W świecie sprzecznych obrazów – wywiad ze współreżyserem filmu „Via Carpatia” Kasprem Bajonem

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Już niebawem przez Europę Środkową będzie przebiegał szlak, łączący północ i południe kontynentu. Trasa zniesie wszelkie komunikacyjne utrudnienia – symbolizować będzie wolność i wspólnotowość współczesnego społeczeństwa. Nie dla wszystkich granice są jednak otwarte.

Klara Kochańska i Kasper Bajon postanowili wyruszyć wzdłuż budowanej trasy Via Carpatiai skonfrontować budowane w świadomości ogółu społeczeństwa przekonania o imigrantach z obrazami, które zastali w Grecji, Macedonii czy Serbii. Wynikiem tego stał się niezwykle kameralny, przepełniony cierpieniem film, opowiadający o ludziach ogołoconych z praw i człowieczeństwa. Kasper Bajon dla Anywhere.pl opowiada o swoich doświadczeniach z podróży, obrazie uchodźców konstruowanym przez media oraz o kryzysie ekologicznym, doprowadzającym Afrykę do klęski.

Co było dla was impulsem do zrobienia tego filmu?

Zaczęło się od tego, że kilku naszych znajomych zaczęło jeździć na granicę serbsko-macedońską do Preševa, aby pomagać uchodźcom, próbującym przedostać się na Północ. Dawali im koce, ciepłą herbatę czy kawę. Z jednej strony mówili nam, jak to wygląda, a z drugiej strony dochodził do nas sprzeczny z ich opowieściami przekaz medialny. Uznaliśmy, że warto pojechać na Południe i zobaczyć na własne oczy, co tam się dzieje. Postanowiliśmy bez inscenizowania zarejestrować zastane obrazy i zweryfikować je z tym, co widzimy w telewizji oraz prasie, które przedstawiają migracje uchodźców w zasadzie jako napaść na Europę. Przy tym wiedzieliśmy, że nie jesteśmy w stanie w tak krótkim czasie pozyskać finansowania z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Nie mieliśmy także pewności, czy zarówno temat, jak i sposób realizacji znajdą w ich oczach zrozumienie. Postanowiliśmy więc zrobić film niezależnie.

Via-Carpatia-

Jak osoby pomagające uchodźcom opisywały sytuację, w której uczestniczyli?

One pełniły tam rolę obserwatorów, czuwających nad tym, aby wszystko przebiegało w jak najbardziej humanitarny sposób. Niektórzy imigranci byli przewożeni z części macedońskiej na serbską. Innym trzeba było pomóc dojść do kolejnych punktów zboru. Wszystko odbywało się na kilkukilometrowym, górzystym odcinku. Były tam też mafie taksówkowe, które za nieproporcjonalnie duże sumy pieniędzy oferowały przewóz tym ludziom, w ten sposób w zasadzie ich grabiąc.

Krzywda jednych okazuje się dobrym interesem dla innych…

To prawda. Już sam transport ludzi przez morze jest ogromnym biznesem. Powstają nawet agencje, umożliwiające przerzut uchodźców do Europy. W grę wchodzą ogromne pieniądze. Kolejne mafie przemycają ich w głąb kontynentu, ale tam nikt nie jest już w stanie kontrolować tego, czy docierają do celu. Wielokrotnie zdarza się, że kobiety są sprzedawane do agencji towarzyskich, a mężczyźni niewolniczo pracują na włoskich czy hiszpańskich plantacjach. Kapitalizm wbrew pozorom lubi uchodźców. Są oni z jednej strony tanią siłą roboczą, z drugiej natomiast wielką masą konsumentów. Ponadto nie są oni w stanie przeciwstawić się temu stanowi rzeczy, bo są pozbawieni praw obywatelskich, podmiotowości. Są nagimi pracownikami i nagimi nabywcami.


Reklama

Zdecydowaliście się opowiedzieć historię imigrantów bez pokazywania ich na ekranie. Skąd taki pomysł?

Nie chcieliśmy żerować na ich doświadczeniu. Wykorzystywać go, aby zrealizować swój film. Przejmującym przykładem takiej eksploatacji cudzego losu jest historia filmu „Timbuktu”. Ten film zwiedził wiele festiwali i zdobył sporo nagród. Jakiś czas później przeczytałem reportaż o dziewczynie, która grała w nim jedną z głównych ról. Teraz jest w jednym z obozów na południu Mali. Nigdy nie dowiedziała się o nagrodach, które otrzymała – ekipa i reżyser o niej zapomnieli. Istnieje przekonanie, że w ramach sztuki można zrobić wszystko. Ja mam na ten temat inne zdanie.

Via-Carpatia

Filozof i eseista Paweł Mościcki podkreśla za Giorgio Agambenem (włoski filozof  – red.), że ukazywanie obrazów imigrantów walczących o życie na morzu czy wbiegających na ląd stawia między odbiorcami komunikatu a imigrantami jeszcze większy mur, utwierdza ich w roli „obcego”, a także podkreśla ich przynależność klasową – nawet jeśli zamysł autora obrazu jest inny. Wam udaje się tego uniknąć.

Od kina ciągle oczekuje się wzbudzenia bardzo silnych emocji. Osiąga się to wzmocnieniem najróżniejszych efektów filmowych: zbliżeniami, szybkim montażem, efektami specjalnymi etc. Ja natomiast uważam, że tak opowiadające kino ma w sobie coś z populizmu, który również odwołuje się do ludzkich emocji, bo przecież nie do intelektu…

Kino, podobnie jak media, rządzi się swoimi prawami. Porozmawiajmy więc chwilę o tym drugim rodzaju przekazu. Jak postrzegasz konstruowaną przez media narrację o imigrantach?

