Edward Hopper. Artysta samotności 

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Do zdjęć zwykle pozuje w trzyczęściowym, eleganckim garniturze. Ma zamyślony, lekko melancholijny wyraz twarzy. Nagabywany przez dziennikarzy, o to jak tworzy, wzrusza ramionami i mówi: Cóż, mam bardzo prostą metodę malowania. Od ilości kładzionych na płótno farb, bardziej interesują go puste przestrzenie i twarze modeli. Może dlatego po latach Stephen King powie o nim, że jest jednym z najlepszych współczesnych artystów. Kim był Edward Hopper, przez wielu nazywany malarzem samotności?
Zawód: reklamiarz
Urodził się w 22 lipca 1882 roku w małej miejscowości Nyack w stanie Nowy Jork. Rząd szeregowych, niemal identycznych domków, równo przystrzyżona trawa, prosto ułożone chodniki i schludne bary wielu osobom wydają się nijakie, pozbawione własnego stylu. Edward przygląda się najczęściej opustoszałym budynkom z niemą fascynacją. Małe miasta elektryzują go. Jego ulubionym zajęciem, oprócz rysowania, staje się podglądanie ludzi, odgadywanie emocji. Dzięki dobrze prosperującemu ojcu Garretowi Henry’emu, zajmującemu się handlem, przyszły malarz
uczęszcza na zajęcia w Correspondence School of Illustrating, gdzie uczy się podstaw kompozycji, rysowania i innych przydatnych technik malarskich. To co innym zajmuje lata, Edward umie po roku. Nic dziwnego, że pragnie zdać do słynnej New York School of Art. Uczelnia, obiekt westchnień młodych adeptów sztuki, gwarantuje dobre przygotowanie do zawodu malarza. Właśnie tego z całych sił pragnie Hopper. Wpojone przez konserwatywnych rodziców zasady, sprawiają, że podejmuje pracę w agencji reklamowej. Ma nadzieję, że nowa Ameryka, która dopiero się rodzi, zaoferuje mu coś więcej niż etat, dach nad głową i stateczne, nieco nudnawe życie.
Pasjonat podróży
Praca w agencji szybko przestaje go interesować. Bardziej od promocji towarów pociągają go podróże, dlatego kilkakrotnie jeździ do Europy. W Mieście Zakochanych nad Sekwaną sporo zwiedza. Poznaje realistyczne kompozycje Davida, w Muzeum Impresjonistów podziwia szybkie pociągnięcia pędzla Degasa, Moneta i Renoira. Intrygują go mroczne kompozycje Rembrandta, uczuciem darzy też Gustawa Couberta. Wielką pasją Hoppera staje się poezja. W przeciwieństwie do większości Amerykanów hołubiących rodzimą kulturę, Edward zakochuje się w europejskiej sztuce. Romantyczne wiersze Goethego pociągają go niemal w takim samym stopniu co twórczość Paula Verlaine’a. Lubi mroczne, o dusznej atmosferze dzieła, do takich zalicza się Baudelaire. Paryż może i staje się dla niego tajemniczym, olśniewającym miastem, jednak Hopper raz na zawsze porzuca myśl o przeprowadzce do Europy.
Wraca do kraju. W 1908 roku osiedla się w Nowym Jorku, z dala od wypielęgnowanych rabatek i spadzistych dachów. Wreszcie czuje się jak u siebie. W pracowni przy Washington Square North 3 spędzi ponad pięćdziesiąt lat. Pod wypływem podróży tworzy pierwsze, nieprzypominające późniejszych prac dzieła. Pokazuje je w Harmonie Club, a kilka lat później, w 1913 roku, wystawia kilka obrazów. Wśród nich jest Żeglowanie  kompozycja, która niebawem będzie jego jednym z największych arcydzieł.
Małomiasteczkowy
Przez kilka lat Hopper tworzy mało obrazów, godzinami obserwuje otaczający go świat. Z okien pracowni podgląda układające w stosy dokumenty sekretarki, pochłoniętych rozmową klientów barów i restauracji. Ale to co interesuje Edwarda najbardziej, to ponure, przygnębiające ulice przypominające rodzinne miasto. Zamiast impresjonistycznych marin, zwraca się w stronę realizmu. Wielkie maszyny, bloki, ziewający mężczyźni i zrezygnowane, pochłonięte codziennością kobiety, stają się głównymi inspiracjami następnych płócien. Nowy styl powoli budzi coraz
większe zainteresowanie fanów współczesnej sztuki. W 1922 roku Edward bierze udział w pierwszej indywidualnej wystawie, rok później prezentuje aż sześć akwarel. To jednak nic z boomem jaki czeka go kilka lat później.
Wielki, sławny i bogaty
Dwa lata później w życiu Hoppera następują zmiany. On, zamknięty w sobie małomówny odludek i konserwatysta spotyka Josephine Nivison. Różni ich wszystko. Poglądy polityczne, spojrzenie na świat. Łączy sztuka. Nivison, podobnie jak Edward jest malarką. Dzięki stałej fascynacji kolekcjonerów i handlarzy sztuką państwo Hopper mogą pozwolić sobie na spokojne życie. Latem wyjeżdżają zwykle w to samo miejsce. South Truro nie przypomina modnych europejskich kurortów, ale ma jedną pożądaną przez Edwarda cechę. Daje ciszę, ukojenie i spokój. Hopper, który
i tak większość dnia spędza w pracowni, z dnia na dzień staje się jednym z najbardziej docenionych artystów. W latach 30. sytuacja w Stanach diametralnie się zmienia. Kryzys ekonomiczny dotyka prawie każdą dziedzinę życia. Hoppera to nie dotyczy. Jego obrazy sprzedają się jak ciepłe bułeczki. Ponure, oszczędne w wyrazie płótna nazwane przez austriackiego pisarza Petera Handkego opustoszałymi miejskimi dżunglami w poświacie księżyca stworzonymi przez Maxa Ernsta, trafiają na okładki Time’a i tygodnika Life. Jest rok 1933. W nowojorskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej wrze. Przez drzwi galerii przewijają się tłumy chętnych, gotowych obejrzeć tajemnicze, posępne dzieła Hoppera. To pierwsza, choć nie jedyna, retrospekcja jego prac. Tłumy wielbicieli kupują pocztówki z reprodukcjami słynnych obrazów. W ten sposób Edward staje się sławny i niebotycznie bogaty. Protestuje, gdy Amerykanie, a takich osób nie brakuje, chcą przypisać go do jakiegoś konkretnego nurtu. Gniewnie przekonuje, że reprezentuje
tylko samego siebie. Gdy w 1967 roku Hopper umiera, niemal natychmiast zostaje obwołany jednym z najlepszych
komentatorów rzeczywistości, a także trzecim po Pollocku i Warholu, największym amerykańskim malarzem XX wieku.

Reklama