ANYWHERE          TV           REDAKCJA

Bez sztuczności i odpowiedzialnie. Wywiad z Małorzatą Walczak i Michaliną Smorszczewską, twórczyniami marki SANS OFFICIELLE.

sans-1

Bez sztuczności i odpowiedzialnie. Wywiad z Małorzatą Walczak i Michaliną Smorszczewską, twórczyniami marki SANS OFFICIELLE.

Proza życia doprowadziła do ich spotkania. Dziś razem tworzą markę odzieżową, uzupełniając się jak Yin i Yang. Same mówią, chcą po prostu robić dobre ciuchy dla zwykłych dziewczyn. Bez blichtru, bez sztuczności. Cenią sobie jednak odpowiedzialność, zarówno względem swoich klientek, jak i środowiska. Twórczynie marki SANS OFFICIELLE opowiedziały nam o swojej wizji i pracy w duecie.

Nie mogę zacząć inaczej niż od pytania o waszą nazwę. Jak ją wymawiać? Tak z francuska?

Małgosia: Nie, po prostu SANS. Choć faktycznie, nazwa wzięła się od francuskiego słowa sans oznaczającego “bez”, bez czegoś. Chodziło głównie o to, by wyrazić nią prostotę – bez blichtru, bez sztuczności, bez rzeczy zbędnych. Co prawda ja jej nie wymyśliłam, ale uważam, że jest bardzo trafna.

Właśnie o to też chciałam zapytać – bez czego chciałybyście widzieć modę?

Małgosia: Przede wszystkim bez sztuczności właśnie. Jestem pionierką promowania na polskim rynku zrównoważonego podejścia i staram się to robić zarówno w pracy, jak i przez swój styl życia, we wszystkich sytuacjach. Moje dzieci śmieją się ze mnie, że mam świra na punkcie eko, ale one też to rozumieją. Segregują śmieci, wiedzą, że jedzenia się nie wyrzuca, że do kanapek do szkoły nie używamy plastikowych opakowań tylko woskowijki. I rozumieją dlaczego to robimy. Może nie mówią, że to przyczynia się zmniejszeniu emisji gazów cieplarnianych do środowiska, tylko po prostu wiedzą, że to jest dobre dla Ziemii i dla ich przyszłości. W ramach swojej pracy zawodowej stworzyłam także fundusz Green Hub, który jest programem w ramach Polskiego Funduszu Rozwoju i ma na celu inwestowanie w projekty, które powinny technologicznie pomóc nam dojść do neutralności emisyjnej. A jeśli chodzi o branżę modową, niestety jest ona na drugim miejscu, po olejowo-gazowej, jeśli chodzi o wytwarzanie gazów cieplarnianych. Przyczyniają się do tego przede wszystkim marki fast fashion, które nieustannie wypuszczają nowe modele i produkty. Ja z tym walczę i nie przyczyniam się do tego – nie kupuję w żadnych sieciówkach. Chociaż sama musiałam do tego dojść, w swoim tempie, przejść jakiś oczyszczający etap. Pandemia spowodowała, że sprzedałam prawie całą swoją szafę. Jak się okazało, wróciło do mnie w ten sposób bardzo dużo pieniędzy. I ciągle mam się wybrać na zakupy, żeby uzupełnić te luki w garderobie, bo brakuje mi trochę ubrań do pracy, ale nie mogę się do tego zebrać. I zastanawiam się, czy sobie nie wmawiam, że tych rzeczy mi naprawdę brakuje, bo przecież chodzę do tej pracy i jakoś się ubieram. Dzisiaj mam na sobie na przykład t-shirt mojej córki. Chyba jednak to “muszę sobie kupić jakieś ciuchy do pracy” jest takim schematem myślowym bardziej niż realną potrzebą. Wracając do problemów z branżą modową, oprócz szybkiego produkowania, problemami są też składowanie tej odzieży i tkaniny – większość tej szybkiej mody opiera się na poliestrze, który staje się problematyczną, zalegającą na Ziemi i ciągle rosnącą warstwą. Chodzi o to, żeby robić takie ubrania, które będą dobrze uszyte i które będą miały ponadczasowe formy. Tak więc widzimy SANS – “bez sztuczności”, “bez zbędnego blichtru”. I “bez poliestru”.

Michalina: Myślę, że Małgosia bardzo ładnie to wszystko podsumowała. Chodzi o to, żeby do mody podchodzić też odpowiedzialnie, i żeby wszystkie aspekty działania marki składały się w spójną całość. Oczywiście chcemy produkować piękne ubrania, ale chcemy też robić to w sposób przemyślany. Na pewno nie jest to “bez sensu”.

Czyli realizujecie filozofię: mniej, ale lepiej”?

Michalina: Dokładnie. Ta nasza ostatnia kolekcja jest też mocno kapsułowa. Można z tych modeli zrobić zarówno stylizacje luźne i sportowe, codzienne, takie do pracy, ale też, przy odpowiednich dodatkach, może być to fajny strój na wieczór. Można więc mieć tylko kilka ubrań w szafie i trochę dodatków. I chociaż pojedyncze ubrania być może są droższe od tych sieciówkowych, to w ostatecznym rozrachunku jest to jednak spora oszczędność. A do tego robimy coś dobrego dla środowiska, bo nie używamy żadnych syntetycznych materiałów. Nasze kolekcje są szyte z jedwabiu, wiskozy i bawełny, więc jak powiedziała Małgosia, to “bez” oznacza też “bez poliestru”.

Małgosia: I “bez oszukiwania”. Kiedyś natknęłam się na piękny kostium, który kosztował ponad tysiąc złotych. Miałam zamiar go kupić, ale najpierw chciałam upewnić się z jakiej jest tkaniny. Według metki był to jedwab, ale coś czułam, że nie do końca jest to prawdą, wyglądało mi to na typowy poliester. Zapytałam ekspedientkę, a ta zadzwoniła do właścicielki marki. Właścicielka powiedziała, że właściwie, to nie wie do końca, bo było to szyte z tkanin stockowych, czyli składowanych i niewykorzystywanych od dłuższego czasu. Powiedziałam jej, że jest na to bardzo łatwy sposób, wystarczy jakieś resztki tej tkaniny podpalić – jedwab się spali, a poliester stopi. Potem żałowałam, że nie kupiłam tego i nie spaliłam, w ramach pewnej manifestacji. Przecież to jest po prostu oszustwo. Wydaje mi się więc, że ta transparentność również jest elementem odpowiedzialności, o której powiedziała wcześniej Michalina. Odpowiedzialności też za innych, bo poliester jest po prostu toksyczny dla naszej skóry.

Małgosia wspomniała o swojej pracy w Green Hubie, rozumiem więc, że tworzenie marki nie jest jedyną rzeczą, jaką się zajmujecie. Co skłoniło Was więc do zwrócenia się ku modzie? Była to chęć zmiany czy może prywatne zainteresowanie ubraniami i stylem?

Małgosia: Jeśli o mnie chodzi, to jestem z modą związana już od dawna, też zawodowo. Zawsze mnie do niej ciągnęło. A jak dokładnie to wyszło? Nie wiem, spotkałam tę modę gdzieś na swojej drodze. Jak mówił Kantor, nie ma przypadków, są spotkania. 

Michalina: Małgosia ma naprawdę wielką pasję do mody, ale też ogromną wiedzę w tym zakresie i wiele się od niej uczę. Jeśli chodzi o moje zamiłowania, to jestem raczej fotografem, ale po tym, jak poznałam Małgosię postanowiłam spróbować swoich sił też w modzie.

To powiedzcie proszę coś więcej o tym spotkaniu, a nie przypadku”, dzięki któremu dziś tak dobrze pracuje wam się w duecie. Bo zakładam, że jest to udana współpraca, w końcu stworzyłyście świetną kolekcję.

Małgosia: A widziałaś ją?

Tak, widziałam, i zrobiła na mnie spore wrażenie. Odebrałam ją jako… nieminimalistycznie minimalistyczną, jakkolwiek paradoksalnie to brzmi.

Michalina: Ale to jest właśnie trafne określenie moim zdaniem!

Od razu widać w niej to założenie bycia podstawą garderoby, ale podstawą z lekkim twistem.

Michalina: I tak właśnie chciałyśmy, żeby to wyglądało. Natomiast jeśli chodzi o nasze spotkanie, to historia jest bardzo prozaiczna. Jesteśmy sąsiadkami, mieszkamy w jednym bloku, w jednej kamienicy. Obie mamy po trójkę dzieci i te nasze dzieci się przyjaźnią, jeszcze niedawno chodziły do jednej szkoły. Gdzieś na kanwie codziennych rozmów doszłyśmy do wniosku, że chciałybyśmy pracować razem.

A jak ta wspólna praca wygląda w sensie bardzo praktycznym? Nie zdarzają wam się konflikty w procesie projektowym, odmienne wizje?

Michalina: Ja się zdaję często po prostu na Małgosię, bo ona ma szósty zmysł do tego. I wiem, że kiedy powie, że to jest dobre i spodoba się klientkom, to można temu wierzyć.

Małgosia: Trzeba też zaznaczyć, że my nie jesteśmy projektantkami. Michalina jest bardziej dyrektorem artystycznym, a ja jestem od strony bardziej biznesowej. My same nie projektujemy, zlecamy projekty, chociaż oczywiście są one mocno powiązane z naszą estetyką, bo nie wyobrażam sobie, żeby miało być inaczej, ale też zastanawiamy się co ma po prostu szansę się sprzedać. Przyznam szczerze, że ja sama rzadko chodzę w rzeczach SANSa, chociaż może wydawać się to dziwne. Bardzo lubię nasze ubrania, ale jestem po prostu dziewczyną, która chodzi w spodniach, a SANS to głównie sukienki. “S” jak SANS to też “s” jak “sukienka”. Jeśli jednak mam założyć jakąś sukienkę, to w 99% przypadków wybieram SANS. Mam takie podejście do mody jak Halmut Lang, najchętniej jeansy, biały t-shirt, marynarka, albo czarne spodnie i czarny t-shirt, ewentualnie garnitur. Kiedy muszę założyć sukienkę, to jest to dla mnie pewien problem, bo wolałabym po prostu do jeansów założyć szpilki. W szufladzie mam same białe t-shirty, modowo jestem nudna, nie mam potrzeby wyrażania i wyróżniania się przez odzież, ale mam potrzebę, żeby rzeczy, które kupuję były trwałe. Natomiast jeżeli chodzi o to jak współpracujemy z projektantami – oni projektują, a my decydujemy o tym, w którą stronę ma to pójść, interesujemy się trendami, wybieramy palety kolorystyczne. Cały czas się jeszcze tego uczymy, to jest cały proces. Staramy się mieć dwie kolekcje rocznie, żeby móc być zgodnie z trendami. Wiele osób mówi nam, że poza tym mogłybyśmy jeszcze produkować coś dodatkowego od czasu do czasu, bo “tak się robi” i “tak robią wszyscy”. A my mówimy temu nie, nam nie o to chodzi. Chcemy wyprzedać to, co wyprodukowałyśmy i wolimy ewentualnie doprodukować w ramach tej samej kolekcji, niż zostać ze starymi kolekcjami. Wiadomo, że w pewnym stopniu się tego nie uniknie, bo coś się sprzedaje szybciej, coś wolniej, natomiast nie chcemy zwiększać tempa, wolimy mieć stałą kolekcję i rozwijać się ewentualnie na poziomie wertykalnym. Nasza nowa kolekcja, która teraz powstaje, jest wynikiem długiego procesu i wielu przemyśleń, pracowałyśmy też z doradcami z zewnątrz, między innymi z doradcą z Saint Laurent. A wracając do tego, jak razem pracujemy i jak się uzupełniamy, myślę że Michalina wniosła do spółki tę dbałość o dokładność i detale. Ja nie przykładam do tego aż takiej wagi, chcę, żeby było porządnie, ale nie skupiam się na szczegółach aż tak bardzo. Myślę, że ja wniosłam ten bardziej męski pierwiastek, a Michalina ten powiew kobiecości. Jesteśmy jak Yin i Yang, po prostu się uzupełniamy.

Czyli można powiedzieć, że jesteście twórczyniami marki na poziomie konceptualnym?

Michalina: Tak, i oczywiście biznesowym.

