ANYWHERE          TV           REDAKCJA

Rajstopami jesień się zaczyna

rajstopy-2

Rajstopami jesień się zaczyna

Obudziłam się dziś rano nie mając najmniejszej ochoty na wyściubienie nosa, tudzież jakiejkolwiek innej części ciała, spod ciepłej kołdry. Bałam się starcia z zimną rzeczywistością. Kiedy wreszcie udało mi się zwlec z łóżka, pamięć mięśniowa kazała mi zdjąć z wieszaka sukienkę. Szybko po jej założeniu zdałam sobie jednak sprawę z tego, że tak z domu nie wyjdę, że tak będzie mi za zimno. Potrzebowałam jakiejś dodatkowej warstwy. A naciągając na nogi czarny nylon pomyślałam: rajstopami jesień się zaczyna.

Ta myśl nie zasmuciła mnie jednak jakoś specjalnie. Wręcz przeciwnie, ogarnęło mnie zaraz wewnętrzne ciepło na myśl o nadchodzących kubkach parującej herbaty, czytaniu książek pod kocem i ciepłym świetle świec w ciemne zimowe wieczory. Przypomniałam sobie wtedy słowa mojej brazylijskiej koleżanki, która powiedziała, że nie mogłaby mieszkać w północnej Europie, bo tu ludzie zimą hibernują. Oczywiście metaforycznie. Spokojnie, w Brazylii wcale nie panuje przekonanie, że my na tej szerokości geograficznej funkcjonujemy jak niedźwiedzie. Po prostu uważała, że zimą życie towarzyskie tu zwalnia, o ile nie zatrzymuje się w ogóle. Podczas tamtej rozmowy zaczęłam żywo ją przekonywać, że chociaż nie spotykamy się na ogniskach, nie jeździmy rowerami do lasu i nie siedzimy na plaży (a dla niej, jako mieszkanki Rio de Janeiro, to ostatnie zapewne równoznaczne było z zaprzestaniem jakichkolwiek relacji międzyludzkich), to przecież dalej możemy chodzić ze znajomymi do kina, teatru, restauracji, czy po prostu odwiedzać się w swoich domach. Dzisiaj jednak, kiedy tak siedziałam w tych rajstopach, pomyślałam sobie, że może miała jednak trochę racji. Ten pierwszy zwiastun jesieni nie sprawił wcale, że zaczęłam myśleć o nowym sezonie teatralnym, zimowych premierach filmowych, które przed Oskarami zawsze sypią się jak po deszczu, czy o planszówkach ze znajomymi. Myślałam o książkach, serialach i puzzlach. W domu. I to w swoim domu, nie u żadnych tam znajomych.

Może faktycznie jest tak, że kiedy robi się ciemniej i zimniej, trochę zwalniamy? Lato jest przecież w tych stronach intensywne, bo ulotne. Mamy świadomość jego skończoności, więc chcemy wykorzystać je jak najlepiej. Siedzimy w ogródkach, zajadamy się truskawkami, wszystko chcemy robić na zewnątrz, bo przecież trzeba korzystać ze słońca. Jeździmy nad morze, nad jezioro, na ryby, na jagody. A kiedy lato od nas ucieka, chcemy je zamknąć w słoikach i wspomnieniach. I może trochę się po tym lecie wypalamy, może potrzebujemy tej regeneracji. Zakopujemy się pod kocami, parzymy herbaty i gotujemy mleko na kakao.

I wtedy przypomniałam sobie słowa mojej przyjaciółki projektantki, która zawsze powtarza, że nie zazdrości ludziom mieszkającym w ciepłych klimatach, bo oni nie mogą nosić kolekcji jesienno-zimowych. I uśmiechnęłam się do wiszących w szafie, trochę za tymi wszystkimi letnimi sukienkami, płaszczy. I nawet do tej przeciwdeszczowej parki trochę się uśmiechnęłam. Pomyślałam o szalikach i wszystkim tym, co za sobą niosą. O tym poczuciu ulgi, kiedy z wietrznego podwórka wchodzi się do ciepłej kawiarni, w której przy stoliku już czeka na nas znajoma twarz. O ciepłych ubraniach zdjętych z kaloryfera. O robieniu pierników na święta. O jedzeniu pierników na święta. 

Nie wiem, czy to hibernacja i nie wiem, czy to dobrze, czy to źle. Czy należy współczuć tym, którym za gorąco na czapki, czy tym, którym za zimno na plażę. Może wszystkim, może nikomu. Wiem, że kiedy jednego roku spędzałam sezon jesienno-zimowy na drugiej półkuli, to brakowało mi tych spadających liści, tego częstszego zostawania w domu i tych rajstop pod sukienką. I nawet tego zimna trochę mi brakowało. 

Droga jesieni, możesz przybywać. Jestem gotowa.

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE