Sztuka straszenia – recenzja komiksu: Dom Pokuty

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Horror musi straszyć, możemy pominąć element zaskoczenia, obrzydliwe potwory, krwawe mordy, ale choćby mały moment wywołujący przerażenie jest niezbędny. Gdy myślimy o komiksach,  wyobrażamy sobie kartkowanie kolorowego zeszytu, kadry statycznie przedstawiające akcję i świat opowieści, czy gdzieś tam może coś nas przestraszyć? Oczywiście, że tak, a doskonałym przykładem jest Dom Pokuty powieść graficzna Petera J. Tomasiego i Iana Bertrama, zabierająca czytelników do świata intrygującej i niepospolitej grozy. 

Dom Pokuty to przede wszystkim uczta dla oka, charakterystyczna kreska Iana Bertrama ilustruje plastyczny świat niczym nieskrępowanej wyobraźni. Krew leje się gęstymi strumieniami, stanowiąc tło dla postmodernistycznej opowieści o winie i odkupieniu. Komiks Tomasiego nie jest typowym horrorem, bardziej przypomina mroczny, senny koszmar niebezpiecznie bliski jawie. Sam temat przewodni jest nie z tej ziemi, przerażający dom i jego pani tkwiąca w wiecznej budowie. Strona po stronie odkrywamy sekrety stojące za posępnym placem budowy i ludźmi zaangażowanymi w cały proces. Jednym z nich jest płatny zabójca na pozór szukający wytchnienia w tym dziwnym miejscu. 

Lektura komiksu jest doświadczeniem z kategorii przenikania się sztuki, gdzie historia przypominająca wzniosłą przypowieść zaplata się z nietuzinkową grafiką. Ostatecznie otrzymujemy ambitny horror, trafiający w różne, nawet te najwybredniejsze gusta. 

Dom Pokuty to rozrywka dla miłośników mrocznych, tajemniczych klimatów, a także artystycznego, nietypowego podejścia do komiksowej kreski. Intrygujące uzupełnienie dla fanów, współczesnego, ambitnego horroru.  

Reklama