Historia Forda Kugi w hybrydzie plug-in i jego perypetii podczas 46. FPFF w Gdyni

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wiele pisaliśmy o Fordzie K. (nie mylić z Fordem Ka) – tutaj na ten przykład – więc wiemy o tym samochodzie mniej więcej tyle samo co wtedy. Plus minus bardzo fajna skrzynia automatyczna i prądzik, który daje ostatecznie troszkę więcej mocy.

To jednak nie jest historia o samochodzie samym w sobie. To jest historia o wrażeniu, jakie robi ten samochód.

Jeżdżąc po Polsce można się ostatecznie przekonać jakiego rodzaju autem jest Twój Brzęczek (nie mylić z Brzęczkiem), jak odbierają go inni uczestnicy drogi, rodzina, a także okoliczni pasjonaci kółek parzystych.

Ford Kuga (czerwony, co trzeba zaznaczyć) sprawiał wrażenie więcej niż pozytywne. Dość rzec, że był największym samochodem osobowym na drodze, niezależnie od drogi, to dodatkowo jego łamana linia dość mocno różniła się od klasycznego suvowastego pudełka, do jakiego przyzwyczajeni są kierowcy. Tym bardziej natomiast ich dziwił fakt, że wyprzedzaliśmy ich na światłach, dążąc do osiągnięcia jakże wymarzonej, maksymalnej dozwolonej prędkości w danym miejscu.

Co jeszcze więcej – właściwie każdy kto zadomowił się choćby na chwilę w owej kudze stwierdzał, że faktycznie – „jest to super auto, naprawdę nie ma na co narzekać, ja bym tu spoiler tylko dał (sic!), ale oprócz tego sztosik.” Padało także wiele innych słów. Na ten przykład – ale co, on sam tak jeździ, jak on weźmie zakręt? I okazywało się, że brał. Ale co, to można normalnie przełączyć na elektryka i nie zużywa wachy? – i nie zużywał. Ale co, sam parkuje, normalnie, nie trzeba nic robić? – i parkował sam, nie trzeba było nic robić. Ale co, trzeba go ładować? – i normalnie, ładuje się sam jak hamujesz albo możesz ładować ów auto za pomocą kabelka lub silnika, jak wolisz. W mieście spala tyle co nic, na trasie tyle co SUV.

Jako że trasa Gdańsk-Gdynia, którą przemierzaliśmy codziennie, miała swoje trudny i pozytywy, wnioski z wysokiej eksploatacji są następujące: samochód mało pali, jeśli się dobrze nim jeździ. Jeśli się jeździ jak wariat to pali dużo. Jeśli się dodatkowo ogarnie prąd to nie pali prawie nic. Dodatkowo, nie czuć w nim wiele jak się siedzi, wiec należy uważać na jeże (podczas pisania tego tekstu, żadnemu jeżowi krzywda się nie stała). I ogółem wszelkie wyboje. Samochód jest ładny, zwraca uwagę przechodniów i na pewno ma wszystkie potrzebne rzeczy, by używać go do wszystkiego z wyłączeniem przewożenia w nim innych samochodów. Jest również ogromny. Jeśli zatem myślicie sobie – normalnie, złamię się tutaj, elegancko, wyjadę – to wiedzcie, że się prawdopodobnie nie złamiecie i trochę trzeba się będzie pomęczyć, bo to nie jest Ford Ka wspomniany wcześniej. Z pomocą przychodzą nam czujniki, wrażliwe jak zawsze, pomocne jak nigdy.

Podsumowując zatem – nikt kto kupi Kugę nie będzie zawiedziony pod żadnym możliwym pozorem. Auto ma wszystko czego potrzeba. W walce np. Puma vs Kuga wziąłbym zawsze Kugę, bo to właściwie to samo, ale trochę więcej, za trochę tylko większe pieniądze. Co natomiast myślimy o Pumie – dowiecie się już niedługo.

Pozdrawiamy Ford Polska i Pana Tomasza, który zawsze bardzo ładnie przygotowuje dla nas auta, które my natomiast tak straszliwie następnie brudzimy, za co serdecznie przepraszamy.

Reklama

#SHEkNEWs

PARIS HILTON WYSZŁA ZA MĄŻ! Paris Hilton i Carter Reum