KRWISTE SERCE

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Nie stałam się niewolnikiem własnego stylu. Maluję co mi w duszy gra

Cześć Kasia.

Cześć, witaj.

Ty jesteś dziewczyna ze Śląska, tak?

Można tak stwierdzić, ale myślę, że dzisiaj nie ograniczajmy się do Śląska, bo można działać szeroko. Mamy Internet, mamy media i szeroki zasięg, ale faktycznie, najdłużej mieszkam na Śląsku.

Prawdziwy artysta powinien wyrastać korzeniami z własnej ziemi i oplatać konarami cały świat, a u Ciebie mało węgla na obrazach.

Jak Ty to pięknie opisałeś! Mało węgla? Muszę stwierdzić, że od jakiegoś czasu prześladują mnie symbole. Nie wiem o co chodzi, ale idę w tę stronę, bo słucham siebie w środku, maluję od jakiegoś czasu serca, motyle, oczy. Moja nowa wystawa stała się już projektem artystycznym, bo przyłączyło się do tego kilku bardzo fajnych ludzi i świetnych artystów, muzyków i osób, które robią multimedia, także mam fajny, szeroki zasięg i zespół.

Czyli działacie na wszystkie zmysły?

Tak, dlatego właśnie na wystawie prezentuję moje obrazy, które zawierają bardzo dużo symboli i znaczeń.

Jak u Fridy Kahlo.

Trochę tak. Muszę stwierdzić, że poniekąd ten symbol serca dla mnie jest na tyle wieloznaczny, że można go używać w bardzo wielu kontekstach.

I na szczęście jest to anatomiczne serce, a nie to takie banalne, które wygląda dla mnie jak odwrócony tyłek.

Nie, ja docieram dogłębnie, do trzewi i biologicznie, bo myślę, że wtedy człowiek może poczuć, a chyba w sztuce o to chodzi. Żeby poczuć, żeby kogoś dotknąć i żeby ten ktoś się zastanowił, żeby coś przemyślał, żeby się zatrzymał w naszym świecie, który ciągle tylko pędzi, chociaż ostatnio też różnie bywa. Fajnie jest jak sztuka dotyka czułych punktów i o czymś mówi. Wydaje mi się, że fajnie jak jest nieoczywista, bo ja daję jakiś przekaz, trochę naprowadzam widza na kontekst, ale generalnie nie chcę odkrywać całości, bo to jest moja wizja i moja filozofia, i mój zamysł. Każdy ma prawo myśleć i dostrzegać moje obrazy, czy tą całą wystawę, która będzie w sierpniu w Tychach, w najszerszym kontekście. Wystawa będzie pokazywana w Tichauer Art Gallery na ponad 1000 m kwadratowych.

Tichauer Art Gallery to jest piękne miejsce, tam jest też browar obywatelski, tak?

Tak, jest browar.

Sztuka kraftowego piwa.

To też, cały obszar jest etapami odrestaurowywany, więc jest to piękne miejsce.

A co tam było kiedyś? 

Tam był kiedyś właśnie browar. W Tychach są dwa browary, to jest właśnie jeden z nich. Jest to teraz miejsce związane ze sztuką, z lifestylem szeroko pojętym. Mam przyjemność to miejsce tworzyć, robiłam tam wystawę otwierającą we wrześniu zeszłego roku i krok po kroku rozwijamy się powolutku i do przodu, mimo tego co się dzieje wokół. Sztuka mnie kręci i okazało się, że poza tym, że lubię tworzyć, lubię też promować innych ludzi, czego w sumie nie wiedziałam do tamtego roku. To też jest bardzo fajne i bardzo mnie to cieszy, że zawiązał się taki wspaniały zespół. Dla widza to bardzo ciekawy pakiet, który działać będzie na siedem zmysłów. 

Wychowałaś się w rodzinie artystycznej, prawda? 

Tak, można tak stwierdzić. Wiedziałam od zawsze co chcę robić w życiu, dlatego jak ktoś mi mówi, że nie wie co ma robić to dla mnie to jest pojęcia abstrakcyjne. Wiedziałam, że chcę być związana ze sztuką i chcę tworzyć. Nie wiedziałam do końca jak to będzie, co będę robić i jak będę z tego żyć, żeby przeżyć. Moja mama była bardzo uporządkowana, pracowała w banku i do 30. roku musiałam walczyć trochę, żeby iść na dane studia, żeby robić to, co robię. Później zaczęłam tworzyć wnętrza i okazało się, że ze sztuki można żyć, można się nią cieszyć, współtworzyć, dawać coś innym, a jeszcze z tego jest jakiś materialny zwrot. Dla mnie to bardzo ważne. Sztuka krążyła chyba w mojej krwi od zawsze, wujek, tata, kuzynka itd. 

Jako osoba zajmująca się wnętrzami, bardzo dobrze dbasz o energię, która ma wypływać z różnych elementów ułożenia mebli etc. Zaangażowałaś do tego feng shui, prawda?

Tak, miałam taki etap, że zaczęłam się tym poważnie interesować i to wykorzystywać. Jak się zastanowisz to zaczynasz drążyć i dążyć do spójnej całości i harmonii. Są inne nazwy, inne pojęcia, ludzie mówią innymi językami, ale generalnie chyba chodzi o to samo. Chodzi o harmonię, o całość i o dotarcie do takiej idealnej całości. Staram się we wnętrzach o to, by ktoś, kto w nich będzie przebywał, zawsze czuł się tam dobrze, żeby to było wnętrze skomponowane z pomysłem i ciekawe. Zawsze dbam o to, żeby dane wnętrze pasowało do osobowości mieszkańca. 

Czyli jeśli chodzi o feng shui to może niekoniecznie lustra w sypialni, chociaż one się do czegoś przydają?

To prawda, są pewne wyznaczniki i dane w feng shui, ale powiem szczerze, że jak pomyślisz nawet po prostu logicznie nad tym co robisz, to ma to swoje uzasadnienie.

Często ludzie mnie pytają czy obrazy mogą mieć złą energię. Osobiście w to absolutnie nie wierzę, zresztą lubię się otaczać mroczną sztuką i mi to nie przeszkadza, ale powiedz mi czy też stosujesz tzw. dobrą energię? Czy myślisz o tym co chcesz przekazać, żeby ciepło się oglądało? Żeby nie straszyć?

Kwestia odbioru może być różna, tak jak wcześniej wspomniałeś. Moje serca są biologiczne, dosłowne, dosadne. Dla mnie one takie są, bo ten przekaz ma być mocny, ale one nie są straszne. Spotkałam się też z tym, że dla niektórych osób te serca są takie krwiste, może za mocne. Dlatego odbiór może być bardzo różny i co dla nas może być lekkie, to dla kogoś może być hardcorowe, dlatego liczę się też z tym, że odbiór może być różny i do końca nie mam na to wpływu. W inny sposób tworzę sztukę stricte pod wnętrze. Malując obraz w tym kontekście, pod kogoś, bo też tak robię, mam troszkę inne wytyczne. Ta cała nowa seria, która będzie pokazana w sierpniu, już jest malowana i tworzona stricte jako pakiet, który siedział mi w środku, który przelałam na zewnątrz. Powiem szczerze, że nie do końca myślę o odbiorze, przepraszam, ale tak jest. Bardziej chciałam, żeby to była spójna całość. Wszystko co mam w środku przekazuję, a liczę się z tym, że odbiór może być bardzo różny. Tak to po prostu w życiu jest. To, co jest wg kogoś straszne, jest bardzo subiektywne.

Tak samo jak kolory. Polecam książkę Goethego o kolorach, ona jest najlepsze spostrzeżenia. Ostatnio czytałem, że czerwony to kolor psychopatów, co jest dla mnie kompletną bzdurą. 

Dziękuję.

Haha! Takie ciekawostki czytam, ja mam inne zdanie na ten temat. 

Dla mnie jest to kolor energii i na pewno silnego przekazu, ale na pewno obok niego nie przejdziesz obojętnie. Teraz pytanie – co na kogo jak działa i jak mocno? Na pewno jest to akcent bardzo mocny. Mnie to nie przeszkadza, ale tak jak mówisz, ktoś może to skwitować inaczej. 

A propos świrowania, czym się karmisz? Czy jakąś literaturą? Czy są rzeczy, myśli, które Ci towarzyszą przy malowaniu obrazów?

To jest bardzo różnie, bo inspiracje przychodzą zewsząd. Chyba mam takie szerokokątne i zainteresowania, i spojrzenie. Oczywiście, serce się tam mieli, ale wątki są różne i symbole są szerokie. Nawiązuję np. do mitologii egipskiej. Jak mówisz o tym kolorze i inspiracjach to właśnie cztery z tych obrazów z nowej serii były pokazane właśnie w Tichauer Art Gallery podczas wernisażu we wrześniu. Wyobraź sobie, że jeden z obrazów przedstawia boginię egipską Mat, która waży serce człowieka, gdy ten idzie w zaświaty. W jednej ręce ma pióro, w drugiej serce. Jeżeli żyjesz z lekkim sercem, to wiadomo, wszystko jest dobrze, jeżeli z ciężkim to nie do końca. Ten obraz zwrócił wielką uwagę widzów. Naprawdę, miałam o niego bardzo dużą ilość zapytań, także o kolor szaty, bo jak ją podświetlisz to się bardzo fajnie błyszczy, ta czerwień żyje. Postanowiłam pociągnąć ten wątek w wystawie Siedem zmysłów. Film promocyjny, który nagrywaliśmy w opuszczonym kościele w Bieszczadach jakieś dwa miesiące temu, opowiada historię tej bogini, która przychodzi do tego kościoła i dokonuje aktu ważenia serca. Oczywiście, nie zahaczam o religię, bo nie chodzi mi o ten wątek. 

Czyli zobaczymy cię w Tichauer Art. Gallery siódmego?

7-mego sierpnia jest duża wystawa, Siedem zmysłów, ja będę częścią tego całego projektu. Wcześniej możemy zobaczyć te obrazy w Wiśle, w Muzeum Realizmu Magicznego, to będzie takie mniejsze wydarzenie, które odbędzie się 3 lipca i tam będzie się dużo dziać.

Widziałem też Twoje bardzo figuratywne obrazy z różnymi magicznymi akcesoriami, jak czarodzieje, wiedźminy. 

Maluję też abstrakcję, jeżeli trzeba i akty, ale to nie jest mój styl, w którym tworzę od początku. To ewoluuje.

Czyli nie stałaś się niewolnikiem własnego stylu?

Nie, wydaje mi się, że nie.

Cały czas chcesz robić coś innego?

Tak, teraz mam taki etap i akurat na ten moment to mi w duszy gra, ale nie wiem co będzie dalej, zobaczymy. Trzeba iść w zgodzie z tym co się czuje, w zgodzie z sercem. 

I na tym skończymy. Niech to serce bije szybko.

Dziękuję. 

 

Reklama