Małgosia: I tą biznesową stroną staram się zajmować ja, wymyślać nam nowe rynki zbytu i nowe sposoby na docieranie do klientów, chociaż ciągle w ten sposób odpowiedzialny. A Michalina zrobiła nam też ostatnio na przykład stronę internetową, i to w zasadzie samodzielnie. Ja bym nie potrafiła tego sama zrobić. Z jej strony wymagało to poczucia estetyki, ale i orientowania się w tych technicznych aspektach. A przez to, że jest fotografem, potrafi też sama zająć się obróbką naszych zdjęć. Rzadko która marka ma swojego fotografa na pokładzie. I chcemy to wykorzystać, żeby Michalina przejęła zupełnie robienie kolejnych sesji. To są wszystko przykłady tego, jak się uzupełniamy, jak te nasze energie i umiejętności ze sobą współgrają.

To fajne, że mówicie tak otwarcie o biznesowej stronie, o myśleniu pod kątem sprzedaży, że się tego nie boicie i nie zasłaniacie tylko hasłami o estetyce i twórczości. Wspomniałyście o trendach i pracy w ich ramach. Jak szukacie równowagi pomiędzy zrównoważonym podejściem do mody a kwestią zmieniających się trendów?

Michalina: To jest balansowanie na cienkiej linie, żeby wciąż być w trendach, produkując klasykę. Ale przecież nawet klasyka ewoluuje! Jak weźmiemy klasyczne jeansy sprzed dwudziestu lat, to będzie widać, że to jest klasyka już trochę zakurzona. Co oczywiście nie znaczy, że nie można ich nosić, to może być vintage. Trzeba mieć to wyczucie, wiedzieć co zrobić, żeby te ubrania mogły przetrwać kilka albo kilkanaście lat i nie wyjść z mody po jednym sezonie. I wydaje mi się, że w kolekcji, która teraz jest w sprzedaży, zdecydowanie udało nam się to osiągnąć. Jak sama powiedziałaś, jest tam minimalizm, ale jednak ma on swój twist i wydaje mi się, że właśnie ten twist jest tym, co jest teraz w trendach. Jestem jednak przekonana, że naszą jedwabną sukienkę za pięć lat nadal będzie można bez obciachu założyć.

Małgosia: O, “bez obciachu” to też jest dobre sformułowanie! Ten aspekt estetyczny jest dla nas bardzo ważny. Zdecydowanie nie chcemy być obciachowe.

A bez czego chciałybyście widzieć polskie ulice? Wasza kolekcja na pierwszy rzut oka jest raczej wyjściowa…

Michalina: To słowo “raczej” jest kluczowe!

No właśnie, może na pierwszy rzut oka, bo faktycznie przy bliższym poznaniu widać, że to są rzeczy bardzo uniwersalne i spokojnie można w nich chodzić na co dzień. Zakładam, że jako twórczynie marki, chciałybyście widzieć swoje rzeczy na ulicach. Powiedzcie, czego wam na polskich ulicach brakuje, a czego jest tam waszym zdaniem za dużo i bez czego chciałybyście je widzieć.

Małgosia: Bez obciachu…

Michalina: Bez poliestru!

Małgosia: Tak, bez poliestru, to na pewno. Kiedyś pewien polski projektant mocno skrytykował polskie ulice i został za to strasznie zhejtowany. Ja myślę, że one wcale nie wyglądają źle. Wracając trochę do tego, co nas z Michaliną łączy i dzieli, jest między nami ponad dekada różnicy wieku. Ja pamiętam czasy komunistyczne, kiedy moja ciocia ubierała się wyłącznie w second handach. I wyglądała jak milion dolarów. To, co chciałybyśmy więc zobaczyć, to powrót do tego myślenia: co zrobić, żeby te rzeczy, które kupiłam dwadzieścia lat temu, jak te spodnie, o których wspomniała Michalina, założyć dzisiaj i wyglądać bez obciachu. Chciałybyśmy widzieć ulice bez tego modowego pośpiechu. I właśnie bez poliestru, żeby ta ulica mogła oddychać. Bez zapachów generowanych w autobusach latem przez ciuchy z poliestru. A nasze sukienki są właśnie dla normalnych ludzi. Nie pozycjonujemy się jako pijące non stop szampana. My jesteśmy kobiety pracujące, matki trójki dzieci, borykamy się z codziennością. I chcemy widzieć nasze sukienki w autobusach i tramwajach, nie tylko na koktajlach i fashion weekach. Chcemy dotrzeć do normalnych ludzi, którzy docenią, że to są produkty premium, ale mimo wszystko dla nich dostępne. Ta wysoka jakość musi trochę więcej kosztować, ale to nie jest też przepaść cenowa. U nas dzianinowa sukienka kosztuje na wyprzedaży 250 złotych, to jest 40 euro, to nie jest zabójcza kwota.

