Piotr Sobik: Nie myślę o rzeczach, nad którymi nie mam kontroli

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Wiedziałem, że muszę coś zrobić, coś zmienić. Połączyłem pasję do fotografii i podróżowania z chęcią pomocy osobom z mniejszym doświadczeniem na temat choroby, która nas łączy. Teraz staram się nie szukać problemów, tylko cieszyć się tym, że mam swój projekt, że za chwilę wylatuję w kolejne miejsce. Żyję dniem dzisiejszym – mówi Piotr Sobik, fotograf i podróżnik, autor projektu Najważniejszy Dzień w Życiu. W wywiadzie dla Anywhere opowiada o ciekawości do świata, kontrastach i odnajdywaniu siebie.

Mówisz o sobie, że jesteś typem samotnika. Czy dlatego znalazłeś się ostatnio w amazońskiej dżungli?

Piotr Sobik: Być może. Ciągle mnie gdzieś ciągnie, ciągle od czegoś uciekam. Nie wiem dlaczego, ale wiem, że lubię być sam. Jednocześnie czuję się samotny, będąc sam – jest to paradoks, ale potrzebuję wiele czasu, żeby pobyć sam ze sobą. Szczególnie teraz. Mam wrażenie, że dopiero poznaję, odnajduję siebie i zaczynam wreszcie siebie rozumieć.

Dlatego powstał projekt Najważniejszy Dzień w Życiu?

Projekt zrodził się naturalnie i jest częścią mnie, zawsze był we mnie. Czekałem aż pojawi się odpowiedni moment w moim życiu i kiedy będę odpowiednio dojrzały, aby się za niego zabrać. Mówiąc dojrzały, mam na myśli zarówno dojrzałość mnie jako fotografa, jak i osoby. Nie bez znaczenia jest tutaj choroba, która kierowała moim życiem i decydowała, kiedy muszę spędzić czas w łóżku. Tematyka fotografii ślubnej jest tylko podsumowaniem mojej 11-letniej pracy oraz wniosków, jakie wyciągam po tym okresie, czyli bardzo szybko zanikających tradycjach ślubnych.

slub_w_ameryce_poludniowej_3

Jak dowiadujesz się o ślubach? Czy ludzie sami kontaktują się z Tobą, czy znajdujesz ich Ty?

W Brazylii miałem tylko jedną znajomą, której podesłałem pomysł na projekt. Ona zaczęła go rozsyłać wśród swoich znajomych. Takim łańcuszkiem dotarłem aż do Amazonii. Sporo ludzi wykazało zainteresowanie: przyjeżdża do nich człowiek z drugiego końca świata i chce sfotografować ich śluby. Natomiast mój drugi kierunek – Etiopia, to jedna wielka niewiadoma. Plan jest nieco szalony. Zamierzam wylądować i poszukać choćby jednego ślubu. Zapewne przejdę się do paru kościołów i popytam.

Czyli jedziesz na przypał.


Reklama

Totalnie.

Ale z jakiegoś powodu wybrałeś właśnie Etiopię.

Przyznam, że nie bez znaczenia była atrakcyjna cena biletu. Miałem w planach ciekawe, dalekie miejsca, w tym również Afrykę. Bilet zabukowałem jakieś dwa miesiące temu. Z racji tego, że nie mam jeszcze sponsorów, muszę bardzo uważać na budżet. Bilet to już połowa sukcesu. A na miejscu można jakoś przeżyć.

slub_w_ameryce_poludniowej_5

Jakoś?

Mówię z doświadczenia. W Brazylii nie spędziłem ani jednej nocy w hotelu. Ludzie sami decydowali, u kogo zatrzymam się w następnej kolejności. Spędziłem dwa tygodnie w Amazonii, jedząc tylko ryż i fasolę. To samo, co mieszkańcy. Dostosowałem się do trudnych warunków, momentami wręcz spartańskich. Okazuje się, że człowiek wcale nie musi jeść tyle, ile nam się wydaje, żeby przeżyć. To niesłychane doświadczyć czegoś takiego, a następnie trzy dni później znaleźć się na weselu wśród bogaczy, gdzie na stołach znalazło się wszystko, co tylko można sobie wyobrazić. Fajny kontrast. Dlatego nie boję się, jak przetrwam w Etiopii, bo wiem, że dam radę.

