ANYWHERE          TV           REDAKCJA

Halston – bywalec salonów i zapomniany projektant lat 70.

halston-2

„Nikt już nie nosi kapeluszy” – słyszy Halston w pierwszych scenach serialu produkcji Netflixa z Ewanem McGregorem w roli głównej. Do tej pory projektant tworzył nakrycia głowy między innymi i przede wszystkim dla Jacqueline Kennedy, która rozsławiła go na całą Amerykę. A jednak zmieniające się trendy końca lat 60. stają się dla projektanta silnym impulsem do rozwoju i zmiany kierunku jego twórczości. 

W pięcioodcinkowym serialu widzimy go jako tyrana, ekscentrycznego i wymagającego dyktatora mody. Twórcę, który zmaga się z trudami popularności, bogactwa i uzależnienia od narkotyków. Widzimy, jak ze szczytu trafia na dno, jak jego nazwisko zyskuje międzynarodową renomę, a Halston „zaprzedaje duszę diabłu” i zostaje pozbawiony praw do własnej marki, własnego nazwiska. Początkowe upojenie w szaleńczym wirze blichtru i sławy kończy się symboliczną utratą siebie samego – dosłownie i w przenośni, bo Roy Halston Frowick ma nie tylko problemy biznesowe. Podupada również na zdrowiu (jeden z partnerów zaraża go wirusem HIV), co prowadzi go do śmierci. To widowisko poruszające, tragiczny obraz upadku wyjątkowej postaci – a jednak serial wykreowany przez reżysera Ryana Murphy’ego jest powierzchowny i pełen niedopowiedzeń. 

Fragmentaryczność przedstawienia postaci projektanta wyraża się w poszatkowanych wspomnieniach z dzieciństwa, które poza banalną retrospekcją w skrócie ukazującą dzieciństwo Halstona – wyjaśniają niewiele. Widzimy też jego relacje z otaczającymi ludźmi, ale trudno jest stwierdzić, czy to sposób ich przedstawienia jest pozbawiony głębi, czy to celowy zabieg ukazujący projektanta w takim świetle. Halston jest egocentryczny, nierzadko wpada w furię i poniża swoich partnerów czy współpracowników. To charyzmatyczna osobowość, która przyciąga i odpycha zarazem. 

Z drugiej strony nie widzimy go jako twórcy. Obraz jest ubogi w projekty, na podstawie serialu trudno jest scharakteryzować jego twórczość. Kreacja aktorska McGregora ze specyficzną manierą i akcentem na pewno daje jednak odbiorcy zwodnicze poczucie, że wizerunek projektanta jest odwzorowany 1:1 (wystarczy sprawdzić nagrania z wywiadami z Halstonem). Podczas seansu nie do końca wiedziałam, co chcą przekazać twórcy produkcji. Ostatnie lata życia Halstona przeplecione scenami z przeszłości nie są ani biografią, ani portretem artysty u progu nowej dekady.

Na myśl przychodzi mi porównanie z kreacją Freddy’ego Mercury’ego w filmie „Bohemian Rapsody”, który nasycony jest muzyką, twórczością, dynamiką czasów mu współczesnych. To także próba uchwycenia samotności czy konfliktów głównego bohatera. I w porównaniu, biografia Halstona wypada blado. Zwłaszcza jeśli od filmu o branży mody oczekujemy pokazów, projektów, kolorów i przede wszystkim kostiumów, które dopełnią estetycznego klimatu epoki. Zawodzi nawet muzyka, w której chciałabym upatrywać odzwierciedlenia ducha tamtych czasów. 

Od serialu odcina się również organizacja „The Halston Archives”, czyli rodzina i spadkobiercy Halstona. Twierdzą, że serial jest mocno „sfabularyzowany”, a przedstawione w nim wydarzenia przerysowane lub niezgodne z prawdą. W związku z brakiem konsultacji serial nie odzwierciedla rzeczywistości, a to „organizacja »The Halston Archives« pozostaje jedynym wiarygodnym i wszechstronnym źródłem informacji na temat Halstona i jego spuścizny”.

Co zawdzięczamy Halstonowi i dlaczego mimo jego wybitnego talentu, niewielu o nim pamięta? Kiedy nakrycia głowy wyszły z mody, zajął się projektowaniem ubrań ready-to-wear. W 1969 roku wprowadził swoją pierwszą linię odzieży Halston Limited. Błyskawicznie zasłynął z minimalistycznego, eleganckiego stylu, który następnie zdobył popularność wśród bywalców najmodniejszych klubów, zwłaszcza kultowego Studio 54. Halston przyjaźnił się z takimi sławami jak Andy Warhol, Bianca Jagger czy Lizza Minnelli, natomiast wśród jego klienteli przewijały się takie nazwiska jak Greta Garbo czy Elizabeth Taylor.

Do dziś możemy zobaczyć w modowych projektach inspiracje twórczością Halstona. To dzięki niemu, na salonach zaczęły pojawiać się luźne lub kopertowe sukienki, czy stroje inspirowane Azją. Spopularyzował też skosy, proste, dopasowane do ciała tkaniny czy koszulowe tuniki. Projekty Halstona były zazwyczaj mało skomplikowane, ale jednocześnie wyrafinowane, efektowne i wygodne. Lubił używać miękkiej, luksusowej tkaniny, takiej jak jedwab i szyfon. W wypowiedzi dla Vogue przyznał, że pozbył się:

„…wszystkich dodatkowych detali, które nie działały – kokardek, które się nie wiązały, guzików, które nie zapinały, zamków błyskawicznych, Zawsze nie znosiłem rzeczy, które nie działają”.

Halston w swoich projektach zdekonstruował ówczesną kobiecą sylwetkę i pokazał różnorodność kształtów kobiecego ciała pozwalając naturalnemu przepływowi materiału na swobodne dostosowanie się do nich. 

Rozumiał kobiety, słuchał ich, nie narzucał im swojej wizji. Pozwalał im błyszczeć — mówił o nim Daniel Minahan, reżyser serialu “Halston”.

Kiedy sława Halstona rosła, pojawiało się coraz więcej propozycji biznesowych i współprac z innymi przedsiębiorstwami. Projektant został poproszony o przygotowanie strojów dla reprezentacji Stanów Zjednoczonych na Igrzyska Olimpijskie w 1976 r. w Montrealu. Zaprojektował też mundury dla pracowników linii lotniczych “Braniff International Airways”. 

Po podjęciu kilku znamiennych w skutkach decyzji biznesowych w latach 80. projektant stracił kontrolę nad własnym domem mody. Sprzedaż marki koncernowi Norton Simon co prawda przyniosła mu finansowe zaplecze pozwalające na tworzenie kolekcji bez żadnych ograniczeń, jednak kontrakt podpisany z siecią sklepów J.C. Penny obniżył wartość marki na rynku dóbr luksusowych i spowodował postępującą degradację firmy, a sam artysta pozbawił się praw do podpisywania swoich projektów nazwiskiem Halston.

Pomimo wielu mankamentów serialu „Halston”, jego twórcy przywrócili temat projektanta do przestrzeni publicznej i sprawili, że wzbudził zainteresowanie na nowo. Ten zapomniany projektant, którego nazwiska nie słyszymy obok Ralpha Laurena czy Yves Saint Laurenta, na pewno wychodził naprzeciw potrzebom kobiet, tworząc kroje dla każdego rozmiaru i kształtu. Na tle ówcześnie panującej mody, jego minimalistyczne i użytkowe podejście na pewno otworzyło drzwi do mody z wybiegów dla niejednej Amerykanki lat 70.  

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE