Igor Mitoraj. „Antyczny” rzeźbiarz

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Uwielbia fotografować się na tle swoich rzeźb. A tych tworzy wiele. Pytany o place, na których stawia mlecznobiałe bloki marmuru i lśniące brązy, wymienia jednym tchem: Kraków, Japonia, Stany Zjednoczone, Rzym, paryska La Defense, Mediolan. Podkreśla, że nie rozumie współczesnej sztuki. Igor Mitoraj. Artysta ryzykant. Outsider. Twórca uwspółcześnionego antyku.

Emigrant

Urodził się 26 marca 1944 roku w niewielkiej miejscowości Oederan w Rudawach. Początkowo nic nie zapowiada, że zostanie artystą. Jest synem deportowanej przymusowo robotnicy i francuskiego oficera Legii Cudzoziemskiej, teraz jeńca wojennego. Matka Igora wygląda na zdesperowaną. Mimo braku perspektyw jedzie do Grójca. Tam ma rodzinę, może liczyć na pomoc. W wolnym czasie Mitoraj siada w cieniu drzew i marzy. Zagraniczne podróże, sława i pieniądze są na razie poza jego zasięgiem. Nie dotyczy to rysunku i malarstwa. Tworzy pierwsze portrety, martwe natury. Bardziej od nich pociąga go tylko rzeźba. Gdy kończy liceum plastyczne w Bielsku – Białej ma tylko jeden cel. Studia na ASP. Wybór pada na Kraków i Tadeusza Kantora. Wielkiego mistrza, pod okiem, którego szkoli się Mitoraj. Pięć lat mija Igorowi niezwykle szybko. Grafika, ilustracja, a może rzeźba. Nie potrafi zdecydować się na jedno medium. Wreszcie wyjeżdża. Studia w paryskiej Ecole Nationale Superieure des Beaux Arts są marzeniem niejednego artysty. Mitoraj natychmiast zakochuje się w Mieście Świateł. Tworzy pierwsze grafiki i obrazy. Współpracuje nawet z galerią La Hume w Dzielnicy Łacińskiej. Szybko się jednak nudzi. Wtedy postanawia zająć się rzeźbą.

Rzeźbiarz

Ekspozycja w ArtCurial zmienia wszystko. Dotąd nieznany nikomu artysta nagle zostaje obwołany gwiazdą. Wykonane ze szlachetnych bloków kararyjskiego marmuru – tego samego, po który kilkaset lat wcześniej sięgał Michał Anioł – dzieła, zachwycają. Do tej wystawy Mitoraj przygotowuje się długo. Wyjeżdża do Pietrasanty, gdzie przy okazji znajduje dom. Chociaż podróżuje po całym świecie, najchętniej wraca do usytuowanej wokół drzew willi.

Perfekcyjnie popękane, inspirowane antykiem rzeźby przyciągają wzrok. Krytycy zgodnie kiwają głowami. Oto narodził się nowy geniusz. Antoni Janusz Pastwa: „Widziałem jego prace przy British Museum w Londynie czy w Hadze – wspaniale usytuowaną głowę, pięknie organizującą przestrzeń – dziwna, czarna forma twarzy, zsuwająca się do morza. Dodawała temu otoczeniu jakiegoś szczególnego, nostalgicznego klimatu. Zazdrościłem mu tego. Twarz, ustawiona na rynku krakowskim też wspaniale działa. Więcej takich dopełnień! Aktualnie dopełniamy przestrzeń publiczną kiczem i wszyscy sobie z tego zdają sprawę”.

Twarz to jedno, usta drugie. Wargi podobne do warg rzeźbiarza stają się znakiem rozpoznawczym Mitoraja. Perfekcjonista. Wyjeżdża do Meksyku tylko po to, by dowiedzieć się więcej o kulturze Azteków. W Grecji podziwia antyczne posągi. Czemu zakochał się w antyku? „Odczuwam silną potrzebę odnalezienia trwałych punktów odniesienia, niezmiennych wartości, korzeni cywilizacji, w której wzrastałem. Sztuka klasyczna pozwala lepiej żyć w tym głupkowatym świecie. I podobne potrzeby dostrzegam u wielu widzów zmęczonych tzw. nowoczesną sztuką”.

