Nikifor. Niezrozumiany malarz

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Wygląda na starszego niż jest w rzeczywistość. Kapelusz, stare, wyciągnięte ze śmieci swetry i okulary w rogowej oprawie. Godzinami przesiaduje w cerkwi, gdzie podziwia ikony. Marzy o zostaniu malarzem. Równie często co w kościele można się na niego natknąć na krynickim bulwarze. Maluje przechodniów, ptaki, budynki. Pozbawione perspektywy rysunki nie wzbudzają niczyjego zainteresowania. Do czasu… Nikifor. Kim był malarz, który na każdej swojej pracy umieszczał tzw. „list proszalny”?

Ubogi sierota

Nikifor, bo o niego chodzi, jest pseudonimem artystycznym Epifaniusza Dworaka. Przyszły malarz urodził się 21 maja 1895 roku w Krynicy. Jest półsierotą, nigdy nie pozna ojca. Matka Eudokia nie ma wyższego wykształcenia. Pieniądze zdobywa piorąc ubrania w prywatnych pensjonatach i hotelach, których nie brakuje w Krynicy. Nie wiadomo kiedy Nikifor zaczyna interesować się malarstwem. Nie zrażają go ani finanse, ani brak stałego zajęcia. Wręcz przeciwnie. Warunki, w jakich tworzy artystyczna bohema pociągają go.

W 1930 roku Nikifor poznaje Romana Turyna. Lwowski malarz doskonale orientuje się w nowych stylach, wie, że to co tworzy Epifaniusz jest bardzo pożądane na świecie. Turyn kupuje od niego ilustracje i rysunki, rozprowadza po Europie. Ostatecznie część prac trafia do galerii Leona Marseille’a i Jerzego Wolffa. Ten ostatni publikuje pierwszy artykuł o Nikiforze. Pisze, m.in. Uderzyła mnie w tych pracach niezwykła dojrzałość i taka odrębność, że byłem jak urzeczony. Te małe obrazki są proste jak natura, jedność ich polega wyłącznie na tym, że najzupełniej szczerze zobaczono rzeczywistość innymi niż wszyscy oczyma. (…) W absolutnej wrażliwości na barwę, którą porównać można do słuchu absolutnego, przeglądają się jak w zwierciadle nasze własne marzenia malarskie”.

Stoik

Nikifor nagle staje się bardzo pożądanym artystą w Europie. Mógłby wyjechać. Ma jednak inne plany. Jak gdyby nigdy nic codziennie zachodzi do kościoła i idzie na deptak. Używa grubej kreski i kolorów, które wkrótce staną się jego znakami rozpoznawczymi. Chociaż wiele osób twierdzi, że kolory, rysunek i kontur są przerysowane, to o sposobie wykończenia ilustracji nie mogą powiedzieć nic złego. Dworak oprawia prace w papierowe ramki z pętelką oraz sygnuje. Obok okrągłych pieczęci umieszcza napis: „Pamiątka z Krynicy – Nikifor Malarz”. Prace artysty często budzą litość, pogardę i inne ambiwalentne uczucia. 

On sam staje się stoikiem. Nie robią na nim wrażenia wywózki z Krynicy. Wraca do niej dwukrotnie. To jego miejsce na ziemi. Czuje się wyjątkowo gdy tworzy. Z upośledzonego, sepleniącego żebraka, przeobraża się w artystę. Zapytany o to dlaczego namiętnie maluje, odpowiada: „Żeby ludzie wiedzieli jakie jest Niebo i jakie jest Piekło”. Lubi powtarzać, że jest z ludźmi, a jednak obok nich.

Malarz

Nikifora fascynują nie tylko ikony, ale również Bizancjum, obrzędy i barwy. To wszystko ma wpływ na jego twórczość. Od kiedy zagląda do cerkwi, jego święci są namalowani w określonej przestrzeni, np. na łące. Dodaje do nich nieistniejące detale. Tworzy też cykle portretów, dworów. Staje się artystą nie do podrobienia. Ma świetną pamięć do nazwisk. Aleksander Jackowski, pasjonat sztuki naiwnej: „Kiedyś przeglądaliśmy rozmaite albumy, ponieważ chciałem zorientować się, co wie, co mu się podoba, jak reaguje na cudzą sztukę. Kartkował je, ale bez zaciekawienia, wygłaszając komentarze. Zadziwiająco rozpoznawał klimat malarstwa. «To niemieckie» – mówił oglądając Cranacha. «To francuskie»- wskazywał na Watteau. Rozpoznawał Rubensa, śmiał się drwiąco, tykając paluchem namalowane gołe cielska. «To złe! Obrzydliwe!» – bełkotał. Pozytywnie reagował na dzieła innych malarzy naiwnych, komentując je krótko: «O, kolega!»”. 

Drugie odkrycie

Jest rok 1947. Ella i Andrzej Badachowie, lekarze z Warszawy, zachwycają się krynickim malarzem. Chcą, by Dworak został najbardziej znanym polskim malarzem naiwnym. W latach 50., kiedy Andrzej Jackowski organizuje pierwszą polską wystawę sztuki ludowej w Londynie, nie milkną zachwyty nad Nikiforem. Badachowie idą za ciosem. Pokazują rysunki Dworaka, m.in. w warszawskim Stowarzyszeniu Architektów. Wystawa kończy się fiaskiem. Jeden z krytyków: „Nie przyjęli go, wyśmiali, kazali «trenować», to wtedy być może, być może…”. Dworak nie ma czasu się przejmować. Jak zwykle wzrusza ramionami, szykuje się do pierwszych zagranicznych podróży. Wraz z obrazami pojawia się, np. w Liège, Amsterdamie czy Izraelu. Lubi być w centrum uwagi, chętnie pozuje do zdjęć, zgadza się na stworzenie filmu o sobie. „Sam Nikifor okazał się aktorem pojętnym i chętnym. Starano się uzyskać absolutna naturalność i autentyczność szczegółów i ujęcia, unikano jakiejkolwiek dekoracji czy sztafażu, które by uczyniły całość bardziej romantyczną, ale w niezgodzie z prawdą”. 

Szczęście Nikifora nie trwa jednak długo. W 1958 roku lekarze wykrywają u niego gruźlicę, wówczas chorobę śmiertelną. Zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, Dworak decyduje się na zatrudnienie opiekuna. Zostaje nim Marian Włosiński, początkujący malarz i przyjaciel Dworaka. W tym samym czasie Nikifor otrzymuje wreszcie dokumenty i zmienia nazwisko na Krynicki. Dziesięć lat później umiera w szpitalu w Foluszu.

Nikifor, najważniejszy polski twórca sztuki naiwnej, długo był nielubianym artystą. Czuł się prawdziwie wolnym malarzem, gdy tworzył. Chociaż dziś jego prace są łakomymi kąskami wśród kolekcjonerów, on sam podzielił los tysięcy innych artystów. Pośmiertna sława? Wiele na to wskazuje.

Reklama