Pokazujesz skrajności – zarówno ludzi biednych, jak i zamożnych. A jak Ty widzisz swoich bohaterów?

W dniu ślubu ludzie, widząc obcego człowieka z aparatem, często zachowują się nienaturalnie. Dopiero z czasem, gdy przekonają się, że on jest szczery i normalny, ich sposób bycia się zmienia. I wtedy najłatwiej pokazać, jacy są prawdziwi. Ale i kontrastowi. To ma być dokument na temat ludzi – niezależnie od ich statusu majątkowego.

Który z brazylijskich ślubów zrobił na Tobie największe wrażenie?

Każdy z nich był na swój sposób wyjątkowy. Pierwszy był bardzo podobny do ślubów, które odbywają się w Polsce. Wiążą się z nim duże emocje, bo od niego zacząłem projekt. Nie wiedziałem, jak to wszystko będzie, czy to się uda. Ale się udało, pomyślałem sobie: to się dzieje. Zaplanowałem sobie coś, w co mało kto wierzył i dałem radę. Drugi ślub – 6 homoseksualnych par, był według mnie najbardziej prawdziwym. Tam widziałem więcej emocji niż na jakimkolwiek innym ślubie. Oni po prostu cieszyli się, że mogli to zrobić – oficjalnie stać się małżeństwem. Z kolei Amazonia była egzotyczna sama w sobie. Na ślub do dżungli przypływano łodziami, na stole znajdował się popcorn i ciasto kukurydziane.. Niesamowite przeżycie, choć momentami niebezpieczne. Wychodzisz do toalety, a konkretnie do lasu, i musisz uważać na węże. Jeśli jakiś cię ukąsi, masz słabe szanse na przeżycie – do najbliższego lekarza płynie się dwie godziny. Ostatni ślub był natomiast pełen przepychu. Ze skrajnie biednej Amazonii, gdzie bardzo zżyłem się z ludźmi, znalazłem się wśród bogaczy, którzy niczego sobie nie odmawiali. Zestawienie dwóch kompletnie różnych światów.

slub_w_ameryce_poludniowej_2

Ten projekt, mam wrażenie, jest także o Tobie…

Myślę, że tak (śmiech). Miałem taki moment w życiu, że wiedziałem, że muszę coś zrobić, coś zmienić. I muszę zrozumieć siebie. Dlaczego ja choruję? Postanowiłem zrobić coś zupełnie dla siebie od serca, czyli połączyłem pasję do fotografii i podróżowania z chęcią pomocy osobom z mniejszym doświadczeniem na temat choroby, która nas łączy. Te elementy mogą przecież przynieść tylko pozytywne efekty. Dla mnie było to odnalezienie samego siebie. Teraz staram się nie szukać problemów, tylko cieszyć się tym, że mam swój projekt, że za chwilę wylatuję w kolejne miejsce. Nie myślę o rzeczach, nad którymi nie mam kontroli. Żyję dniem dzisiejszym.

Co będzie, to będzie?

Życie mi pokazało, że nie mam innego wyboru. Moja choroba – zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa – już dwa razy sprowadziła mnie do parteru. Pogodziłem się z tym i przestałem się bać. Był moment, że było bardzo źle. Teraz biorę życie takim, jakie jest i staram się przeżyć je jak najpełniej.

O czym marzy Piotrek?