Swoje dzieła stawia na ulicy. Wyjaśnia: „Rzeźby na ulicy likwidują bariery psychologiczne, bo nie trzeba zaplanować sobie wizyty w muzeum, nie trzeba płacić za bilet.” Uważa, że sztuka powinna wyrażać piękno, co w latach 80. wielu uznaje za mrzonkę. Sztuka Mitoraja nie jest jednak zagrożona. Za pozytywnymi opiniami przychodzą pieniądze. Dla artysty nastają dobre czasy. Spływają zamówienia. Oprócz dużych miast marzących o pracy od Mitoraja, o uwspółcześnione antyczne posągi walczą właściciele firm.

Pastwa: „Jego sztuka znalazła tylu inwestorów, którzy zabiegali o realizowanie jego projektów. One nawiązują do antyku, do sprawdzonej formy. To jest forma piękna, co do tego nie ma wątpliwości. On dodał do niej własny, mitorajowski sznyt. Czasem mu się wyrzuca, że to greckie. A to nie greckie jednak, tylko mitorajowskie. Moim zdaniem on wypełnił potrzebę piękna. Zachwycamy się piękną architekturą, powinniśmy zachwycać się także rzeźbą w przestrzeni publicznej.”

Zanim Igor podejdzie do marmuru lub brązu, spogląda na grecką rzeźbę. „Tu w mojej pracowni stoi stara oryginalna grecka rzeźba. Mam ją od lat, codziennie się jej przyglądam i codziennie odkrywam w niej coś nowego. Wystarczy, że nieco zmieni się kąt padania światła (…)”. Po latach stwierdzi, że większość prac podoba mu się przez chwilę, potem czuje się nienasycony. To właśnie nienasycenie sprawia, że nadal przyjmuje zamówienia. Jego „Ikar”, „Centuro”, „Eros” czy „Gorgona” są wymieniane jednym tchem wśród najwybitniejszych dzieł XX wieku.

Perfekcjonista

Dba o każdy, nawet niewidoczny gołym okiem detal. Popękany brąz staje się dla Mitoraja symbolem zdegradowanej sztuki. Tłumaczy: „Jeżeli za poważną sztukę uważa się dziś obieranie ziemniaków w galerii, to ja dziękuję, wolę być outsiderem i nie mieć z tym nic wspólnego. Dzisiejszą sztukę zaanektowała niewielka grupa ludzi, aroganckich technokratów, narzucających gusty i systemy wartości, dla których jedynym celem jest zysk”. Zniesmaczony dodaje: „Wszystko jest na sprzedaż: duch, ciało. Bez zahamowań. A karty rozdają marszandzi. Z uporem lansują się te wszystkie «post»: postmodernizm, postkonceptualizm, postbeuysa, postduchampa. Sztukę odcinającą się od emocji i prawdziwych przeżyć, od naszych wspólnych korzeni. Wchodzę do muzeum i nic nie rozumiem z tego, co widzę. Jakieś wiszące sznurki, rozrzucone cegły, kupa na prześcieradle”. Rzeźbiarz unowocześnia wpisane do stałego kanonu sztuki przedstawienia. Tak jest z tzw. Drzwiami Anielskimi wykonanymi dla kościoła Matki Boskiej Łaskawej w Warszawie. Mitoraj: „Niektórych może szokować zupełnie inny niż tradycyjny wizerunek Madonny, która spogląda z góry na dwa uchwycone w ruchu anioły”.

Igor Mitoraj nigdy nie miał problemu z zamówieniami. Antyczne uwspółcześnione posągi, torsy i zastygłe w bezruchu twarze dla rzeźbiarza stały się przepustką do sławy. Tak więc mit biednego artysty nie zawsze się sprawdza.

Reklama