Zasady moralnie niemoralne, czyli na co musimy się zgodzić, a na co jesteśmy skazani

Katarzyna Paczóska
Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin

Czy gdybyśmy zamontowali wokół siebie ukryte kamery, to po obejrzeniu naszego własnego reality show, zmienilibyśmy nasze życie?

Osiedlając się w danym kraju, niezaprzeczalnie zgadzamy się na warunki, które w nim panują. Podobnie w przypadku miejsca rozpoczęcia swojego kilkudziesięcioletniego życia. Oczywistym pozostaje fakt, że jako społeczeństwo nie unikniemy zmian, związanych z aktualnie prowadzoną polityką państwa, ponieważ oprócz nowych regulacji, wkraczają co rusz nowi „opiekunowie kraju”, mający własną wizję nowego, lepszego świata.

Człowiek, postawiony w obliczu zasad, nie zawsze do niego przemawiających, staje przed wyborem – zostać i się podporządkować, zostać i protestować, wyjechać. Każda z opcji niesie ze sobą znaczące konsekwencje. W momencie akceptacji danej sytuacji, jedyne, co musi zrobić, to przemówić sobie do rozsądku, że c’est la vie, a człowiek jest jedynie kroplą w morzu niespójności, niezdolnym do wskoczenia w niepodległą kałużę.

W sytuacji b, musi w nim wrzeć chęć do działania, do zmiany i wiara, że jest ona możliwa. Rzuca się więc w tłum, krzycząc, blokując i nieco przyśpiewując. Próbuje raz. Kolejny raz i kolejny. Nadzieja rośnie coraz bardziej, do momentu, aż przemówi rozsądek, bowiem co jest w stanie robić społeczeństwo, jeżeli władza słucha jedynie wybranych. No więc wychodzi, że nadzieja jest matką głu…znaczy narodu.

Pozostaje ostatnia opcja, związana ściśle ze stosowanym przed wielu w codziennym życiu eskapizmem. Wtedy też, jak przy zakończeniu jakiejkolwiek znajomości, rozglądasz się w około i badasz wzrokiem piękne widoki, przypominasz sobie piękne chwile pełne uniesień i pozytywnych emocji. Myślisz o rodzinie, mieszkającej w pobliżu. I o znajomych, z którymi co sobotę widujesz się na brunch. O ogródku, przy lokalu, w którym uwielbiałe/aś pić cydr i o parku, w którym chodziłe/aś kilka razy w tygodniu na bieganie. W głowie pojawia się specjalnie wyselekcjonowana selekcja dobrych chwil i zastanawiasz się, czy musisz być zmuszony/a do emigracji?

Wiadomo, że w każdej jednostce jawią się obawy, również związane ze zmianą miejsca zamieszkania. Jednak tutaj pojawia się najważniejsze pytanie – czy zostać i walczyć o lepszy wieczór, czy szukać miejsca, które usatysfakcjonuje Cię pod względem klimatu, zasad i możliwości, nie mając jednocześnie gwarancji, że uda Ci się za pierwszym, drugim czy trzecim razem?

Staff powiedział kiedyś, że „szczytem twórczości, jest tworzenie samego siebie”, ale może od tego wypadałoby zacząć, a dopiero później można byłoby dokonać prawdziwej zmiany.

 

Reklama

Sinooki blady Ty

Autoteliczne wyznania to najgorszego rodzaju onanizmy intelektualne. Zapraszam zatem. Wewnątrz