Adam Fidusiewicz: Z pustyni i puszczy do Hollywood

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Cześć Adamie, miło się spotkać w tym klimatyzowanym pomieszczeniu.

Cześć Jakubie. Jakubie czy Kubo? 

Kubo. 

Cześć Kuba, miło cię widzieć w tym klimatyzowanym pomieszczeniu, ubrałem się na biało, bo dzisiaj jest bardzo ciepło.

Ja się ubrałem na granatowo – czarno, nie wiem czy do siebie pasujemy?

Pasujemy na zasadzie kontrastu.

To już jest czwarty raz kiedy próbujemy się spotkać. Dla tych, których wtedy nie było, najpierw był wypadek samochodowy, potem była burza, następnie ulewa, a teraz jesteśmy tutaj. Jeżeli coś się stanie nam dzisiaj to musimy to odpuścić.

Nie będziemy zaskoczeni.

Po pierwsze nie będziemy zaskoczeni, a po drugie – musimy już odpuścić wszystko, bo nie idzie nam w życiu niestety.

Albo po prostu zrobimy to pisemnie. 

Pewien etap został zakończony w Twojej karierze, pewien etap się rozpoczyna. Jak to jest pracować z kimś naście lat, tak jak było w przypadku Na Wspólnej?

Pracowałem tam już 18 lat. Z przerwami, bo odszedłem na czas szkoły teatralnej, potem nie było pieniędzy to wracałem, potem znowu odchodziłem, potem wracałem. Teraz biorę urlop na czas nieokreślony. Dużo się nauczyłem przez 18 lat pracy z kamerą, z oświetleniem, jak się ustawiać, gdzie chodzić, jak się szybko uczyć tekstu, jak improwizować sytuacje. Ktoś mi kiedyś powiedział, że żeby być w czymś w miarę oblatanym to trzeba 10 tysięcy godzin nad tym spędzić, więc ja to traktuję jako moje 10 tysięcy godzin pracy z kamerą, które mnie nauczyły jak z nią obcować. 

Tak też myślę z punktu widzenia mentalnego, jakie to musi być dla Ciebie niesamowite przeskoczenie. Zdecydowałeś, że zaczynasz nowy etap życia, jakbyś się wyprowadził z domu rodzinnego i teraz idziesz np. pracować za granicą. 

Tak, ale ostatnio wydaje mi się w ogóle, że to dobrze jak człowiek zmienia miejsca pracy albo w ogóle miejsca, środowiska, sytuacje. Myślę, że też pracujesz nad sobą, nad swoją osobowością, uczysz się asertywności i potem z tego, czego się wyuczyłeś, idziesz i sprawdzasz w jednym miejscu przez jakiś czas, potem wycofujesz się, znowu coś majstrujesz ze sobą, patrzysz co działa w tobie, a co nie, budujesz nowego siebie i idziesz sprawdzić to w innym środowisku. Jest trochę tak, że jak ktoś pamięta cię np. jako młodego chłopaka to przecież będzie cię tak kojarzyć, jako małego Adasia. „Na wspólnej” byłem małym Adasiem, a już nim nie jestem, dlatego odszedłem. Jestem dużym Adamem. 

Jeżeli chodzi zatem o Twoją dojrzałość, o tę drogę to co teraz? Bo to emploi aktora serialowego w Polsce przynajmniej jest trudne. Jak chcesz się wyrwać z tego? 

Rok temu bardzo chciałem odciąć się od wszystkiego i zrobić podróż taką wewnętrzno-zewnętrzną. Stwierdziłem, że rzucam wszystko, wypisałem się ze wszystkich teatrów, ze Wspólnej i myślałem sobie, że pojadę do Londynu i zobaczę co tam się dzieje, jak pracują aktorzy. Pojechałem tam w styczniu, spotkałem się z kolegami artystami, wysłałem maile do agencji, licząc, że ktoś odpowie i coś podziałam. Nikt nie odpowiedział. Trochę głupia sytuacja… i nagle przyszedł lockdown, więc miałem wygodny pretekst, żeby zostać jeszcze w Polsce.

No i tak sobie tu posiedziałem i pomyślałem, że może zamiast podróży wewnętrzno-zewnętrznej trzeba zrobić podróż wewnętrzno-wewnętrzną?

I nagle zaczęły mi się układać sprawy. Dostałem różne propozycje, łącznie z propozycją Hollywódzkiej produkcji.

Uwaga! Teraz garść luźnych spostrzeżeń:

Wszystko się bardzo szybko zmienia. Myślałem też o podejściu niektórych aktorów do reklam. Jak kiedyś aktor robił reklamę szamponu to środowisko go wyklęło, a potem nagle się okazało, że można robić reklamy. Wszyscy zaczęli robić reklamy i już nie ma czegoś takiego, ale dużo było takich, co opowiadało, że reklama to nigdy, przenigdy. Tak samo mówiło się, że serial nigdy, zepsujesz swoje aktorstwo jak pójdziesz do serialu. 

Nie pamiętam z kim rozmawialiśmy, ale była kiedyś u nas mowa o tym, że dziewczynki nie mogą iść do serialu, bo to wstyd, jak to mają grać księżniczki? Wtedy jedna z aktorek powiedziała: Ale kiedy mają zagrać księżniczkę? Jak będą miały 40 lat?

Ha! A jedna z pań profesor w szkole teatralnej mówiła: dziewczyny, róbcie sobie te nagie zdjęcia, róbcie, bo potem będziecie żałowały, że nie robiłyście, będzie pamiątka. Rozmawiałem też z koleżanką ze szkoły i ona opowiadała o swoim profesorze, który też mówił, że seriale to zło, że rozleniwiają, że to łatwe pieniądze, nie można tego robić i wtedy uczniowie sprawdzili pod stołem gdzie pan profesor zagrał. Jak się okazało: jeden i drugi serial, trzeci, a potem czwarty. Wszystko bardzo się zmienia i to jest super. Nie wiem czy nas umysł jest przygotowany do tego. Ostatnio odwoziłem Michała Sufina z Klubu Komediowego do domu, a właściwie zmusiłem go, żeby go odwieźć, bo bardzo chciałem z nim porozmawiać. Powiedział mi wtedy, że umysł ludzki jest ewolucyjnie przystosowany do tego, żeby mieć chyba 250 znajomych, a czasy są takie, że mamy pierdyliard bodźców, więc nasz umysł nie jest być może jeszcze dostosowany do czasów, w których żyjemy. 

I potem ludzie mają pretensje, że nie pamięta się każdej napotkanej osoby.

Rzeczywiście, nie pamiętasz ludzi.

Chciałem jeszcze wrócić do tego, w jaki sposób wychodzisz z etykiet? Jaki jest Twój pomysł na to? Czy będziesz teraz grać już takie role tylko totalnych zakapiorów? 

Gdyby to ode mnie zależało, gdybym ja produkował rzeczy, to bym sobie wziął np. takiego zakapiora albo coś nietypowego. Jestem jednak tylko pionkiem w tej całej układance, powiedziałbym, że nawet na samym końcu. 

Też nie jest tak, że jesteś początkującym aktorem, masz możliwość wybierania.

Tak, ale, tak jak mówisz, są różne etykiety i przez to też trzeba się przebijać, ale są sposoby. Cały czas wracam do tego, że czasy się zmieniają i w dobie self castingów można też nagrywać rzeczy w domu, można wysyłać do agentów za granicą, można się otworzyć na rynki i to jest super, że się dzieje. Jestem pionkiem, ale mogę wykonywać ruchy 😉

Zagranica Cię ciągnie.

Tak, ciągnie mnie trochę, pewnie przez sentyment też, bo pierwszy film jaki zrobiłem  to było W Pustyni i w puszczy. Pamiętam tę pracę po angielsku, pracę z zagraniczną ekipą i miło to wspominam. Cały czas mi się to trochę marzy, pewnie dlatego tak się cieszyłem jak ostatnio miałem okazję wziąć udział w hollywoodzkiej produkcji, to było takie wow. A to wszystko dzięki temu, że nagrałem self-tape w domu. Cieszę się, że można nagrać się w domu, na swoim sprzęcie, na białej ścianie, wystarczy kupić jedną lampę i możesz nagrać w domu materiał, który leci do Stanów Zjednoczonych. Tam to oglądają, nie musisz specjalnie jechać , co się wiąże z dużymi kosztami, więc cieszę się, że wysłałem swoje zgłoszenie i się udało. Jestem tam młodą wersją głównego wroga Jacka Ryana, Rosjanina.

Szok.

Polak gra Rosjanina, jak to możliwe? 

Myślę, że cały czas musisz się mierzyć z takiego rodzaju odbijaniem się od tego, że ktoś chce Cię upupić. Twoja kariera zaczęła się bardzo wcześnie i tak bardzo intensywnie, bo to był hit.

Superprodukcja.

Teraz nie ma takiego hitu jak wtedy, że każdy to obejrzał.

To była lektura szkolna, każdy to musiał zobaczyć. 

Wtedy musiałeś walczyć z tym obrazem Stasia, potem musiałeś walczyć z obrazem Maksia w Na Wspólnej. Wydaje mi się, że teraz jest taki moment, że próbujesz być dorosłym, dojrzałym facetem i boisz się, że przeszłość Cię dogania. 

Że znowu będę upupiony? Rzeczywiście, jest coś takiego. Myślę, że jestem grzeczny z domu. Z jednej strony szalony, a z drugiej uprzejmy. Mam duży szacunek do starszych. Jak z kimś gadam to staram się nie wywyższać. To jest z jednej strony miłe, ładne, szlachetne, a z drugiej to dobry materiał na to, żeby pouczać takiego gościa jak ja. 

Szczególnie, że, tak jak mówiliśmy na początku, jak Cię zapamiętają, tak jak cię widzą. Najpierw byłeś Stasiem, potem byłeś Maksiem, to tak będą o tobie myśleć.

Pewnie tak. Ja robię po prostu swoje i wydaje mi się, że im bardziej się z czymś chcesz mocować i mierzyć, to tym bardziej to będzie Cię dotykało. Jak robisz inne rzeczy, swoje projekty to chyba stopniowo się rozchodzi. Jakiś czas temu wyprodukowaliśmy własny spektakl teatralny, który się nazywa Telewizja kłamie z Bartkiem Kasprzykowskim, z Tamarą Arciuch, Bartkiem Opanią.

Z panem Paszczykiem, który był u nas niedawno.

Był u was niedawno? Super! On to napisał, cały scenariusz. Sztuka jest bardzo ciekawa, ponieważ pokazuje stacje telewizyjne od kulis. Są tam cztery fikcyjne stacje, które mogą się kojarzyć z prawdziwymi. 

Jak w Smoleńsku TVM. 

Dokładnie tak. Mamy tu akurat TNV i pokazujemy tam w sposób satyryczny i wesoły co zachodzi za kulisami, kiedy ludzie nie widzą, jak dużo jest dookoła nas tych fałszywych uśmiechów, jak schodzą z anteny i mina rzędnie. Ile jest sytuacji, że nie możesz czegoś powiedzieć, bo góra zabroniła? My to mamy przedstawione w satyryczny sposób i bardzo lubimy to grać.

Myślałeś, żeby pisać coś swojego?

Piszę dziennik, codziennie, zapisuję co się wydarzyło w ciągu dnia. 

Dzienniki Fidusiewicza. Twoja czwarta żona będzie je chować i sprzeda je w przyszłości za miliony. 

Ale to jest zaszyfrowane! W czasie pandemii bardzo się zainteresowałem technologią, sposobem szyfrowania danych, systemami operacyjnymi, odnalazłem się w Linuxie.

Szyfrujesz swoje dzienniki? 

Szyfruję swoje dzienniki, swoje maile, wiadomości, ponieważ żyjemy w takich czasach, że duże korporacje typu Google, Amazon mają dostęp do wszechwiedzy na nasz temat. Sczytują nasze maile i na podstawie tego przedstawiają nam różne reklamy, to wszystko się dzieje samo. Okazało się, że są usługodawcy, którzy dostarczają skrzynki mailowe, które są z automatu szyfrowane. Jeśli chcesz mieć swoją skrzynkę, do której nikt nie zagląda z władz, to możesz skorzystać z tego.

I piszesz tam?

Od tego mam Joplina, też zaszyfrowany notatnik, też darmowy. Szyfruję też listę kontaktową, więc nikt nie wie z kim się kontaktuję. Jak ktoś będzie chciał sprawdzić z kim się zadaję, to nie będzie wiedział kogo mam w książce kontaktowej. I mnie to cieszy. Takie małe rzeczy technologiczne mnie radują. Nie to, że robię coś tajnego, ale sama świadomość, że umiem to zrobić technologicznie już daje mi przyjemność. Jak będę chciał kogoś zamordować, to będę wiedział jakimi kanałami się posłużyć, żeby raczej mnie nie znaleźli. 

To jeżeli ja będę chciał kogoś zamordować, to zgłoszę się do Ciebie.

Grzebałem ostatnio trochę w darknecie i są różne ciekawe strony. Np. mafii azerbejdżańskiej i oni tam mieli taką bardzo elegancką, miłą stronę, na której masz pytania i odpowiedzi: jak zamordować, jak udowodnić, że ktoś umarł, jak można się u was zatrudnić, jest to bardzo proste. Bardzo mili ludzie, choć nie wiem czy to nie jest fake, bo też CIA siedzi w darknecie też i podstawia fałszywki, żeby zatrzymywać ludzi, którzy potencjalnie chcą kogoś zabić. To jest dość delikatny temat z tym darknetem, bo to jest niebezpieczne, nigdy nie wiesz na kogo trafisz. 

Bardziej myślałem o tym, żeby pogadać o dzienniku, ale rozumiem, że temat szyfrowania Ciebie interesuje mocno. 

Mam dziennik, notuję w nim, staram się codziennie, bo okazuje się, że dużo rzeczy się wydarza, dużo myśli, które warto zanotować, które mogą się przydać w scenariuszu albo standupie.

Masz teraz jakiś pomysł?

Na stand up? Mam! Może w Klubie Komediowym można go zrobić. Mam historię o tym jak byłem u proktologa, bardzo lubię ją opowiadać. Myślę, że to już jest podstawa, lubić opowiadać historie. Nie będę na razie zdradzać sekretów. 

Myślę, że to jest coś związanego z odbytem, jeżeli mam być szczery. 

Tylko jedną ciekawostkę zdradzę. Pan doktor zadał mi najgorsze pytanie jakie mógł zadać, zgadnij jakie? 

Co jemy? 

To byłoby dziwne, ale jeszcze dziwniejsze. 

Lubisz to? 

Zapytał mnie: Pan nie jest aktorem przypadkiem? I wtedy pomyślałem: Skąd on to wie? Może mam tam Brailem tam napisane. 

Albo: wystarczająco luźno, widzę, że było dużo castingów. 

Nie, to raczej dyrektorzy teatrów mają luźno, bo to im wszyscy wjeżdżają w tyłek. 

Czyli rozumiem, że możemy się spodziewać stand-upu co najmniej? 

Tak. Czerwiec był dla mnie przełomowy. Zamknąłem temat „Na Wspólnej”, otworzyłem trasę z kabaretem Paranienormalni, odmroziłem spektakl Telewizja Kłamie. Skończyłem nagrania Jacka Ryana. Zapisałem się na lekcje rosyjskiego. Wsjo haraszo i dawaj!

Życzę Ci zatem, żeby wszystkie projekty udały się z palcem w tyłku, jak to mówisz.

Dziękuję bardzo.

Dzięki bardzo.

Reklama

Co nowego w zoo

Gdański Ogród Zoologiczny przez lata niezmiennie przyciąga uwagę zarówno turystów,