Michalina: Tyle kosztują dwie kawy na lotnisku.

Małgosia: Dokładnie. Chcemy, żeby nasze produkty docierały do dziewczyn, które niekoniecznie zarabiają dziesiątki tysięcy złotych. Do tych, które kupią sobie jedne porządne buty, jedną porządną torebkę, ale które nie pójdą do sieciówki. One chętnie przyjdą do polskiej marki, tylko ta marka musi sprostać ich możliwościom finansowym. I ta dziewczyna pewnie poczeka i kupi tę naszą sukienkę na przecenie. Ale wróci do nas, bo tę sukienkę będzie miała na lata. 

Wiem, że w modzie zawsze myśli się co najmniej jeden, o ile nie kilka sezonów w przód. Zechcecie zdradzić coś na temat kolejnej kolekcji?

Małgosia: Będą znowu głównie sukienki, ale mamy też takie ciekawostki, o których jeszcze mówić nie będziemy. Chcemy trochę zaskoczyć rynek, też takim podejściem metodologicznym. Wszystko to dobrze sobie przemyślałyśmy, ale poprosiłyśmy też o pomoc zewnętrznego konsultanta, którzy otworzył nam oczy na wiele kwestii i pomógł nam ukształtować pewną wizję. Nauczył nas bycia konsekwentnymi w działaniu. Będzie w tej nowej kolekcji na pewno trochę więcej koloru, bo takie też są teraz trendy na świecie. Myślę, że po tej pandemii potrzebujemy słonecznych, masłowych i różowych wzorów, radosnych. Jednak ciągle ma to swoją prostotę i minimalizm.

A jakie są wasze cele? Jak chcecie się rozwijać, zarówno pod względem estetycznym jak i biznesowym?

Małgosia: Teraz w październiku i listopadzie będziemy na targach w Dubaju. To dla nas duża szansa, żeby pokazać ten aspekt sustainability, bo tam jest to bardzo ważne. I pod tym kątem jesteśmy też innowacyjne, bo staramy się osiągać to w całym procesie produkcji. Z resztek tkaniny owijamy guziczki, żeby je jakoś zużyć, a ze ścinków skór robimy paski. Zależy nam na tym, żeby odpadów było jak najmniej. To wszystko chcemy tam wyeksponować.

Michalina: Tak, biznesowo będziemy na pewno próbować naszych sił na rynkach bliskowschodnich i mamy nadzieję nawiązać współpracę z butikami w tamtym regionie. Co nie zmienia faktu, że będziemy dalej się promować przez Instagram i sprzedawać głównie przez internet na polskim rynku. A jeżeli chodzi o trendy, to będziemy dalej przemycać kobiecość w minimalizmie, taka przyświeca nam myśl. I jak mówiła już Małgosia, robimy ubrania dla normalnych kobiet. A ja nie znam takiej kobiety, która nie lubiłaby się lepiej poczuć zakładając fajny ciuch. I tak to działa, że zakładamy coś i życie staje się trochę piękniejsze. Lepiej się czujemy i lepiej odnosimy się do innych, a i oni lepiej odnoszą się wtedy od nas. I to można osiągnąć piękną sukienką i czerwoną szminką, w to wierzę.

https://sans.pl/
https://www.facebook.com/SANS.OFFICIELLE
https://www.instagram.com/sans_officielle/

Share this post

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

PROPONOWANE

Organiczność

Powtarzaj za mną: Działam organicznie, działam organicznie  Zamiast:  Muszę bez tchu