Żeby było fajne, ciekawe lądowanie (śmiech). Zawsze, kiedy jadę do nowego miejsca, to wiem, że to będzie coś niesamowitego. Chcę doświadczyć tego znowu. A cała reszta? Lepiej nic nie zakładać. Mógłbym powiedzieć, że chciałbym wydać ten album, skończyć projekt, ale nie wiem jeszcze, co z niego wyniknie. Kiedy wysłałem swój pomysł do Stowarzyszenia 3majmy się razem, w krótkim czasie wszedłem w inny projekt i sfotografowałem 10 chorych osób. Zrobiliśmy wielką kampanię, zorganizowaliśmy wystawę w Warszawie. Nigdy wcześniej nie pomyślałem, że mógłbym wybrać kilka osób chorujących na to samo, co ja i pokazać ich historie. Nagle za pośrednictwem mediów mówię o chorobie, o której mało kto wie. Nagle moje środowisko dowiaduje się, że ja choruję, pojawiają się kolejne osoby, które chcą podzielić się swoimi doświadczeniami. Wyniknęło z tego coś nowego, dobrego.

Skoro mówimy już o projektach, warto wspomnieć, że wspierasz również akcję „Reumatyzm ma młodą twarz”.

Temat jest mi bardzo bliski. Przyjmuje się, że reumatyzm jest dolegliwością ludzi starszych. A dotyka ona także i młodych, którzy są mocno zdezorientowani. Nie ma dla nich dobrej pomocy – medycyna jest na takim poziomie, że może jedynie opóźniać efekty tej choroby. Panuje jedna wielka dezinformacja. Ludziom zawala się życie. Dowiadują się, że będzie do nich powracał straszny ból, muszą stale przyjmować leki i wiedzą, że średnio u nich z przyszłością.

Najważniejszy Dzień w Życiu w takim razie wcale nie dotyczy jedynie tematyki ślubnej.

Bardzo chciałbym pokazać, że świat wcale nie jest taki straszny. Przerażają mnie zachowania ksenofobiczne. Wielokrotnie słyszałem: nie jedź tam, tam jest dziko i niebezpiecznie. I z takim nastawieniem jechałem do Brazylii. A okazało się, że jest zupełnie inaczej. Staram się walczyć ze stereotypami i mam nadzieję, że odczaruję również Etiopię, pokazując, że nie jest to jedynie najbiedniejszy kraj na świecie, do którego nie należy jechać.

Co wcale cię nie powstrzymuje.

W żaden sposób. Chcę tam dotrzeć i przede wszystkim sam wyrobić sobie zdanie. Wiem, że nikogo do tego nie przekonam tylko dlatego, że tam byłem. Mam nadzieję, że pomogą mi w tym moje zdjęcia, które pokażą, jak jest naprawdę. Ostatnio zostałem zaproszony do przedszkola i pokazałem maluchom amazońskie dzieciaki: w jakich warunkach mieszkają, co jedzą, że nie mają telefonów ani komputerów. Sześciolatki były tym bardzo zainteresowane, Już wiedzą, jak wygląda Brazylia, jakie dzieciaki tam mieszkają i że jest inny świat, równie pozytywny. 

slub_w_ameryce_poludniowej

Brazylia, Etiopia, jakie jeszcze kierunki masz w planach?

Bardzo chciałabym zobaczyć Himalaje, ciągnie mnie do Nepalu. Na pewno jeszcze Kirgistan. Wiem, że nadal praktykowane jest porywanie dziewczyn i zawożenie do domu przyszłego pana młodego, gdzie aranżuje się ślub. To jednak temat na kilka miesięcy. Najważniejsze jest zbliżenie się do ludzi.

 

 

Wesprzyj projekt Piotra Sobika

Piotr prowadzi profil na www.patronite.pl/ndwz, gdzie można bezpośrednio wpłacać dowolną kwotę od 20 do 100zł. Zarówno osoby prywatne, jak i firmy, mogą się również skontaktować się z autorem projektu poprzez jego stronę sobikfoto.com.

Przeczytaj również

Śląski tron

Kiedy po raz ostatni śląski klub zdobywał piłkarskie mistrzostwo Polski,

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama

Reklama