Rozmowy (nie)kontrolowane

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wychodząc z klatki po raz kolejny ujrzałam starszą kobietę, z którą kilka razy rozmawiałam, sąsiadkę, rzeknę. Chciała ponownie zagaić, stwierdziłabym, że jest gadułą, gdyby nie fakt, że w tym wieku zostało jej niewiele osób, z którymi może porozmawiać, dlatego też, nie oponowałam, a stawałam naprzeciwko rozmówczyni. Na ogół, ponieważ tym razem, nie miałam zwyczajnie czasu. Tak to jest, kiedy człowiek zostaje uwikłany w codzienne obowiązki. Nawet nie zamierzam rozpoczynać dyskusji na temat irrelewantności tychże obowiązków, wszakże na temat rozmów – tych kontrolowanych, jak i niekontrolowanych.

W celu zachowania zdrowego rozsądku, powinno się rozmawiać, mówią. Ze swoimi, głównie (widzieliście koty, które wychowują się przy psach?!). Krok pierwszy – rozmawiaj z osobami Ci najważniejszymi:

  1. przyjaciel/przyjaciółka – można by, ale czy na sto pro zrozumieliby, co siedzi w środku Ciebie
  2. znajomi – owszem, jest to jedna z opcji, ale czy chcesz zwierzać się osobie, z którą jesteś na „cześć”? No, może trochę więcej.
  3. nieznajomi – wyhaczasz osobę, która pozornie wydaje Ci się kimś, kto potrafi zrozumieć wiele. Jednakże niezależnie, kim jest ta osoba, wie ona mniej o Tobie niż ktokolwiek inny w Twoim życiu. Główne pytanie brzmi – pozwolisz jej odejść czy ocenić Cię na podstawie przekazanych jej informacji, nie orientując się, jakim rodzajem człowieka jesteś?

„Clue” tego rozłamu może uświadomić Ci, jak istotne są rozmowy z ludźmi, którzy nie wiedzą o nas nic. Oczywiście, nie śmiałabym niczego narzucać, kimże jestem ja? Rzecz w tym, że niejeden psycholog udowodnił, jak bardzo istotne są dla nas relacje z osobami, o których istnieniu jeszcze niedawno wiedzieliśmy dokładnie „nic”? Przed wyborem własnego losu, warto pozmawiać w kiosku z kimś, kto stoi w kolejce tuż przed Tobą. Nie pytać o sens istnienia, ale porozmawiać o głupotach. Zdarzyło mi się tak, w kolejce do kiosku.

Swojego czasu (ach, ten moment dorastania!) wydawało mi się, że powinnam mówić o kwestiach wyłącznie dla mnie istotnych, bo po cóż deliberować o bzdurkach?

Nadszedł jednak ten czas, którym zdałam sobie sprawię z rozmów nieistotnych, ponieważ zdarza się że nadchodzi moment, w którym wolał(a)byś wyjawić odbiorcy prawdę. A najważniejszą kwestią jest to, że on zwyczajnie nie wie.

Zbierzmy się więc do kupy, zacznijmy walczyć o dobro swoje i dobro innych.

Nam, pierwotnie, może to nic nie dać, ale im, tym osobom, o które walczymy w imię lepszego świata, a i owszem.

Reklama