztuk Pięknych. Z malarstwa rezygnuje na rzecz architektury. Szybko zakochuje się w funkcjonalnym świecie. Jest jednym z najlepszych studentów, a gdy w 1925 roku jedzie na Wystawę Światową w Paryżu szybko okazuje się, że swoimi projektami może podbić świat.

Powie później: „Wytyczne przed 35 laty idee Bauhausu ważne są i dziś. Na szczęście funkcjonalizm istnieje jeszcze, a kiedy go zarzucimy, łatwo zboczymy na pełne niebezpieczeństwa drogi, które prowadzić mogą do pozbawionej celu architektury. Niewielu wielkim talentom udało się tworzyć sztukę bez funkcji, a i czy w tym wypadku nie przekroczono już granicy między architekturą a rzeźbą? Kiedy mimochodem powiedziałem, że właściwie nie posiadam zawodowej filozofii, to było to nie całkiem prawdziwe. Ale idee Bauhausu, stosunek między funkcją, techniką i estetyką tak zrosły się z naszym sposobem myślenia, z naszą pracą i naszym wewnętrznym przekonaniem, że są one dziś sama przez się zrozumiałą postawą każdego uczciwie pracującego architekta”.

Architekt

Pomaga mu paryska ekspozycja, na której widzi projekty jednorodzinnych domów Le Corbusiera i Gropiusa. Podziwia funkcjonalne o prostej konstrukcji budynki, pozbawione niepotrzebnych detali. Arne postanawia tworzyć podobne dzieła w Danii. Pomysł jest świetny, gorzej z funduszami. Młodemu, ambitnemu chłopakowi ktoś musi zaufać. Taką osobą jest miejski architekt w Kopenhadze, który pozwala Jacobsenowi puścić wodze fantazji.

Na efekty nie trzeba długo czekać. W 1927 roku Arne tworzy projekt parku Enghavenpark, potem kilka jednorodzinnych domów. Wyjawia: „Jestem nieco wąskim specjalistą i to jest raczej przykre, bo często czuję się przygwożdżony nie mając czasu pogwarzyć, mimo że właściwie ma się wiele zainteresowań. Wydaje mi się, że architektura pochłania wszystko, staje się moim życiem”. To prawda. Arne ma coraz mniej czasu na rodzinne życie, w domu bywa gościem. Chociaż otacza się współpracownikami nadzoruje każdy etap projektowania. Szybko zyskuje miano pracowitego i niepewnego siebie architekta. Zanim sięgnie po szkicownik długo nie wie jak powinien wyglądać budynek. Koledzy go pospieszają, on jednak woli działać po swojemu. Metodycznie ogląda materiały, korzysta z żółtobrązowych cegieł i czerwonych dachówek. Powtarza: „Dobre rozwiązanie wymaga dużo pracy, ale jest konieczne, aby osiągnąć prostotę, która jest wyrazem architektury jako sztuki”.

Jajko i spółka

W 1934 roku nic nie zapowiada, że Jacobsen stanie się kultowym duńskim projektantem. Ma własną pracownię, realizuje projekty, w których czuje się pewnie. Niewielu wie, że stworzył legendarne dziś krzesło Mrówka. Ergonomiczny mebel nie od razu zachwyca miłośników nowoczesnego designu, dlatego Jacobsena zajmuje architektura.

Gdy zgłaszają się do niego przedstawiciele duńskiej firmy Frizt Hansen, Arne jest zdziwiony. Po słynnej Mrówce tworzy kilka legendarnych krzeseł. Podobnie jak w budynkach użyteczności publicznej i blokach, które tworzy, Arne przywiązuje wagę do konstrukcji i proporcji. Zapewnia: „Tym, co czyni starożytne egipskie świątynie pięknymi, są właściwe proporcje, a kiedy patrzymy na najbardziej podziwiane renesansowe i barokowe budynki, to także dostrzegamy, że w nich wszystkich proporcje są idealne. Proporcje są najważniejsze”.

Pierwsza jest Kropla. Na ulicach Kopenhagi coraz więcej mówi się o „małym krześle z wielką osobowością”. Jacobsen, który zaczyna teraz projektować wnętrza domów, staje się bardzo zapracowanym człowiekiem. Pracowitości wymaga też w domu. Równo wiszące obrazy i ustawione w dwóch rzędach filiżanki to konieczność. Kiedy jeden przedmiot nie pasuje do pozostałych, Arne wpada w panikę.

W 1960 roku tworzy jeszcze jeden kultowy projekt. Mowa o Jajku. Fotel stworzony na specjalne zamówienie SAS Hotel z miejsca zostaje okrzyknięty jednym z najwspanialszych mebli XX wieku. Wkrótce o Jacobsenie słyszy cały świat. Krzesła i inne meble pojawiają się na wystawach, wiele osób ma je w domach.

Już w chwili śmierci, 24 marca 1971 roku, Arne Jacobsen zostaje obwołany ikoną współczesnej architektury i designu. Chociaż swoje życie związał z Kopenhagą, jego meble są obecne wszędzie. Na tym polega jego fenomen. Może dlatego bywa nazywany królem duńskiej sztuki?

Reklama