Nieszczęśnictwo

Jakub Wejkszner

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

W życiu człowieka przychodzi taki moment, kiedy uświadamiasz sobie, że po prostu nie masz szczęścia w życiu i to się zasadniczo nigdy nie zmieni.

I to jest moment, który przychodzi do mnie tak, mniej więcej, co tydzień.

Dlaczego tak jest? Trudno orzec. Możliwe, że sam ściągam na siebie te wszystkie nieszczęścia. Ludzie wierzący w Sekret myślą, że odpowiednim myśleniem sugerowaniem światu, iż chcemy coś od niego, faktycznie możemy coś w ten sposób uzyskać. Czasami to się przydarza. Głównie dlatego, że im częściej mówisz wszystkim wokół siebie, że chcesz zrobić rzecz x, to w końcu znajdzie się ktoś, kto powie – w sumie, mogę Ci w tym pomóc. I to jest ten cały jebany Sekret.

U mnie jest w takim razie podobnie. Wszędzie rozsiewam nitki swojej beznadziejności, dzięki czemu, świat zwraca się do mnie – w sumie, mogę Ci w tym pomóc, podając naszpikowaną kolcami dłoń, by z jednego dołu wrzucić w kolejny.

Rozumiem też dzięki temu, dlaczego zwierzęta w dzikości nie mają depresji, a te, które są udomowione czasami to dopada. Bo jak żyjesz cały czas na adrenalinie, że zaraz możesz zginąć to niespecjalnie masz czas, żeby myśleć. W ogóle – niespecjalnie masz czas na cokolwiek, walczysz tylko o przetrwanie, bo kolejnego dnia może nie być.

Nie ma zasadniczo powodu ani siły wyższej, która tym manipuluje, choć często przypisujemy w swojej bezradności naszą beznadzieję czynnikom zewnętrznym. Wydaje się to łatwiejsze do strawienia. Ja myślę o tym w ten sposób – jeśli to wszystko się przydarza, to nie może się to przydarzać w próżni. Zbyt małe prawdopodobieństwo na cały ten syf. Na pewno jest jakiś inny powód. Może to jest test, by sprawdzić czy jestem godzien stać się wybrańcem losu? Może dzięki temu wszystkiemu zyskam pancerz emocjonalny, który uświetni mi drogę do wszeteczności bezkarnej? Może, jak w Biblii, ale odwrotnie – teraz mam lata suche, by w przyszłość zostać nagrodzony za wytrwałość i moc latami tłustymi, w których nie przejmować się będę czymkolwiek.

Oczywiście, wszystkie te rzeczy są nieprawdziwe. Nikt nas nie testuje. Nie ma żadnej nagrody za cierpienie. W ramach wymiany można uzyskać tylko więcej cierpienia albo cierpienie innego rodzaju. Np. ludzi, którzy używają bynajmniej jako przynajmniej albo tudzież jako lub. I to są Twoi przyjaciele do końca życia, radź ze z tym.

By jednak nie kończyć tego felietonu jakże pesymistyczną wizją świata, której nie da się skrócić do zwyczajnego – łolaboga, to przypuszczam, że będzie stabilnie. Nie – dobrze, bo to jest słowo zarezerwowane dla bogatych i dobrze urodzonych, ale stabilnie. Prędzej czy później będziemy mogli wszyscy pójść do sklepu, kupić dobry ser i średnie wino, odpalić sobie hit kinowy za 20 zł w wersji HD na portalu cośtam, zmolestować partnera i partnerkę podczas oglądania, a następnie uderzyć w kimono, rano przecież nie trzeba wstawać, jest niedziela. Można dłużej pospać. Może nawet poćwiczymy sobie? Kto by pomyślał, że nam się będzie chciało!

 

Reklama

Sinooki blady Ty

Autoteliczne wyznania to najgorszego rodzaju onanizmy intelektualne. Zapraszam zatem. Wewnątrz