Christopher Wool. Geniusz postkonceptualizmu

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Uwielbia, proste, minimalistyczne prace. Nawet gdy zgadza się na pozowanie wśród swoich dzieł, zakłada nieśmiertelną białą koszulę. Prowokator? Geniusz czy artysta powielający prace innych? Zamiast postaci umieszcza na płótnach rzucające się w oczy czarne, drukowane litery. Christopher Wool. Kim jest i jak tworzy?

Przypadkowy artysta

Mówi, że w jego życiu o zostaniu malarzem zadecydował przypadek. Wool, syn biologa molekularnego i pracownicy księgarni, nie ma korzeni artystycznych. Chociaż urodził się w połowie lat 50. (konkretnie w 1955 roku), gdy w Ameryce modne były prace Pollocka, Warhola i innych twórców, zaczął tworzyć dopiero w wieku 18 lat. To wtedy przez kilka semestrów uczestniczył w kursach nowojorskiej New York Studio School. Porzuca naukę na rzecz undergroundowych filmów i muzyki. Zanim stworzy kilkadziesiąt „słownych obrazów”, Christopher współpracuje z Joelem Shapiro. Być może właśnie wtedy Wool dostrzega białą ciężarówkę z czarnymi napisami. Ken Johnson, dziennikarz „New York Times”: „W latach 80. Christopher Wool malował w stylu Neo – Pop, używając komercyjnych wałków do nakładania dekoracyjnych wzorów na białe panele. Pewnego dnia zobaczył nową białą ciężarówkę, na którą naruszono namalowane sprayem słowa «seks» i «kochanie»”.

Tak zaczyna się jego wielka przygoda ze sztuką. Stosuje aliterację, usuwa z wyrazów spółgłoski. Na wystawach czymś oczywistym jest, że prace Woola „czyta się” na głos. Tak jest m. in. na pierwszej zbiorowej ekspozycji malarza. Potem nastaje złota era lat 80. Dobry czas dla malarza pokroju Christophera.

„Czas apokalipsy”

Historia kapitana Benjamina Willarda, dezertera amerykańskiej armii, który stworzył własne quasi państwo, dla Woola staje się symbolem wolności. Również finansowej. Gdy w 1988 roku powstaje praca inspirowana cytatem z filmu Francisa Coppoli, o artyście słyszy świat. Reprodukcje z czarnymi literami stają się wyznacznikiem dobrego smaku. Johnson: „Pan Wool namalował własny obraz używając tych słów, a następnie zaczął malować obrazy z dużymi, czarnymi literami z wytłoczonymi napisami, mówiącymi na przykład «Biegnij z psem» lub «Sprzedaj dom, sprzedaj samochód, sprzedaj dzieci». Obrazy uchwyciły przerażający, euforyczny nastrój wzlotów, podobny do naszego czasu”. Ostatecznie dzieło trafia pod młotek w 2006 roku za 26.4 milionów dolarów. To rekordowo wysoka suma za pojedynczy „słowny obraz” Woola.

Uporządkowany chaos

Wool jest mistrzem uporządkowanego chaosu. Abstrakcje z naniesionymi na płótno napisami wyglądają jakby powstały w przeciągu 5 minut. To nieprawda. Christopher godzinami planuje każdy szczegół, dba, by pasował do kompozycji. Zanim użyje pistoletu natryskowego, powszechnie stosowanego w technice sitodruku, wykonuje pierwszy rysunek, z którego… usuwa kontury. Potem, dzięki rozpuszczalnikowi uzyskuje zupełnie nowe dzieło. Prace trwają długie miesiące. Nic dziwnego, że Wool, gdy ma dosyć ślęczenia nad szablonami, robi setki czarno – białych zdjęć. Tak powstaje „East Broadway Breakdown”, książka złożona ze 160 fotografii mostów, budynków i innych zabytków Broadway’u. W Stanach pozycja niemal od razu staje się bestsellerem. Białym krukiem wśród kolekcjonerów twórczości Woola.

Woolomania

Prace Woola kosztują fortunę, stać na nie tylko milionerów. Nic dziwnego, że do Museum of Contemporary Art ustawiają się długie kolejki. To jedyna okazja, by zobaczyć wszystkie zebrane w jednym miejscu dzieła Woola. Chętnych jest tak wielu, że artysta zgadza się, na zaprezentowanie „słownych obrazów” w szwajcarskiej Kunsthalle Basel i Art Institute of Chicago. W rodzinnym mieście staje się kimś na kształt Beatlesów. Rozdaje autografy, udziela wywiadów, coraz częściej pojawia się w mediach. Czarno – białe minimalistyczne obrazy stają się jego znakiem rozpoznawczym. Wool chętnie wypożycza je do galerii i muzeów.
Najważniejsze okaże się dla niego Muzeum Guggenheima. W słynnej amerykańskiej galerii wystawiają najlepsi, najbardziej liczący się na świecie artyści. Wool, teraz członek Amerykańskiej Akademii w Rzymie, laureat kilku nagród (w tym prestiżowej nagrody Wolfganga Hahna), wreszcie zalicza się do ich grona.


Wielbiciele sztuki postkonceptualnej, których nie stać na wyłożenie grubych milionów za oryginalne dzieło Woola, muszą zadowolić się reprodukcjami. Z kubków, plakatów, płóciennych toreb, a nawet znaczków pocztowych wyłaniają się duże, drukowane litery. Ile trzeba zapłacić za pracę Christophera? W 1990 roku nieznany nabywca posiadł „Untitled”, pierwszy obraz z cyklu ze złamanym słowem FOOL za 7.7 milionów dolarów. To wcale nie jest rekord! „Czas apokalipsy”, najsłynniejsze dzieło Woola, trafiło pod młotek za 26.4 miliony, a monumentalny obraz ze słowem RIOT poszedł za 29.9 miliona dolarów. Chociaż Christopherowi daleko do Davida Hockney’a, obecnie najdroższego żyjącego artysty, to jednak oszczędne obrazy Woola są łakomymi kąskami dla wielbicieli stylu malarza.

Prac Christophera Woola można nie lubić, ale nie sposób przejść obok nich obojętnie. Jedni uważają go za prowokatora, inni za geniusza, jeszcze inni mówią o nim po prostu artysta. On sam woli nazywać się malarzem. Ikoną postkonceptualizmu.

Reklama