Jan Holoubek: Piekło niewinności

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Trzeba uważać z zemstą, bo można zabić niewinnego człowieka

Janek, długo odkładałem ten moment, żeby obejrzeć twój film, powiem Ci dlaczego. Moja matka jest prokuratorem, karnistą i jako dziecko, bardzo ciekawe różnych rzeczy także mrocznych, niestety dotarłem do różnych historii, akt spraw i zdjęć, które dziecko nie powinno oglądać. Od tamtej pory staram się unikać zła, ale po obejrzeniu Twojego filmu byłem bardzo wstrząśnięty. Nie chodzi mi tylko o drastyczne sceny, udało Ci się zrobić film, który jest iście kafkowską historią. Jak w ogóle podszedłeś do tego filmu? Jak się do niego przygotowałeś mentalnie, bo to jest straszna historia? 

To trwało etapami. Przygotowując się do filmu wchodziłem coraz głębiej w tę historię i poznawałem coraz więcej szczegółów, więc w pewien sposób hartowałem się krok po kroku, ale nie da się nigdy do końca stać obojętnym wobec tego, co się wydarzyło w Miłoszycach i przez te następne dwadzieścia kilka lat w tej sprawie. To jest historia, która cały czas trwa, mimo że Tomek już uzyskał odszkodowanie. Proces zabójców Małgosi trwa i cały czas dochodzą nowe wątki, więc to jest sprawa, która jest otwarta i żywa. 

To jest Twój pierwszy film fabularny, a już bardzo dojrzały. W porównaniu do reżyserów młodego pokolenia, z którymi mam do czynienia, to jest film wybitny i zasługuje na te 15 nominacji i nagród Orłów. Oczywiście, to moja opinia. 

Dziękuję, bardzo mi miło.

Masz swoich ulubionych reżyserów? 

Bardzo wielu. to trudne pytanie, bo myślę, że w każdym gatunku filmowym jest taki reżyser, który potrafi wyciągnąć maksimum gatunku. Nie będę tu jakoś szczególnie oryginalny, jeżeli powiem, że oczywiście Coppola, oczywiście Bertolucci, oczywiście Spielberg, oczywiście Kubrick, itd. 

Czyli mamy podobne tropy. Ja jeszcze bym Siergieja Paradżamowa wymienił. Jako wymagający widz, żądam też odpowiedniego obrazu i ten wykreowany przez Ciebie, muzyka, prowadzenie kamery i dobór aktorów, to wszystko jest w Twoim filmie. Czy to prawda, że główny bohater, a w zasadzie aktor, który odtwarzał głównego bohatera brał udział w castingu online? 

Jest tak, że pierwszy etap castingu polega na tym, że aktorzy przesyłają swoje selftape’y i rzeczywiście nagrywają się sami w domu, przed telefonem. Odgrywają sami lub w towarzystwie znajomego wybrane przez nas sceny i dopiero wtedy zapraszamy na zdjęcia próbne przesianą grupę kandydatów, konfrontujemy ich z partnerami. To nie jest nic nadzwyczajnego, Piotr przysłał swój selftape, który był porażający, bardzo miarodajny już na tym etapie.

Można powiedzieć, że Piotr Trojan wypłynął na głęboką wodę tym filmem, prawda?

Mam nadzieję, że to jest początek jego wielkiej kariery. Przez wiele lat był na drugim planie. Jest aktorem bardzo charakterystycznym, więc pewnie były wobec niego jakieś obawy. Piotrek udowodnił, że jest aktorem o niesamowitym spektrum i polecam go wszystkim reżyserom, bo naprawdę może grać różne postaci.

Czyli jest plastyczny jak glina. 

Można  tak powiedzieć. Jest przede wszystkim aktorem z niebywałym wewnętrznym kompasem emocjonalnym i wyczuciem. Ten film w pewnym sensie wisi na nim.  Oczywiście jest Agata Kulesza, Jan Frycz i cała rzesza fantastycznych aktorów, ale to on jest tym centralnym punktem opowieści. Gdyby nie jego talent i umiejętności, to nie byłoby tego filmu w takiej formie. 

Każda rola jest tu jakaś, nie ma drewna. I Frycz mi się podobał, i współwięźniowie, którzy byli bardzo naturalni, wręcz jakbym oglądał dokument z więzienia. Może to jest trochę dziwne, ale we mnie płynie południowa krew i zasada odwiecznego prawa zemsty. Kiedy obejrzałem Twój film, doszedłem do wniosku, że można w akcie zemsty zabić niewinnego człowieka. Dla mnie bestiami są Ci skorumpowani gliniarze, prokuratorzy etc. Powiedz mi dlaczego nie umieściłeś nazwisk prawdziwych policjantów w filmie? 

Oczywiście skończyłoby się to za chwilę jakimiś procesami sądowymi, ale te nazwiska są już do znalezienia w prasie. Przeczytałem niedawno artykuł w Gazecie Wrocławskiej, gdzie podano nazwiska dwóch głównych winowajców. Bardzo się cieszę, bo uważam, że to powinny być nazwiska znane opinii publicznej. Winnych uwięzienia Tomka prokuratorów w tej sprawie, było więcej niż jeden. W filmie postanowiliśmy skondensować to do jednej postaci. Myślę, że mój film jest o tym, że właśnie tej vendetty nie może być. Vendetta odbyła się na mordercy, który okazał się niewinny.

Właśnie to mną wstrząsnęło. 

I dlatego uważam, że nie ma mowy o żadnych vendettach, bo nigdy nie wiadomo, co się działo w trakcie postępowania dowodowego. Przy sprawie Tomka tych zaniechań i znaków zapytania było mnóstwo. Także sfingowane dowody.

W USA zostało wykonanych wiele wyroków śmierci na niewinnych, jak się później okazało, ludziach, więc z tym też trzeba być bardzo ostrożnym, trzeba mieć pewność co do winy.

W przypadku Tomka nie można mówić o pomyłce sądowej. To była ze strony policjantów i prokuratorów normalna manipulacja w celu osadzenia go i skazania. Jeśli chodzi o rolę sądów w tych sprawach to jest to trochę bardziej skomplikowane, bo dowody, które były przedstawiane mogły być rzeczywiście dla sądu niepodważalne. Natomiast procedowanie tych dowodów już powinno zastanowić. Do tego wszystkiego, Tomek miał obrońcę z urzędu, który był wyjątkowo nieskuteczny, wręcz wyglądało to tak jakby nie chciał bronić swojego klienta, więc chłopak miał wyjątkowe nieszczęście. Miał też to nieszczęście, że urodził się w rodzinie, której po prostu nie było stać, żeby się obronić. Dlatego też pewnie został w jakiś sposób wytypowany na sprawcę, bo Ty czy ja wzięlibyśmy dobrego adwokata i on by bardzo szybko udowodnił, że to, co przedstawia prokuratura i policja nie trzyma się kupy.

Cały ten splot jest zresztą doskonale pokazany w filmie. Wkurzyłem się bardzo mocno, nie mogłem spać po tym filmie, ten obraz był tak wstrząsający. Czy Ty miałeś jakieś naciski jako reżyser ze strony producentów co do tego, żeby czegoś nie pokazywać?

Nie, zupełnie uczciwie muszę powiedzieć, że producent Anna Waśniewska-Gill i cały TVN dali mi wolną rękę i to chyba widać w tym filmie. Nie unikamy brutalizmu i nie unikamy też emocji wszelakich, także tych smutnych wątków i tych wzruszających. Producenci zaufali mi i dali mi zrobić ten film tak, jak chciałem. To też bardzo ważne w przypadku takiej historii.

Czy Twoje wykształcenie pomogło ci w zrealizowaniu tego obrazu po swojemu? 

Operatorskie? Zdecydowanie moje poprzednie doświadczenia, które zbierałem przez lata, będąc operatorem przy różnych produkcjach, i fabularnych, i serialowych pracy w teatrach telewizji i przy produkcji mnóstwa reklam bardzo mi pomogło w pracy. Jest mi łatwiej porozumiewać się zarówno z moim operatorem, jak i resztą ekipy. Wiem też z jakimi problemami wiąże się przygotowanie planu itd.

Szerokie doświadczenie czy także scenograficzne?. 

Scenografa to jeszcze inna zupełnie działka i nie mam tutaj aż takich kompetencji, ale jako operator zawsze blisko współpracowałem  ze scenografem. Tak jest do dzisiaj.  Scenografowie ale także wszyscy moi główni współpracownicy, czyli operator, kostiumograf, charakteryzator itd. to są ludzie, którzy tworzą. Ich talent i umiejętności składają się na to, jak ten film ostatecznie wygląda. Wspomniałeś, że ten film wygląda fajnie, choć to może nie jest dobre słowo. Ale wszystko tam działa. To dzięki moim współpracownikom –  wspaniałym artystom, ale też znakomitym rzemieślnikom. 

Skoro mowa o artystach to kiedy rozmawiałem z operatorem Milosa Formana, zapytałem go skąd on bierze ten świetlisty mrok w filmach. Odpowiedział, że ma swojego ulubionego malarza, Vincenta Desiderio (jeden z najsłynniejszych współczesnych malarzy amerykańskich) i inspiruje się właśnie jego sztuką. Czy myślisz, że operatorzy również mają swoich ulubionych malarzy albo artystów? 

Na pewno. Bardzo często jest tak, że i operator, i reżyser inspirują się albo malarstwem, albo fotografią, albo filmami kolegów. W przypadku filmu o Tomku nie mieliśmy konkretnej referencji. Na okres robienia tego filmu przestałem też oglądać w ogóle cokolwiek, żeby się niczym nie sugerować, tylko spróbować nawiązać kontakt z własną narracją. Chciałem, żeby to było moje i nie chciałem nic od nikogo zgapić. Oczywiście, to nie jest jakieś odkrycie to co zrobiliśmy. Kamera z ręki i ten styl był wielokrotnie używany, ale jest tam ukryta nasza własna wrażliwość. I moja, i operatora, i wszystkich współtwórców filmu. 

Była też jedna, niezamierzona zupełnie wpadka. Imię i nazwisko jednego ze złych policjantów było wymyślone, a życie pokazało, że…? 

Było wymyślone i to jest nazwisko bardzo dziwne. 

To nie był Jan Kowalski.

Wymyśliłem nazwisko trochę podobne do oryginału tego złego policjanta, które składało się z podobnych liter, ale odwróconych w szyku. Nigdy w życiu nie przyszło by mi do głowy, że na tej komendzie, w tamtym czasie rzeczywiście pracował policjant o nazwisku, które wymyśliłem. Oczywiście, jak się o tym dowiedzieliśmy, film był już w kinach i nie dało się tego cofnąć, natomiast we wszystkich wersjach elektronicznych, zostało to zmienione na inne nazwisko, więc ten pan może już spać spokojnie. To był naprawdę dla nas totalny szok. Z tego co wiem to ten policjant, o którym mówimy, napisał kilka książek o złym działaniu policji, więc myślał, że jest to jakaś forma zemsty. Ciężko było wręcz wyjaśnić, że to jest absolutny przypadek, a tak było.

A możesz mi powiedzieć dlaczego film spotkał się z tak negatywną reakcją ojca Małgosi? Z czego to wynika?

Nie wnikam w to, co się dzieje w tej rodzinie. Nie chciałbym stawać po żadnej stronie, bo rozumiem rodziców Małgosi, którzy są ludźmi szarpanymi od dwudziestu paru lat po sądach pod wpływem skrajnych emocji. Z tego co wiem, po prostu ojciec nie wierzy w to, że Tomek jest niewinny do dzisiaj. W związku z tym, dla niego to, że robimy film w jego mniemaniu o człowieku winnym, jest czymś karygodnym. My jednak wiemy doskonale, że Tomasz Komenda jest niewinny i jest na to szereg niezbitych dowodów. Niemniej, jest jak jest, ta sprawa skrzywdziła tak straszną ilość ludzi.  To są dziesiątki osób. Ilość historii, które się wydarzyły po drodze to jest temat na kilka filmów przynajmniej.

Czy będziesz przyglądał się tej sprawie siłą rzeczy?

Tak. 

Masz zamiar może kontynuować to filmowo?

Wolałbym, żeby ten temat był już zamknięty, również dla Tomka. I mam nadzieję, że już się dzieje. Tomek założył rodzinę, dostał pieniądze, które pozwolą mu na nowy start. Wolałbym już tylko być obserwatorem i dowiedzieć się pewnego dnia, że ci, którzy są schwytani, są winni i prawomocnie skazani oraz że złapano jeszcze brakującego sprawcę. 

Szukałem informacji na temat prawdziwych sprawców. Czy oni siedzą, czy zostali wypuszczeni? 

Oni są w aresztach. Niedawno rozpoczęły się rozprawy apelacyjne , więc nauczeni doświadczeniem tego jak wyglądała sprawa Tomka, musimy poczekać do zakończenia. Uważam, że nie powinniśmy mówić o niczyjej winie ostatecznie, dopóki to nie zostanie zamknięte postępowanie, ale z drugiej strony, wydaje mi się, że wiem jak to się skończy. Nie ja jestem sędzią, nie ja jestem prokuratorem ani policjantem, ale dowody przeciwko oskarżonym,  były zbierane przez Remigiusza Korejwo, czyli wspaniałego  policjanta,  który wykonał przez lata tytaniczną pracę, żeby ich schwytać.

Jest światełko w tunelu, że są dobre i złe gliny.

I prokuratorzy też. Tomka uratowało również dwóch prokuratorów, Tomankiewicz i Sobieski. Tak więc są też i wspaniali funkcjonariusze.

To teraz z innej beczki. Robiłem jeden z ostatnich wywiadów z Twoim nieodżałowanym ojcem i to był bardzo dowcipny człowiek, tryskający inteligencją. 

W przeciwieństwie do mnie (ŚMIECH). 

Nie wierzę! Wychowując się w takim domu… Choć czytałem, że dziecko Einsteina niekoniecznie musi dziedziczyć te cechy geniusza, ale rozmawiając z nim pamiętam jego ostatnie słowa. Powiedział mi, że chciałby być pochowany pod bramką Cracovii. Zapytałem czy serio, powiedział, że tak. Odparłem, że nie zazna pan spokoju. Ja nie chcę mieć spokoju po śmierci! – powiedział. Powiedz, jak się wychowywało wśród tak znamienitych rodziców? 

Było okej, normalnie. Bardzo dobrze jest mieć fajnych, mądrych rodziców.

Czuję, że dali Ci ogromną wolność, co widać po Twoich filmach. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Bardzo mi miło. Dziękuję.  

 

fot.: Michał Buddabar

Reklama