Sinooki blady Ty

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Autoteliczne wyznania to najgorszego rodzaju onanizmy intelektualne. Zapraszam zatem.

Wewnątrz wewnętrza znajduje się kolejne wewnętrze, w którego wnętrzu natomiast znaleźć możemy nic. I to zdaje się ta ilość warstw zostawia nas z przekonaniem, że faktycznie jest jakaś głębia w tym wszystkim. Wydaje nam się, że ta pogoń za pieniądzem, możliwość uczestniczenia w życiu społecznym, różnego rodzaju romantyczne przygody, kiedy to poczucie istnienia losu tak blisko jest naszego życia, tak oczywistym wówczas wydaje się, że jesteśmy powołani do czegoś i dla kogoś. 

Przychodzi po tym entuzjazmie taka kokieteryjna myśl pod tytułem, nie no, tak nie może być, ale czujemy się tak wspaniale z myślą, że gdzieś zaplanowany jest nasz los pod gwiazdami, tak wspaniale, że nawet nie musimy się o niego martwić, iż z wdzięcznością spoglądamy naszym ateistycznym spojrzeniem w niebo i jak poganie niegdyś puszczamy oczko do pełzających obłoków, myśląc – Ty jednak wiesz co robisz.

Przychodzą następnie niepowodzenia, utraty, błędy i pierdoletty. Przychodzą następnie do Ciebie pukając myśli owłosione, łyse i brunatne. Czasami przychodzą też nieszczęścia i nagle rozumiesz to głupie przysłowie o ich sparowaniu, bo to nigdy nie jest jedno, ale dwa i trzy, a jak trzy to pewnie też cztery, cały wodospad tych nieszczęść spada na Ciebie i rozkazuje wręcz się sobą zająć. I wtedy myślisz sobie – to jest test. To będzie miało głębszy sens w przyszłości. Każda z tych rzeczy ma mnie nauczyć czegoś, by, jak w tym filmie Slumdog, odpowiedzieć w ostatniej chwili na ostatnie pytanie o milion i zmienić swoje życie na lepsze. Myślisz sobie – to nic, że rozbiłem samochód, może właśnie teraz uda się kupić lepszy. Może teraz w końcu zajmiemy się remontem jak już wszystko się rozpierdala i będziemy żyli lepiej? Może w końcu strata tej jebanej roboty okaże się nawozem przyszłego sukcesu w kolejnej, gdzie będzie lepiej, gdzie wincyj pieniądza dostanę, gdzie wincyj miłości wokół mnie rozsiewać będzie los, och, losie, jak blisko jesteś, a jak daleko dziś, ale wiem, że wrócisz, wrócisz i znowu będziemy szczęśliwy, bo wiesz przecież, że na końcu wszystko się układa, że te śmierci i te zniszczenia to tylko przypadek, prawda? Tylko przypadek, proszę, jeszcze nie teraz.

I przedzierasz się przez te warstwy, kolejna po kolejnej, następna po swojej siostrze predecesorce jak to mówią Hamerykanie i na koniec docierasz, odsuwasz ostatnią przekrwioną szmatę, by oczom Twym okazała się

I dlatego właśnie.

Reklama