Popularne media – tzw. środka – posługują się dwiema narracjami. Po pierwsze starają się wzbudzić przerażenie – konstruują obraz muzułmańskiego terrorysty, który z czasem zostaje utożsamiany z imigrantem. W ten sposób podsycają strach, a strach buduje media.

Z drugiej strony funkcjonuje narracja oparta na kategorii szczęścia, duńskiego hygge, które każe nam zająć się sobą i odpuścić dalekie nam, abstrakcyjne problemy. Są więc dwa toposy – lęku i hedonizmu. Tragedia tych ludzi jest w to wpisywana, oscyluje między tymi przekazami. Natomiast obrzydliwością jest to, co zdarza się w ultraprawicowych mediach, gdzie zupełnie dehumanizuje się imigrantów, porównując na przykład do robactwa.

Narzędziem tej dehumanizacji jest język…

Tak, on pomaga „innego” pozbawić w naszych oczach godności, człowieczeństwa. Pozwala też poradzić sobie z myślą, że ludzie – sprowadzeni przez język do „mas”, „hord” etc. – topią się w Morzu Śródziemnym. Hejt i zobojętnienie to dwie strony tego samego medalu. Nie wiem, czy rzeczywiście niektórzy w Polsce gotowi są chwycić za broń, aby strzelać do przybyszów, czy jest to tylko rodzaj internetowej, by tak rzec, specyficznej poetyki. Niemniej prawdziwie niepokojące są wydarzenia, do jakich doszło na przykład jakiś czas temu w Zgorzelcu, gdzie byli żołnierze z Iraku, członkowie jakiejś paramilitarnej organizacji, dokonali samowolnego zatrzymania Syryjczyka. Oczywiście wkrótce okazało się, że był on legalnym obywatelem Niemiec. Z jednej strony to zabawne, że dorośli faceci jak dzieci przebierają się w mundury i bawią w ochronę granic w czasach Schengen, z drugiej natomiast jest to mimo wszystko przerażające.

W komunikatach medialnych, które zawarliście w filmie duże znaczenie miały także informacje dotyczące Mistrzostw Europy w piłkę nożną.

Powiem przekornie: są momenty, kiedy „innego” pozytywnie odbiera się w Europie, szczególnie kiedy strzela dla nas gole. Najlepszym tego przykładem jest Mohamed Salah (egipski piłkarz występujący w Liverpool  – red.), on już nie jest „obcy”, ponieważ został urynkowiony. Wyobraźmy sobie hipotetyczną sytuację, że dla reprezentacji Polski gra teraz kilku Syryjczyków i tworzą świetną ofensywę. Jestem przekonany, że nikt nie wytknąłby im tego, że są młodymi mężczyznami, którzy uciekli przed wojną.

Lubię oglądać piłkę nożną, ponieważ można z niej dużo dowiedzieć się o współczesności. Znajomy, który podczas Mistrzostw Świata oglądał mecz Polska – Senegal w jednej z krakowskich fanzone powiedział mi, że kiedy na telebimie pokazano senegalskiego trenera, to niemal wszyscy ryknęli śmiechem. Wtórują temu też polscy tzw. eksperci, którzy przy okazji meczu niejednokrotnie podkreślali, że afrykańskie drużyny grają bez żadnej taktyki. Mówili, że piłkarze „z czarnego lądu” są jedynie silni i szybcy, ale taktycznie katastrofalni.

Susanne Sontag (amerykańska pisarka – red.)pisała kiedyś, w kontekście twórczości Jamesa Baldwina, o lęku seksualnym zneurotyzowanych białych obywateli USA i o wypływających z niego perwersjach. Ów lęk ludzie chcą zniwelować wywyższeniem intelektualnym. Stąd przekonanie, że drużyny z tzw. świata zachodniego, choć słabsze fizycznie, są bardziej inteligentne…

via-carpatia_julia

W tym wszystkim ważne jest także nasze europocentryczne spojrzenie. Komunikaty o Euro zawsze pojawiały się przed informacjami o imigrantach, które nie dotyczyły nas bezpośrednio.

Kiedy Polacy grają ważny mecz, to zawsze informacja o tym jest na tzw. jedynce.

Z tego punktu widzenia lekceważymy także ekologię. Nie obchodzi nas, bo na przykład w Polsce nie odczuwamy jeszcze skutków – na przykład – globalnego ocieplenia. Inaczej jest w Afryce.

Większość ludzi nie ma świadomości, że od lat 60. wysycha jezioro Czad. Na naszych oczach miliony ludzi tracą źródło swojego utrzymania, płacą rachunek z nasze przyjemności. W Jemenie obecnie wydarza się największa katastrofa humanitarna w dziejach. Czym jest ona spowodowana? Konkurencją państw wydobywających ropę: Iranu, Arabii Saudyjskiej, Kataru. A kto z tej ropy korzysta, kto się rozbija SUV-ami po wąskich, średniowiecznych, czy barokowych uliczkach zasmrodzonych miast w duchu hygge? Nasza wygoda stała się ważniejsza od cudzego życia…

Autor

Dawid Dróżdż –Reprezentant łódzkiego filmoznawstwa. Miłośnik Kieślowskiego, Jarmuscha i Saury. Kino uważa za najlepszy pretekst do rozmowy o świecie. Wychowany na poruszającej muzyce Björk, fali Małyszomanii i autorytecie Cordella Walkera, dzięki czemu sentyment budzą w nim melancholijne skandynawskie dramaty, opowieści o małych bohaterach i sztampowe seriale z lat 90.

Przeczytaj również

Śląski tron

Kiedy po raz ostatni śląski klub zdobywał piłkarskie mistrzostwo Polski,

Nasze magazyny

Reklama

Follow on Twitter

Reklama