O przekraczaniu granic w spektaklu „Czarny kwadrat. SONATA FOR KEYBOARD AND TAP”

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Zanim jeszcze przekroczysz drzwi na salę, gdzie wszystko ma swój początek i koniec, w Twoje ręce trafia instrukcja obsługi. W jaki sposób najlepiej przeżyć spektakl/koncert i doświadczyć go w każdy możliwy sposób? Jak się okazuje – na pewno nie na siedząco. „Czarny kwadrat. SONATA FOR KEYBOARD AND TAP” to oczyszczające połączenie dźwięków, ruchów, a także swoista mieszanka absurdów

Scenografia jest prosta – na środku, w kształcie kwadratu, zostały ustawione klawisze. Cztery instrumenty, przy których niedługo później miały pojawić się cztery aktorki. Przestrzeń nie została jednak zamknięta na widza – to tytułowy czarny kwadrat znany z obrazu (i scenografii przygotowanej przez) Malewicza. Forma, tylko z pozoru wydaje się zamknięta – podobnie jest na scenie. Czarny kwadrat jest źródłem, swoistą podstawą, z której można czerpać dalsze inspiracje. Punkt wyjścia dla każdego widza wygląda podobnie, jednak to w gestii jednostki pozostaje dalsza interpretacja.

W przypadku zaburzenia standardowej formy interakcji odbiorca/przestrzeń sceniczna, gdzie strefa sacrum i profanum zostają zmieszane, pole interpretacyjne również samoistnie się rozszerza, tym sposobem, każdy z granych spektakli pozostaje unikatowy. To od widza zależy, w jaki sposób wejdzie w interakcję z przestrzenią, na ile da upust ruchom lub na ile będzie kontemplował innych ludzi z zajętego na początku siedzenia.

Dzięki zmianie położenia, ustawieniu się niżej, bliżej czy dalej instrumentów, zmienia się również percepcja dźwiękowa. Muzyka, wydobywająca się z instrumentów często jest jednostajna, co z początku może lekko przerazić, bowiem całe widowisko trwa dwie godziny. Są to, jednakże dźwięki (często) kojące, wprowadzające w stan głębokiego relaksu tudzież nawet medytacji. Oprócz doznań słuchowych, na biurkach położone zostały teksty Anny Świrszczyńskiej pt. „Czarny kwadrat”. To krótki dramat pełen absurdów, w którym występują dwie główne postaci – Wariat oraz Zamiatacz – oraz poboczne (przykładowo Kubek w Kubek lub Niemożliwość, czyli kochanka Wariata). Po zaznajomieniu się z tekstem, przedstawienie nabiera nieznanej dotąd formy – staje się pełniejsze i bardziej zrozumiałe.

Pojawia się problematyka manipulacji jednostką, która nie zawsze świadomie widzi wszystkie sprawy wokół niej – podobnie jak w przypadku widza teatru Teraz Poliż. Druga opcja wszakże ma dwie godziny na odkrycie dobrze przetasowanych kart i może to zrobić z dowolnego zakątka przestrzeni.

Czarny kwadrat to nie tylko tytuł spektaklu/koncertu. To także przedmiot pojawiający się u Świrszczyńskiej oraz na scenie Komuny Warszawa. To początek, środek i koniec, do którego każdy dodaje swoją indywidualną cząstkę. Czy przedstawienie będzie czystą eksploracją przestrzeni, zanurzeniem się w dźwiękach, wspólnym doświadczeniem bycia, czy początkiem rozważań, to już zależy od Ciebie.

Reklama